C.Castaneda”sztuka śnienia” Druga brama śnienia

DRUGA BRAMA ŚNIENIA1397590_649644271746879_2103413431_o

Podczas moich ćwiczeń w śnieniu odkryłem, że aby nauczyciel śnienia mógł wskazać na określone zagadnienie, musi stworzyć pewną dydaktyczną syntezę. Zasadniczo tym, co don Juan zamierzał, dając mi moje pierwsze zadanie, było ćwiczenie uwagi śnienia poprzez koncentrowanie się na poszczególnych przedmiotach z mojego snu. Do tego celu don Juan użył jako bodźca pojęcia świadomości zapadania w sen. Jego wybieg polegał na daniu mi do zrozumienia, że jedynym sposobem na uświadomienie sobie chwili zapadania w sen jest dokładne przyglądanie się przedmiotom ze snu.

Już prawie na samym początku moich doświadczeń w śnieniu zdałem sobie sprawę, że ćwiczenia w uwadze śnienia są podstawą istoty śnienia. Jednakże dla umysłu niemożliwe wydaje się wyćwiczenie świadomości na poziomie snu. Don Juan powiedział, że czynnym elementem takich ćwiczeń jest wytrwałość, i umysł, broniący się swą racjonalnością, musi się przed nią ugiąć. Don Juan powiedział, że prędzej czy później mury obronne umysłu nie wytrzymują naporu wytrwałości i nieskrępowana uwaga śnienia może się rozwijać.

Gdy wprawiałem się w skupianiu i utrzymywaniu uwagi śnienia na przedmiotach ze snu, zacząłem odczuwać dość dziwną wiarę w siebie. Uczucie to było tak niesamowite, że musiałem o tym porozmawiać z don Juanem.

– Wchodzisz w drugą uwagę i to właśnie daje ci tę pewność siebie – powiedział mi don Juan. – Tym bardziej więc musisz zachować trzeźwość umysłu. Posuwaj się powoli, ale się nie zatrzymuj. A przede wszystkim nie rozmawiaj o tym. Po prostu działaj.

Powiedziałem mu, że potwierdziłem w praktyce to, o czym mi wcześniej powiedział; gdy przyglądam się obiektom we śnie tylko przez chwilę, to obrazy się nie rozpływają. Stwierdziłem też, że jedną z trudniejszych rzeczy jest przełamanie początkowej bariery, która uniemożliwia nam świadome skoncentrowanie się na śnie. Poprosiłem don Juana, aby przedstawił mi na ten temat swoją własną opinię. Byłem głęboko przekonany, że jest to bariera psychologiczna powstała w procesie socjalizacji, podczas którego uczymy się dyskredytować sny.

– Ta bariera to coś więcej niż tylko proces socjalizacji – odparł don Juan. – To pierwsza brama śnienia. Teraz, gdy już ją pokonałeś, wydaje ci się niedorzeczne, że nie potrafimy się zatrzymać w dowolnym momencie i skupić uwagi na jakimś przedmiocie ze snu. To fałszywe przekonanie. Pierwsza brama śnienia związana jest z przepływem energii we wszechświecie. To naturalna przeszkoda.

Don Juan wymógł na mnie zgodę, że będziemy rozmawiali o śnieniu tylko w drugiej uwadze i tylko wtedy, gdy uzna to za stosowne. Tymczasem miałem nadal ćwiczyć, a on obiecał mi, że nie będzie się do tego wtrącał.

Nabywszy biegłości w ustawianiu śnienia, zacząłem często odczuwać dziwne wrażenia, którym przypisywałem wielkie znaczenie. Jednym z nich było uczucie, jakbym staczał się do rowu dokładnie w chwili zapadania w sen. Don Juan nigdy nie wspominał, że są to jakieś absurdalne odczucia, ale pozwolił mi zanotować je w moim notatniku. Teraz zdaję sobie sprawę, jak idiotycznie musiałem wówczas brzmieć. Dziś, gdybym sam nauczał śnienia, niewątpliwie nie pochwalałbym takiego zachowania. Don Juan śmiał się ze mnie, nazywając kryptoegomaniakiem, który zaklina się, że walczy z poczuciem własnej ważności, a jednocześnie prowadzi skrupulatny, niezwykle osobisty pamiętnik pod tytułem Moje Sny.

Don Juan zawsze, gdy tylko miał ku temu stosowną okazję, podkreślał, że energia potrzebna do uwolnienia naszej uwagi śnienia z klatki uwarunkowań społecznych bierze się z rozprowadzenia energii już istniejącej. Trudno o bardziej prawdziwe stwierdzenie. Pojawienie się naszej uwagi śnienia jest bezpośrednim następstwem odnowy naszego życia. Ponieważ, jak mówił don Juan, nie mamy żadnej możliwości podłączenia się do zewnętrznego źródła, by zasilić własną energię, musimy rozprowadzać istniejącą w nas energię w każdy dostępny nam sposób.

Don Juan niezmiennie powtarzał, że ścieżka czarowników to najlepszy sposób na, jak się wyraził, naoliwienie machiny rozprowadzania energii i że spośród wszystkich składników ścieżki czarowników najskuteczniejszym jest utrata własnej ważności. Był przekonany, że jest ona niezbędna we wszelkich poczynaniach czarowników i dlatego wielką wagę przykładał do nauczenia tego swoich uczniów. Don Juan był przekonany, że poczucie własnej ważności jest nie tylko najpotężniejszym wrogiem czarowników, lecz także nemezis rodzaju ludzkiego.

Don Juan argumentował, że na podtrzymanie poczucia własnej ważności tracimy większość naszej energii. Najlepszym przykładem jest nasza ciągła troska o dobry wygląd, o to, czy jesteśmy zauważani, doceniani i podziwiani. Don Juan dowodził, że gdybyśmy utracili choćby trochę tego poczucia własnej ważności, nastąpiłyby dwie rzeczy. Po pierwsze, uwolnilibyśmy znaczne zasoby energii marnotrawionej na podtrzymywanie iluzji naszej wspaniałości. Po drugie, dostarczylibyśmy sobie wystarczająco dużo energii, by przejść do drugiej uwagi i choćby na mgnienie oka dojrzeć wspaniałość wszechświata.

Zabrało mi to ponad dwa lata, zanim mogłem z powodzeniem utrzymać niezachwianą uwagę śnienia na dowolnym przedmiocie. Nabyłem takiej wprawy, że wydawało mi się, jakbym niczego innego nie robił przez całe życie. Najdziwniejsze było to, że potrafiłem sobie wyobrazić, iż nie posiadałem tej zdolności wcześniej. Jednak wciąż pamiętałem, z jaką trudnością przychodziła mi choćby sama myśl o takiej możliwości. Przyszło mi do głowy, że zdolność badania treści snów musi być wynikiem naturalnej konfiguracji istoty ludzkiej, podobnym, być może, do zdolności poruszania się. Jesteśmy fizycznie przystosowani tylko do jednego sposobu chodzenia; używamy do tego nóg. Ale przecież jego nauka jest dla nas ogromnym wysiłkiem.

Nowa umiejętność przelotnego spoglądania na przedmioty w moim śnie łączyła się z niezwykle dokuczliwym napominaniem samego siebie, bym patrzył na składniki moich snów. Byłem świadomy swojego przyrodzonego natręctwa, ale podczas śnienia cecha ta niezwykle przybierała na sile. Stała się tak intensywna, że nie tylko brzydziłem się, słysząc, jak napominam samego siebie, lecz również zacząłem wątpić, czy to naprawdę było moje natręctwo czy też coś innego. Myślałem nawet, iż mi odbija. W końcu powiedziałem don Juanowi:

– W moich snach wciąż mówię do siebie, napominając się, żeby patrzeć na przedmioty.

Oczywiście cały czas pamiętałem o tym, że mieliśmy rozmawiać o śnieniu tylko wtedy, gdy on sam tak postanowi, ale wydawało mi się, że sytuacja jest alarmująca.

– Czy odnosisz wrażenie, że jest to jakiś obcy głos? –zapytał don Juan.

– Cóż, właściwie tak. Nie rozpoznaję wówczas mojego głosu.

– A więc to nie ty. Jeszcze nie czas na wyjaśnienia. Ale powiedzmy, że nie jesteśmy sami na tym świecie. Powiedzmy, że są i inne światy dostępne dla śniących, światy zupełne. Z tych innych zupełnych światów przybywają do nas czasami pewne energetyczne istoty. Gdy następnym razem usłyszysz, jak napominasz samego siebie, rozzłość się nie na żarty i wrzaśnij: “przestań!”

Tak więc stanęło przede mną kolejne wyzwanie; miałem pamiętać, by podczas śnienia krzyknąć “przestań!” Wydaje mi się, że chyba dlatego, iż tak bardzo drażniło mnie to natrętne napominanie, pamiętałem jednak, by krzyknąć “przestań!” Głos natychmiast umilkł i już nigdy więcej nie powrócił.

– Czy każdy śniący tego doświadcza? – zapytałem don Juana, gdy go znów zobaczyłem.

– Niektórzy tak – odparł od niechcenia. Gdy zacząłem swój elaborat, jakie to było niezwykłe doznanie, przerwał mi, mówiąc:

– Teraz jesteś gotów, by dotrzeć do drugiej bramy śnienia.

Nadarzyła się okazja uzyskania odpowiedzi na pytania, których nie mogłem mu wcześniej zadać. To, czego doświadczyłem za pierwszym razem, gdy don Juan wprowadził mnie w śnienie, działo się przede wszystkim w umyśle. Powiedziałem don Juanowi, że obserwowałem przedmioty w moich snach ile tylko dusza zapragnie i nigdy wcześniej nie odczuwałem niczego chociażby trochę zbliżonego w sensie czystości i ostrości obrazu.

– Im więcej o tym myślę – powiedziałem – tym bardziej mnie to intryguje. Gdy patrzyłem wówczas na tych ludzi w tamtym śnie, czułem strach i obrzydzenie, których nigdy nie zapomnę. Co to było za uczucie, don Juanie?

– Moim zdaniem twoje ciało energetyczne połączyło się z obcą ci energią tamtego miejsca i pohulało sobie do woli. Rzecz jasna, bałeś się i brzydziłeś – po raz pierwszy w życiu badałeś obcą energię. Masz zgubne skłonności do takich samych zachowań, jak czarownicy starożytności – mówił dalej don Juan. – Gdy nadarza się okazja, ruszasz swój punkt połączenia. Wtedy twój punkt połączenia przemieścił się dość daleko. W rezultacie zapuściłeś się, podobnie jak dawni czarownicy, poza granice znanego nam świata. Bardzo realistyczna, ale też bardzo niebezpieczna podróż.

Pozostawiłem tymczasem kwestię znaczenia jego słów, bardziej zainteresowany inną sprawą.

– Czy to miasto było może na innej planecie?

– Nie można wyjaśniać śnienia za pomocą rzeczy, które znasz lub wydaje ci się, że znasz – odpowiedział don Juan. – Mogę ci jedynie powiedzieć, że miasto, w którym byłeś, nie należało do tego świata.

– Więc gdzie było?

– Poza tym światem, oczywiście. Przecież nie jesteś tak głupi. To była pierwsza rzecz, którą zauważyłeś. Nie potrafisz sobie wyobrazić niczego, co pochodzi nie z tego świata, i dlatego wciąż gonisz w kółko.

– A gdzie jest to “nie z tego świata”, don Juanie?

– Wierz mi, że najbardziej szaloną cechą magii jest właśnie konfiguracja owego “nie z tego świata”. Na przykład automatycznie przyjąłeś, że ja widziałem to samo, co ty. Dowodem jest to, że nigdy nie zapytałeś mnie, co widziałem. Ty, i tylko ty, widziałeś jakieś miasto i ludzi w tym mieście. Ja niczego takiego nie widziałem. Ja widziałem energię. Tak więc nie z tego świata tylko dla ciebie było w owym przypadku jakimś miastem.

– Ale przecież to nie było rzeczywiste miasto, don Juanie. Ono istniało tylko dla mnie, w moim umyśle.

– Nie, to nie tak. Teraz usiłujesz zredukować coś transcendentalnego do czegoś zupełnie przyziemnego. Nie możesz tego robić. Ta podróż była rzeczywista. Ty widziałeś to jako miasto. Ja widziałem to jako energię. Żaden z nas się nie myli i żaden nie ma racji.

– Przestaję cię rozumieć, gdy zaczynasz mówić, że coś Jest rzeczywiste. Przedtem powiedziałeś, że byliśmy w miejscu istniejącym naprawdę. Ale jeśli to miejsce było rzeczywiste, to jak możemy przyjąć dwie jego wersje?

– To bardzo proste. Mamy dwie wersje, ponieważ wtedy mieliśmy różne poziomy jednorodności i spójności. Wyjaśniłem ci już kiedyś, że te dwie cechy to klucz do postrzegania.

– Czy sądzisz, że mógłbym wrócić do tamtego miasta?

– Tu mnie masz. Nie wiem. Albo może raczej wiem, ale nie potrafię tego wyjaśnić. Albo może potrafię wyjaśnić, ale nie chcę. Będziesz musiał poczekać i samemu się domyślić, jak jest naprawdę.

Don Juan nie chciał dalej na ten temat rozmawiać.

– Wróćmy do naszych spraw – powiedział. – Dochodzisz do drugiej bramy śnienia, gdy budzisz się z jednego snu w drugi. Możesz mieć tyle snów, ile chcesz, czy też ile zdołasz mieć. Musisz jednak odpowiednio się kontrolować, by nie obudzić się w świecie, który znamy.

Aż zadrżałem, gdy to usłyszałem.

– Chcesz powiedzieć, że nigdy nie wolno mi się obudzić w tym świecie?

– Nie, tego nie powiedziałem. Ale teraz, gdy już o tym wspomniałeś, muszę ci powiedzieć, że jest to jedna z możliwości. Czarownicy starożytności tak właśnie robili, nigdy nie budzili się w świecie, który znamy. Niektórzy czarownicy z mojej linii również tak robili. Z pewnością można to zrobić, ale ja tego nie zalecam. Chcę, żebyś budził się w sposób naturalny, gdy skończysz śnienie, ale podczas śnienia masz śnić, że budzisz się w innym śnie.

Usłyszałem, jak zadaję don Juanowi to samo pytanie, które zadałem mu za pierwszym razem, gdy powiedział mi o ustawianiu śnienia.

– Czy to jest możliwe?

Don Juan z pewnością zauważył moje rozkojarzenie i śmiejąc się, odpowiedział mi tak samo, jak wtedy.

– Oczywiście, że to możliwe. Owa kontrola niczym nie różni się od kontrolowania dowolnej sytuacji w naszym codziennym życiu.

Moje zażenowanie minęło dość szybko i byłem gotów do następnego pytania. Ale don Juan ubiegł mnie i zaczął wyjaśniać kolejne cechy drugiej bramy śnienia, co tylko zwiększyło mój niepokój.

– Jest jeden problem dotyczący drugiej bramy – powiedział. – Może to być problem poważny; to zależy od osobowości. Jeśli mamy skłonności do folgowania sobie i kurczowego trzymania się pewnych rzeczy lub sytuacji, powinniśmy przygotować się na solidnego kopa w tyłek.

– Co masz na myśli, don Juanie?

– Pomyśl przez chwilę. Doświadczyłeś już tej niezwykłej przyjemności badania treści swoich snów. Wyobraź sobie, że przechodzisz ze snu do snu, wszystko oglądasz, wszystko badasz, każdy szczegół. Łatwo sobie uświadomić, jak szybko można się bezpowrotnie pogrążyć w tej głębi. Szczególnie wtedy, gdy ktoś ma skłonności do folgowania sobie.

– Czy ciało albo mózg nie powstrzymałoby tego automatycznie?

– Jeśli to jest normalny sen, to tak. Ale to nie jest normalna sytuacja. To jest śnienie. Śniący, przekraczając pierwszą bramę, trafia do swego ciała energetycznego. Tak więc to rzeczywiście ciało energetyczne przekracza drugą bramę i skacze od snu do snu.

– Co z tego wszystkiego wynika, don Juanie?

– Z tego wynika, że przekraczając drugą bramę, musisz zamierzyć znacznie większą i bardziej trzeźwą kontrolę nad uwagą śnienia, jedynym zaworem bezpieczeństwa, jakim dysponuje śniący.

– Co to za zawór bezpieczeństwa?

– Sam kiedyś odkryjesz, że prawdziwym celem śnienia jest doskonalenie ciała energetycznego. Doskonałe ciało energetyczne posiada, między innymi oczywiście, taką kontrolę nad uwagą śnienia, że ta potrafi je zatrzymać, gdy jest to konieczne. To jest właśnie ten zawór bezpieczeństwa. Bez względu na to, jak bardzo ktoś sobie folguje, w pewnym momencie jego uwaga śnienia musi wyciągnąć go na powierzchnię.

Tak więc ponownie wyruszyłem na niezbadane tereny, by odkrywać tajemnice śnienia. Tym razem jednak cel był jeszcze bardziej mglisty i znacznie trudniejszy. I tak jak za pierwszym razem, zupełnie nie mogłem wykoncypować, co mam robić. Miałem niezbyt pocieszające obawy, że cała moja dotychczasowa praktyka niewiele mi tu pomoże. Po całej serii niepowodzeń dałem sobie spokój i powróciłem po prostu do moich ćwiczeń skupiania uwagi śnienia na wszystkich przedmiotach w moich snach. Pogodzenie się z moimi wadami przydało mi jakby energii; nabyłem prawdziwej biegłości w utrzymywaniu obrazu dowolnego przedmiotu w moich snach.

W ciągu następnego roku nic się nie zmieniło. Odmiana przyszła nagle, jednego dnia. Gdy w moim śnie oglądałem okno, próbując się przekonać, czy byłbym w stanie dostrzec rozciągający się z niego widok, poczułem nagle jakby powiew jakiejś siły, którą odebrałem jako brzęczenie w mych uszach. Siła ta wypchnęła mnie za okno. Na krótko przed wypchnięciem moją uwagę śnienia przyciągnęła jakaś dziwna konstrukcja, niezbyt daleko ode mnie. Wyglądała jak traktor. W chwilę później już stałem obok niej, dokładnie się przypatrując.

Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że jest to śnienie. Rozejrzałem się naokoło, starając się ustalić, co to było za okno, z którego zostałem wypchnięty. Wyglądało na to, że znalazłem się na jakiejś farmie. Nie widziałem żadnych budynków. Chciałem się nad tym przez chwilę zastanowić. Jednakże całą moją uwagę przykuty poniewierające się dokoła w wielkiej liczbie przeróżne maszyny rolnicze sprawiające wrażenie porzuconych i zapomnianych. Przyglądałem się kosiarkom, traktorom, żniwiarkom, pługom i młockarniom. Było tego tak wiele, że zapomniałem o moim pierwotnym śnie. Wówczas postanowiłem zorientować się, gdzie jestem, zacząłem więc rozglądać się po najbliższym otoczeniu. W oddali dostrzegłem coś, co wyglądało jak tablica reklamowa, niedaleko której postawiono parę niewysokich słupków z aparatami telefonicznymi.

Natychmiast gdy skoncentrowałem uwagę na tablicy reklamowej, już byłem obok niej. Jej stalowa konstrukcja wzbudziła we mnie strach. Była złowieszcza. Na samej tablicy był obraz budynku. Tekst, który przeczytałem, zachęcał do zatrzymania się w motelu. Byłem dziwnie przekonany, że jestem w Oregonie albo północnej Kalifornii.

Ponownie rozejrzałem się po okolicy z mojego snu. W oddali majaczył łańcuch górski, bliżej zaś widziałem niewysokie zielone wzgórza. Porastały je kępy drzew; były to chyba kalifornijskie dęby. Chciałem znaleźć się przy tych wzgórzach, ale przyciągnął mnie odległy łańcuch górski. Byłem przekonany, że są to góry Sierra Madre.

W górach opuściła mnie cala energia śnienia. Ale zanim to nastąpiło, byłem przyciągany przez wszelkie możliwe szczegóły. Mój sen przestał być snem. Oceniając na podstawie moich zdolności postrzegania, naprawdę byłem w górach Sierra Madre. Mogłem dowolnie przybliżać wszystkie obrazy: wąwozy, głazy, drzewa i jaskinie. Skakałem ze ścian urwisk na szczyty gór, aż wyczerpałem się całkowicie i nie mogłem już dłużej na niczym zatrzymać swej uwagi śnienia. Poczułem, że tracę kontrolę. W końcu niczego już nie widziałem; otoczyła mnie ciemność.

– Dotarłeś do drugiej bramy śnienia – oznajmił don Juan, gdy opowiedziałem mu o moim śnieniu. – Teraz powinieneś ją przekroczyć. Przejście przez drugą bramę to bardzo poważna sprawa. Wymaga wielkiej dyscypliny i wysiłku.

Nie byłem pewien, czy wypełniłem zadanie, które mi wyznaczył, nie obudziłem się bowiem w innym śnie. Zapytałem go, co sądzi o tej nieprawidłowości.

– To ja popełniłem błąd – powiedział don Juan. – Powiedziałem ci, że trzeba się obudzić w innym śnie, ale chodziło mi o to, że masz planowo i precyzyjnie zmieniać sny. Właśnie tak, jak to zrobiłeś. Przy pierwszej bramie straciłeś dużo czasu. Starałeś się zobaczyć tylko swe ręce. Tym razem jednak od razu znalazłeś właściwe rozwiązanie, nie zawracając sobie głowy zaleceniem, byś obudził się w innym śnie.

Don Juan powiedział, że są dwa sposoby prawidłowego przekraczania drugiej bramy śnienia. Pierwszy to przebudzenie się w innym śnie, czyli niejako widzenie we śnie, jak się śni, po czym widzenie we śnie przebudzenia ze snu. Inna możliwość to użycie przedmiotów ze snu do inicjacji kolejnego snu, właśnie tak, jak ja to zrobiłem.

Don Juan jak zawsze pozwolił mi ćwiczyć bez żadnych sugestii ze swej strony. A ja, poprzez ćwiczenia, potwierdziłem istnienie tych dwóch sposobów, które mi opisał. Albo więc śniłem, że mam sen i się z niego budzę, albo też przenosiłem wzrok z wybranego przedmiotu, bezpośrednio dostępnego mojej uwadze śnienia, na inny, mniej dostępny. Moim wariantem drugiego sposobu było wpatrywanie się w dowolny przedmiot tak długo, aż zaczynał zmieniać kształt, co powodowało brzęczące zawirowanie i wciągnięcie mnie w inny sen. Nigdy jednak nie udawało mi się podjąć świadomej decyzji, którego z tych sposobów użyć do przeniesienia się w inny sen. Moje ćwiczenia niezmiennie kończyły się tym samym: zawsze brakowało mi energii na podtrzymanie uwagi śnienia i budziłem się albo zapadałem w mroczny, głęboki sen.

Ćwiczenia przebiegały gładko. Mój spokój zakłócało jedynie szczególne wrażenie, szarpnięcie strachu czy też Niepokoju, które zacząłem odczuwać coraz częściej. Próbowałem je ignorować, tłumacząc sobie, że jest to wynik mojego obżarstwa lub też spożywania roślin halucynogennych, które wówczas don Juan podawał mi w wielkich ilościach jako część mojej nauki. Szarpnięcia stały się jednak na tyle silne, że musiałem poprosić don Juana o radę.

– Właśnie wkroczyłeś na najniebezpieczniejsze obszary wiedzy czarowników – zaczął don Juan. – Są przerażające; to prawdziwy koszmar. Mógłbym teraz zacząć żartować z tego i powiedzieć, że nie wspominałem ci o tym, aby nie mącić w twym racjonalnym umyśle, ale nie mogę. Każdy czarownik musi temu stawić czoło. Obawiam się, że właśnie teraz może ci się wydać, iż przestajesz panować nad sobą.

Don Juan wyjaśnił mi, że życie i świadomość, jako wyłączna domena energii, nie są cechami jedynie organizmów. Powiedział, że czarownicy widzą dwa typy istot świadomych, zaludniających naszą planetę: organiczne i nieorganiczne. Porównując je z sobą, czarownicy widzą, że jedne i drugie są świetlistymi bryłami, przez które z każdej strony przenikają miliony włókien energii wszechświata. Bryły te różnią się od siebie kształtem i natężeniem jasności. Istoty nieorganiczne są długie, przypominając swym kształtem świece, i są nieprzezroczyste, natomiast istoty organiczne są okrągłe i o wiele jaśniejsze. Inną istotną różnicą, którą, jak mówił don Juan, widzą czarownicy, jest to, iż życie i świadomość istot organicznych są krótkotrwałe, jako że ich naturą jest pośpiech. Natomiast życie istot nieorganicznych jest nieskończenie dłuższe, a ich świadomość nieskończenie spokojniejsza i głębsza.

– Obcowanie z nimi nie stanowi dla czarowników najmniejszego problemu – ciągnął don Juan. – Istoty nieorganiczne posiadają to, co jest niezbędne, by obcować z innymi istotami, a mianowicie świadomość.

– Ale czy te istoty nieorganiczne rzeczywiście istnieją? Tak jak ty lub ja?

– Oczywiście, że tak – odpowiedział don Juan. –Wierz mi, czarownicy to bardzo inteligentne stworzenia. W żadnym wypadku nie zabawialiby się wytworami zaburzeń umysłu, by brać je później za rzeczywistość.

– Dlaczego mówisz, że te istoty są żywe?

– Dla czarowników życie oznacza świadomość. Oznacza to posiadanie punktu połączenia i otaczającej go poświaty świadomości, które mówią czarownikom, że stojąca przed nimi istota, organiczna lub nie, jest niezaprzeczalnie zdolna do postrzegania. Postrzeganie jest dla czarowników podstawowym wyznacznikiem życia.

– W takim razie istoty nieorganiczne także umierają. Czy to prawda, don Juanie?

– Naturalnie. Tracą świadomość tak samo, jak my. Ale trwanie tej świadomości jest dla nas niepojęte.

– Czy te istoty nieorganiczne ukazują się czarownikom?

– Bardzo trudno określić, jak to z nimi jest. Można powiedzieć, że przywabiamy je albo, jeszcze lepiej, że zmuszamy je do obcowania z nami.

Don Juan wpatrywał się we mnie z wielką uwagą.

– W ogóle nie orientujesz się w tym, co mówię –stwierdził raczej, niż zapytał.

– Tak, to prawda. Trudno mi to pojąć. Zdrowy rozsądek nie przyjmuje tego.

– Ostrzegałem cię, że te sprawy zachwieją twoim racjonalnym umysłem. Dlatego też sądzę, że najlepiej wstrzymać się z osądem i pozwolić, by wszystko potoczyło się własnym trybem, co oznacza, że istoty nieorganiczne same do ciebie przyjdą.

– Mówisz poważnie, don Juanie?

– Śmiertelnie poważnie. Problem z istotami nieorganicznymi polega na tym, że ich świadomość w porównaniu z naszą jest niezwykle wolna. Mijają lata, zanim czarownik zostanie zauważony przez istoty nieorganiczne. Zalecałbym więc uzbroić się w cierpliwość i czekać. Prędzej czy później pojawią się. Ale nie pojawią się tak, jak ty lub ja. Ich sposób pojawiania się należy do niezwykle szczególnych.

– Jak czarownicy je przywabiają? Czy mają jakiś rytuał?

– No cóż, z pewnością nie stoją na środku drogi, przywołując je drżącym głosem wraz z wybiciem północy, jeśli to miałeś na myśli.

– A więc co robią?

– Przywabiają je podczas śnienia. Jak już mówiłem, to coś więcej niż zwabianie. Czarownicy poprzez śnienie zmuszają owe istoty do obcowania z nimi.

– Jak czarownicy zmuszają je poprzez śnienie?

– Śnienie to utrzymanie położenia, do którego punkt połączenia przemieścił się podczas snu. Akt ten tworzy charakterystyczny ładunek energii, który przyciąga ich uwagę. To działa jak przynęta na ryby, nie mogą mu się oprzeć. Czarownicy, docierając do pierwszych dwóch bram i przekraczając je, rozkładają przynętę i zmuszają istoty nieorganiczne do pojawienia się. Przechodząc przez te dwie bramy, wysłałeś im zaproszenie. Teraz musisz czekać na jakiś znak od nich.

– A jaki to może być znak, don Juanie?

– Prawdopodobnie pojawienie się któregoś z nich, aczkolwiek wydaje się, że na to jest jeszcze trochę za wcześnie. Moim zdaniem znakiem tym będą jakieś zaburzenia w twoim śnieniu. Jestem przekonany, że odczuwane przez ciebie szarpnięcia strachu nie są spowodowane niestrawnością. To są szarpnięcia energii przesyłane przez istoty nieorganiczne.

– Co mam teraz zrobić?

– Musisz zmienić swoje oczekiwania.

Nie wiedziałem, co miał na myśli. Wyjaśnił mi więc, że zwykle po ludziach lub innych istotach organicznych spodziewamy się natychmiastowej reakcji na naszą gotowość współdziałania. Natomiast chcąc obcować z istotami nieorganicznymi – jako że oddziela nas od nich ogromna bariera, energia poruszająca się z inną prędkością – czarownicy muszą zmienić swoje oczekiwania, czyli podtrzymywać swą gotowość współdziałania przez długi czas, który musi upłynąć, by został on dostrzeżony.

– Chcesz przez to powiedzieć, don Juanie, że praktykowanie śnienia to właśnie ta gotowość?

– Tak. Aby jednak odnieść pełny sukces, musisz swoje praktyki w śnieniu połączyć z intencją spotkania istot nieorganicznych. Pozwól im odczuć twoją moc i pewność, twoją siłę i niewzruszoność. Za nic nie wolno ci okazywać strachu czy poddawać się obsesji mroku. Już one same są wystarczająco mroczne i posępne. Przydawanie im jeszcze twoich obsesji jest więc, mówiąc oględnie, zbyteczne.

– Nie jestem pewien, czy rozumiem, jak te istoty objawiają się czarownikom. W jakiż to szczególny sposób dają znać o sobie?

– Czasami materializują się w naszym świecie, na naszych oczach. Najczęściej jednak ich niewidoczną dla nas obecność odbieramy jako szarpnięcia ciałem, rodzaj drżenia, które wypływa ze szpiku kości.

– A jak to się odbywa w śnieniu?

– W śnieniu jest zupełnie na odwrót. Czasami czujemy je tak, jak ty obecnie odczuwasz ich obecność, jako szarpnięcie strachu. Przeważnie jednak materializują się dokładnie przed nami. Jako że na samym początku śnienia nie mamy jeszcze potrzebnego nam doświadczenia, istoty te mogą napawać nas nieopisanym przerażeniem. To dla nas wielce niebezpieczne. Nasz strach jest dla nich tunelem, przez który mogą przedostać się za nami do naszego świata. Efekty tego są dla nas katastrofalne.

– Dlaczego, don Juanie?

– Bo wtedy strach może zapuścić korzenie w naszym życiu i musielibyśmy odseparować się od ludzi, by sobie 2 nim poradzić. Istoty nieorganiczne potrafią być gorsze niż zaraza. Przez ciągły strach mogą nas szybko doprowadzić do szaleństwa.

– Co czarownicy robią z istotami nieorganicznymi?

– Stapiają się z nimi. Czynią z nich swoich sprzymierzeńców. Tworzą powiązania, zawierając niezwykłe przyjaźnie. Więzi te nazywam kolosalnymi przedsięwzięciami, w których pierwszoplanową rolę odgrywa postrzeganie. Jesteśmy istotami społecznymi. Bezwiednie szukamy towarzystwa świadomości. Mając do czynienia z istotami nieorganicznymi, nie można okazywać strachu. To jest cały sekret. Tak trzeba postępować od samego początku. Nasza intencja powinna być dla nich przesłaniem mocy i żywiołu. W przesłaniu musi być zawarta wiadomość: “Nie boję się was. Spotkajcie się ze mną, powitam was z radością. Jeśli nie przybędziecie, będzie mi was brakować”. Po takim przesłaniu będą tak zaciekawione, że na pewno przybędą.

– Dlaczego miałyby tu przybywać albo po cóż ja miałbym się z nimi spotykać?

– Śniący, czy im się to podoba, czy też nie, poszukują w trakcie śnienia innych istot. Może to brzmieć dla ciebie szokująco, ale śniący automatycznie poszukują grup innych istot, w tym przypadku układów istot nieorganicznych. A w dodatku czynią to z wielkim zapałem.

– Brzmi to bardzo dziwnie, don Juanie. Dlaczego – śniący to robią?

– Istoty nieorganiczne są dla nas czymś zupełnie nowym. Dla nich, z kolei, istota naszego rodzaju, przekraczająca granice ich królestwa, także jest nowością. Od tej pory nie wolno ci zapominać, że istoty nieorganiczne i ich fenomenalna świadomość bardzo silnie oddziałują na śniących i z łatwością mogą ich przenieść w inne światy; światy, których nie można nawet opisać.

To właśnie czarownicy starożytności nauczyli się wykorzystywać istoty nieorganiczne i oni ukuli termin “sprzymierzeńcy”. Ich sprzymierzeńcy nauczyli ich przemieszczać punkt połączenia poza granice jaja, we wszechświat poza wymiarem ludzkim. Kiedy więc sprzymierzeńcy przenoszą czarownika, przenoszą go poza granice królestwa człowieka.

Gdy słuchałem don Juana, szarpały mną dziwne lęki i złe przeczucia. Don Juan natychmiast to zauważył.

– Jesteś religijny aż do szpiku kości – zaśmiał się. –Czujesz teraz pewnie oddech diabła na karku. Ale pomyśl o śnieniu w ten sposób: śnienie to postrzeganie w znacznie większym zakresie, niż nasza wiara pozwala nam przypuszczać.

Gdy nie śniłem, niepokoiła mnie możliwość istnienia obdarzonych świadomością istot nieorganicznych. Ale podczas śnienia nie odczuwałem tego niepokoju. Szarpnięcia strachu nie mijały, ale gdy tylko się pojawiały, zaraz za nimi przychodził przedziwny spokój, który przejmował nade mną kontrolę i pozwalał mi robić swoje, jakbym się w ogóle nie bał.

W tamtym czasie każdy przełom w moim śnieniu przychodził nagle, bez ostrzeżenia. Nie było wyjątkiem również pojawienie się w moich snach istot nieorganicznych. Zdarzyło się to, gdy śniłem o cyrku, który znałem z dzieciństwa. Miejsce to wyglądało jak górska miejscowość w Arizonie. Zacząłem przyglądać się ludziom z nieokreśloną nadzieją, którą ciągle żywiłem, że kiedyś jeszcze zobaczę tych ludzi, których widziałem wówczas, gdy don Juan po raz pierwszy wepchnął mnie w drugą uwagę.

Gdy im się przyglądałem, poczułem silne szarpnięcie nerwów w okolicy żołądka, niczym cios w brzuch. Szarpnięcie rozproszyło moją uwagę i straciłem z oczu ludzi, cyrk i górską miejscowość w Arizonie. Na ich miejscu stały dwa dziwnie wyglądające kształty. Były cienkie, szerokie nie więcej niż na stopę, ale za to wysokie chyba na siedem stóp. Zdawało mi się, że pochylają się nade mną dwie groźne, gigantyczne dżdżownice.

Wiedziałem, że to był sen, ale zdawałem sobie także sprawę z tego, że widzę. Don Juan mówił ze mną o widzeniu tak na jawie, jak i w drugiej uwadze. Chociaż sam nie byłem w stanie tego doświadczyć, zawsze uważałem, że rozumiem istotę bezpośredniego postrzegania energii. W tamtym śnie, patrząc na te dwie dziwne zjawy, uświadomiłem sobie, że widzę energetyczną kwintesencję czegoś niewiarygodnego.

Byłem bardzo spokojny. W ogóle się nie ruszałem. Najbardziej niesamowite było to, że obraz tych istot się nie rozpływa ani też nie zmienia w nic innego. Istoty zachowywały swą spójność i nie zmieniały kształtu. Coś w nich nakazywało czemuś we mnie utrzymywać cały czas obraz ich kształtu. Wiedziałem o tym, ponieważ coś mi mówiło, że jeśli się nie poruszę, to owe istoty także się nie poruszą.

Wszystko skończyło się nagle, w jednym momencie, gdy obudziłem się, czując przemożny strach. Natychmiast zalała mnie fala lęków. Ogarnęła mnie głęboka troska. Nie miało to jednak nic wspólnego z psychiką. Była to raczej fizyczna udręka, smutek pozbawiony racjonalnych podstaw.

Dwie dziwne zjawy pojawiały się odtąd podczas każdej sesji śnienia. W końcu wyglądało to już tak, jakbym śnił tylko po to, by je spotkać. Istoty te jednak nigdy nie spróbowały zbliżyć się do mnie ani też nie niepokoiły mnie w żaden sposób. Po prostu stały przede mną nieruchomo tak długo, jak trwał mój sen. Ja zaś nie tylko nie kiwnąłem palcem, by zmienić swoje sny, ale również zapomniałem o pierwotnym celu moich ćwiczeń w śnieniu.

Zanim w końcu opowiedziałem o wszystkim don Juanowi, spędziłem całe miesiące wyłącznie na oglądaniu tych dwóch kształtów.

– Utknąłeś na niebezpiecznym rozdrożu – powiedział don Juan. – Nie należy przeganiać tych istot, ale nie powinno się też pozwolić im zostać. W tej chwili ich obecność przeszkadza ci w śnieniu.

– Co mogę zrobić, don Juanie?

– Staw im czoło w normalnym świecie i każ wrócić później, gdy będziesz miał więcej mocy potrzebnej do śnienia.

– Jak mam stawić im czoło?

– Nie jest to proste, ale wykonalne. Chodzi tylko o to, by zdobyć się na odwagę, której z pewnością ci nie brak.

Nie czekając nawet, aż zdążę mu odpowiedzieć, że nie mam ani krzty odwagi, don Juan zabrał mnie na wzgórza. Mieszkał wtedy w północnym Meksyku. I sprawiał na mnie wrażenie samotnego czarownika, starego człowieka zapomnianego przez wszystkich, zupełnie na uboczu szerokiego świata ludzkich spraw. Domyślałem się jednak, że jest niesamowicie inteligentny. Dlatego też byłem gotów dostosować się do jego nakazów, które prawdę powiedziawszy, uznawałem jedynie za przejawy jego dziwactwa.

Przebiegłość czarowników, rozwijana przez tysiąclecia, była specjalnością don Juana. Upewniał się, że zrozumiałem wszystko to, co mogłem, w normalnym stanie świadomości, po czym upewniał się, czy przeszedłem do drugiej uwagi, gdzie jeśli nawet nie rozumiałem wszystkiego, czego mnie uczył, to przynajmniej z ogromnym zainteresowaniem go słuchałem. W ten sposób zostałem podzielony na dwie części. W mojej normalnej świadomości nie mogłem zrozumieć, dlaczego aż nazbyt łatwo

brałem poważnie jego działania. W drugiej uwadze wszystko nabierało sensu.

Don Juan twierdził, że druga uwaga jest dostępna nam wszystkim, ale my – bardziej lub mniej zawzięcie czepiając się naszej niewydarzonej racjonalności – utrzymujemy ją na dystans. Don Juan uważał, że śnienie burzy bariery, które oddzielają nas od drugiej uwagi.

Tego dnia, gdy don Juan zabrał mnie na wzgórza pustyni otaczającej Sonorę, bym stawił czoło istotom nieorganicznym, byłem w normalnym stanie świadomości. Wiedziałem jednak w jakiś sposób, że muszę coś zrobić i będzie to z pewnością coś zupełnie niewiarygodnego.

Na pustyni musiało wcześniej trochę pokropić, bo czerwonawy piasek, który przyklejał mi się do podeszew butów, był jeszcze wilgotny. Musiałem mocno stąpać po kamieniach, by oczyścić buty z ciężkich grud błota. Szliśmy na wschód, idąc pod górę w kierunku wzgórz:. Gdy doszliśmy do wąskiego wąwozu między dwoma wzgórzami, don Juan zatrzymał się.

– To jest z pewnością najlepsze miejsce, by przywołać twoich przyjaciół – powiedział.

– Dlaczego nazywasz ich moimi przyjaciółmi?

– Oni sami cię wybrali. Gdy tak robią, to znaczy, ze szukają towarzystwa. Wspomniałem ci już, że czarownicy zawiązują z nimi więzi przyjaźni. Twój przypadek jest chyba tego przykładem. I nawet nie musisz ich zwabiać.

– Co składa się na taką przyjaźń, don Juanie?

– Przyjaźń ta polega na wzajemnej wymianie energii. Istoty nieorganiczne wnoszą swoją rozbudowaną świadomość, a czarownicy swoją podwyższoną świadomość i wysoką energię. Rezultat pozytywny to sprawiedliwa wymiana. Rezultat negatywny to wzajemne uzależnienie. Dawni czarownicy kochali swoich sprzymierzeńców. W rzeczy samej kochali swoich sprzymierzeńców bardziej niż swoich współbraci. I w tym właśnie widzę ogromne niebezpieczeństwo.

– Co zalecasz mi w tej chwili, don Juanie?

– Przywołaj je. Oceń sytuację, a potem podejmij decyzję.

– Co mam zrobić, by je przywołać?

– Utrzymuj w umyśle ich obraz z twojego snu. Nasyciły swą obecnością twoje sny, ponieważ chcą stworzyć swój obraz w twojej pamięci. Właśnie nadszedł czas sięgnięcia do tej pamięci.

Don Juan szorstko nakazał mi zamknąć oczy i ich nie otwierać. Potem pomógł mi usiąść na pobliskiej skale. Poczułem chłód i twardość kamienia. Skała była pochyła, więc z trudem utrzymywałem równowagę.

– Siedź tutaj i wyobrażaj je sobie, aż będą dokładnie takie same, jak w twoich snach – powiedział mi don Juan do ucha. – Daj mi znać, gdy już się na nich skupisz.

Nie trwało to długo. Wkrótce miałem już pełny ich obraz, tak jak w moim śnie. Wcale mnie nie zdziwiło, że potrafiłem to zrobić. Zaszokowało mnie natomiast to, iż mimo usilnych starań, nie potrafiłem dać znać don Juanowi, że mam już ich pełny obraz. Nie mogłem wydobyć głosu ani też otworzyć oczu. A przecież nie śniłem. Słyszałem wszystko, co się wokół mnie dzieje.

– Możesz teraz otworzyć oczy – usłyszałem głos don Juana.

I bez żadnych trudności otworzyłem oczy. Siedziałem ze skrzyżowanymi nogami na jakiejś skale, ale to nie była ta sama skała, na której usiadłem. Don Jan stał nieco z tylu, po mojej prawej stronie. Chciałem się do niego odwrócić, ale przytrzymał moją głowę. I wtedy zobaczyłem dwa ciemne kształty przypominające dwa cienkie pnie. Stały dokładnie przede mną.

Patrzyłem na nie z szeroko otwartymi ustami. Nie były wcale tak wysokie, jak w moich snach. Były teraz o połowę niższe. Nie przypominały już nieprzejrzystej światłości, lecz raczej skondensowane, ciemne, prawie (same i niezwykle groźnie wyglądające słupy.

– Wstań i złap jednego z nich – rozkazał mi don Juan. – I nie pozwól mu się wyrwać, bez względu na to, jak – bardzo będzie tobą miotał.

Zdecydowanie nie miałem ochoty na nic takiego, ale jakaś ogromna siła poniosła mnie wbrew mojej woli. Wówczas zdałem sobie sprawę z tego, że choć byłem ^wiadomy, iż wcale nie zamierzam posłuchać don Juana, i tak zrobię to, co mi nakazał.

Zupełnie mechanicznie wstałem i ruszyłem w kierunku dwóch kształtów. Serce chciało wręcz wyskoczyć mi z piersi. Pochwyciłem tego z mojej prawej strony. To, co w tym momencie poczułem, było jak porażenie prądem. O mało co go nie puściłem. Jakby z oddali usłyszałem wołanie don Juana:

– Jak go puścisz, to koniec z tobą!

Trzymałem więc ciemny kształt, który wił się i szarpał. Ale nie jak spore zwierzę, lecz jak coś puszystego i lekkiego, choć silnie naelektryzowanego. Kulaliśmy się po piaszczystym dnie rozpadliny przez dość długi czas. Czułem raz za razem elektryczne wstrząsy przyprawiające mnie o mdłości. Pomyślałem sobie, że mnie moli, ponieważ wstrząsy te wydawały mi się innego rodzaju energią niż te, z którymi stykałem się na co dzień. Kiedy uderzała we mnie, czułem mrowienie, wyłem i ryczałem jak zwierzę, lecz nie z bólu; byłem wściekły.

W końcu istota pode mną znieruchomiała i stwardniała. Nie poruszała się. Spytałem don Juana, czy ona nie żyje, lecz nie słyszałem swojego głosu.

– W żadnym wypadku – powiedział ktoś, śmiejąc się, ale to nie był don Juan. – Pozbawiłeś go tylko energii. Ale nie wstawaj jeszcze. Poleź jeszcze przez chwilę.

Spojrzałem pytająco na don Juana. Przyglądał mi się z wielkim zaciekawieniem. Potem pomógł mi wstać. Ciemny kształt leżał na piasku. Chciałem zapytać don Juana, czy nic jej nie będzie, lecz znów nie mogłem wydobyć z siebie głosu. I nagle podjąłem szaleńczą decyzję. Uznałem, że wszystko działo się naprawdę. Aż do tego momentu cząstka mego umysłu zachowywała swą racjonalność, biorąc wszystko to za jakiś sen, sen wywołany przez sztuczki don Juana.

Podszedłem do leżącej na piasku istoty i spróbowałem ją dźwignąć. Nie mogłeś jej chwycić, bo nie miała substancji. Byłem zdezorientowany. Ten sam głos, który nie należał do don Juana, powiedział mi, żebym położył się na istocie nieorganicznej. Zrobiłem to i oboje w jednym ruchu stanęliśmy na ziemi, ja i istota nieorganiczna przyczepiona do mnie niczym ciemny cień. Delikatnie oddzieliła się ode mnie i zniknęła, pozostawiając mnie z niezwykle przyjemnym odczuciem pełni.

Przez ponad dobę odzyskiwałem kontrolę nad swoim umysłem. Prawie przez cały ten czas spałem. Od czasu do czasu don Juan podchodził do mnie, zadając mi pytanie: “Czy energia istoty nieorganicznej była jak ogień czy jak woda?”

Czułem, jak pali mnie w gardle. Nie mogłem mu powiedzieć, że szarpnięcia energii, których doświadczałem, były jak strumienie naelektryzowanej wody. Nigdy w życiu nie czułem strumieni naelektryzowanej wody. Ale za każdym razem, gdy don Juan zadawał mi to pytanie, taki właśnie obraz pojawiał się w moim umyśle, choć nie wydaje mi się, by można było je wytworzyć czy poczuć.

Gdy wiedziałem już, że całkowicie odzyskałem siły, don Juan spał. Ale wiedząc, jak ważne było jego pytanie, obudziłem go i opowiedziałem mu, co czułem.

– Nie znajdziesz wśród istot nieorganicznych pomocnych przyjaźni, ale raczej dokuczliwe uzależnienie – zawyrokował. – Musisz być bardzo ostrożny. Wodne istoty nieorganiczne są bardziej skore do przesady. Dawni czarownicy uważali, że są bardziej oddane, bardziej skłonne

do naśladownictwa, a nawet, być może, nie pozbawione uczuć. Tym miały się różnić od tych ognistych, o których mówiono, że są poważniejsze, bardziej opanowane, ale też bardziej nadęte.

– Jakie to wszystko ma dla mnie znaczenie, don Juanie?

– To zbyt wielkie, by teraz o tym dyskutować. Zalecałbym ci wyplenić strach z twoich snów i z twojego życia, by zabezpieczyć twój związek. Istota organiczna, którą wpierw pozbawiłeś energii, a następnie znów naładowałeś, po prostu wyszła z siebie z emocji, jakich jej dostarczyłeś. Z pewnością przyjdzie po więcej.

– Dlaczego mnie nie powstrzymałeś, don Juanie?

– Nie dałeś mi czasu. Poza tym, nawet mnie nie słyszałeś, gdy krzyczałem, byś ją zostawił na piasku.

– Powinieneś był mnie uprzedzić, tak jak zawsze, o wszystkich możliwościach.

– Nie znałem wszystkich możliwości. W kwestii istot nieorganicznych jestem prawie nowicjuszem. Odrzuciłem tę część wiedzy czarowników; jest ona, moim zdaniem, zbyt niewygodna i kapryśna. Nie chcę być na łasce żadnej istoty, organicznej czy nieorganicznej.

Na tym zakończyła się nasza rozmowa. Powinienem się zmartwić jego zdecydowanie negatywną reakcją, ale tak się nie stało. Jakoś byłem pewien, że cokolwiek zrobiłem, było słuszne.

Kontynuowałem moje ćwiczenia w śnieniu, nie niepokojony więcej przez istoty nieorganiczne.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s