fragment książki „Cztery umowy” I

 
                   multimedia_file CZTERY UMOWY:

BĄDŹ NIESKAZITELNY W SŁOWACH.

Mów spójnie. Mów tylko to, co myślisz. Unikaj| używania słowa przeciwko sobie lub by plotkować o innych. Wykorzystaj moc Twoich słów tak, by prowadziły do prawdy i miłości.

NIE BIERZ NIC DO SIEBIE.

Nic co robią inni, nic dzieje się z Twojego powodu. To co inni mówią bądź robią, jest projekcją ich własnej rzeczywistości, ich własnego snu. Jeśli będziesz odporny na opinie i działania innych, nie staniesz się ofiarą niepotrzebnego cierpienia.

NIE ZAKŁADAJ NIC Z GÓRY.

Znajdź odwagę, by zadawać pytania i wyrazić to czego naprawdę pragniesz. Porozumiewaj się z innymi tak jasno, jak tylko potrafisz, aby uniknąć nieporozumień, smutku i rozczarowań. Stosując się tylko do tej jednej zasady, możesz całkowicie odmienić swoje życie.

RÓB WSZYSTKO NAJLEPIEJ JAK POTRAFISZ.

Twoje „najlepiej” będzie stale ulegać zmianie. Będzie inne kiedy jesteś zdrowy i inne, gdy jesteś chory, W każdych okolicznościach po prostu rób wszystko najlepiej jak potrafisz, a unikniesz somoosądzania się, potępiania siebie i żalu.

*
Kręgowi Ognia – tym, którzy odeszli, tym, którzy są, i tym, którzy przyjdą
O autorze

Don Miguel Ruiz przyszedł na Świat w rodzinie uzdrowicieli. Dorastał na meksykańskiej wsi, wychowywany przez matkę – curandera (uzdrowicielkę) i dziadka – naguala (szamana). Rodzina założyła, że Migucl przejmie jej wielowiekowe dziedzictwo uzdrawiania i nauczania i będzie dalej przekazywał ezoteryczną wiedzy Toheków. Zamiaut tego. zafascynowany współczesnością. Miguel wybrał studin medyczne i został chirurgiem.
Otarcie się o śmierć zmieniło jego życie. Na początku lat siedemdziesiątych, zasnąłł za kierownicą swego samochodu. Przebudził się w chwili, gdy z impetem wpadał na bctonową ścianę. Pamięta, że nie znajdował się fizycznie w swoim ciele, w momencie gdy ratował swoich dwóch przyjaciół.
Oszołomiony tym przeżyciem, rozpoczął intensywną praktykę zgłębiania samego siebie. Oddany celowi osiągnięcia doskonałości w starożytnej, rodowej mądrości Toltekow, z. poświeceniem studiował pod okiem swojej matki i ukończył prakrykę u poteżnego szanama na meksykańskiej pustyni. Dziadek don Miguela, który w tym czasie jui nie żył, uczył go nadal, w jego snach.
W tradycji Tolteków nagual prowadzi człowieka do osobistej wolności, Don Miguel Ruiz jest nagualem z rodu Rycerzy Orła, oddanym dzieleniu się swoją wiedzą o naukach starożytnych Tolteków.

Toltekowie

Tysiące lat temu, Toltekowie byli znani w całym południowym Meksyku jako “uczeni kobiety i mężczyźni”. Antropolodzy, określają Tolteków mianem narodu lub rasy, ale w istocie byli uczonymi i artystami, którzy stworzyli społeczeństwo dążące do zgłębienia i zachowania duchowej wiedzy i praktyk swoich starożytnych przodków. W Teotihuacan, starożytnym mieście piramid na obrzeżach Mexico City, znanym jako miejsce, w którym “Człowiek Staje Się Bogiem” założyli wspólnotę mistrzów (nagualów) i uczniów.
Poprzez tysiąclecia, nagualowie byli zmuszeni ukrywać mądrości swojego rodu i zachować ich istnienie w tajemnicy. Europejska konkwista, w połączeniu z szerzącym się nadużyciem osobistej władzy kilku uczniów sprawiła, że konieczne stało się uniemożliwienie dostępu do wiedzy tym, którzy nie byli przygotowani, aby ją mądrze stosować, lub tym, którzy rozmyślnie mogli ją używać dla osobistych korzyści. Na szczęście, ezoteryczna wiedza Tolteków była praktykowana i przekazywana z pokolenia na pokolenie przez różne linie rodowe nagualów.
Chociaż przez wieki była otoczona tajemnicą, w starożytnych proroctwach przepowiedziano, że nadejdzie czas, kiedy będzie należało zwrócić wiedzę ludziom. Dziś, don Miguel Ruiz, nagual z rodu Rycerzy Orła, został powołany do tego, by podzielić się z nami duchową siłą nauk Tolteków.
Wiedza Tolteków wywodzi się z tej samej, zasadniczej jedności prawdy co wszystkie święte, ezoteryczne tradycje na całym świecie. Choć nie jest religią, uznaje wszystkich duchowych mistrzów, którzy głosili swe prawdy na ziemi. Traktując o sferze ducha, jest najtrafniej określana jako: sposób życia, wyróżniający się łatwym dostępem do szczęścia i miłości.

Wprowadzenie

Zamglone Lustro
TRZY TYSIĄCE LAT TEMU, BYŁ SOBIE CZŁOWIEK taki sam jak Ty i ja, który mieszkał w mieście otoczonym górami. Człowiek ten kształcił się, by zostać szamanem i przyswoić sobie wiedzę swoich przodków, jednak nie ze wszystkim, czego się uczył, całkowicie się zgadzał. W swym sercu czuł, ze istnieje coś więcej. Pewnego dnia kiedy spał w jaskini, przyśniło mu się, że widzi swe własne ciało pogrążone we śnie. Gdy wyszedł na zewnątrz, była noc nowiu księżyca. Niebo było bezchmurne i świeciły miliony gwiazd. Wtedy zaszło w nim coś, co zmieniło jego życie na zawsze. Spojrzał na swoje ręce, poczuł swoje ciało i usłyszał swój własny głos, mówiący – “jestem stworzony ze światła, jestem stworzony z gwiazd”.
Ponownie spojrzał na gwiazdy i zrozumiał, ze to nie gwiazdy tworzą światło, ale to raczej światło tworzy gwiazdy. “Wszystko jest stworzone ze światła” – powiedział – “a przestrzeń pomiędzy nie jest pusta”. Pojął, że wszystko co istnieje jest jednym, żyjącym bytem, a światło jest posłańcem życia, ponieważ żyje i zawiera całą wiedzę.
Następnie uświadomił sobie, że chociaż jest stworzony z gwiazd, jednak sam nie jest tymi gwiazdami. “Jestem pomiędzy gwiazdami” – pomyślał. Tak więc nazwał gwiazdy tonalem, a światło pomiędzy gwiazdami nagualem, i zrozumiał, że to, co tworzy harmonię i przestrzeń pomiędzy jednym a drugim to Życie lub Energia. Bez Życia, tonal i nagual nie mogłyby istnieć. Życie jest siłą absolutu, tego, co najwyższe, Stwórcy, który stwarza wszystko.
Oto co odkrył: Wszystko co istnieje jest przejawem jednego żyjącego bytu, który nazywamy Bogiem. Wszystko jest Bogiem. Doszedł do wniosku, że ludzka zdolność postrzegania, to zaledwie światło postrzegające światło. Zauważył również, że materia jest lustrem – wszystko jest lustrem odbijającym światło i tworzącym obrazy z tego światła, a świat iluzji – Sen – jest jak mgła, która nie pozwala nam widzieć siebie takimi, jakimi naprawdę jesteśmy. “Prawdziwi my to czyste światło, czysta miłość” – powiedział.
Zrozumienie tego zmieniło jego życie. Gdy już wiedział czym sam naprawdę jest, spojrzał na innych ludzi wokół siebie, otaczającą go naturę i zdziwił się tym, co zobaczył. Widział siebie we wszystkim – w każdym człowieku, zwierzęciu, drzewie, w wodzie, deszczu, w chmurach, w ziemi. I zauważył, że Życie zmieszało tonal i nagual na wiele różnych sposobów dla stworzenia miliardów przejawów Życia.
Podczas tych kilku chwil pojął wszystko. Był bardzo przejęty, a jego serce wypełniał spokój. Nie mógł się doczekać, gdy opowie innym o swoim odkryciu. Jednak nie istniały słowa, które mogłyby to opisać. Próbował objaśnić swoje odkrycie innym, ale oni nie rozumieli. Dostrzegali, że zaszła w nim zmiana, że jakieś piękno emanuje z jego oczu i głosu. Zauważyli, że nie osądzał już nikogo i niczego. Nie był już taki jak ktokolwiek inny.
On sam świetnie rozumiał każdego, lecz nikt nie mógł zrozumieć jego. Wierzyli, że jest ucieleśnieniem Boga, a on uśmiechnął się na te słowa i rzekł: “To prawda. Jestem Bogiem. Ale wy również jesteście Bogiem. Jesteśmy tym samym – i wy i ja. Jesteśmy obrazami światła. Jesteśmy Bogiem.” Ale ludzie nadal go nie rozumieli.
Odkrył, że jest lustrem dla innych ludzi, lustrem, w którym on sam siebie widział. “Każdy jest lustrem” – powiedział. Widział siebie w każdym, ale nikt nie widział jego w sobie. I zrozumiał, że wszyscy śpią, jednak bez świadomości, nie wiedząc, czym naprawdę są. Nie mogli widzieć jego jako siebie, gdyż pomiędzy lustrami stała ściana mgły lub dymu. A tę ścianę mgły tworzyły interpretacje obrazów światła – Sen ludzi.
Wiedział, że wkrótce zapomni wszystko, czego się nauczył. Chcąc zapamiętać wszystkie wizje, jakie miał, postanowił nazwać się Zamglonym Lustrem, aby zawsze wiedział, że materia jest lustrem, a mgła która je spowija, zataja naszą wiedzę o tym, czym naprawdę jesteśmy. Powiedział – “Jestem Zamglonym Lustrem, ponieważ patrzę na siebie patrząc na każdego z Was, jednak nie rozpoznajemy się wzajemnie z powodu mgły pomiędzy nami. Ta mgła to S e n , a lustro to wy, którzy śnicie.”
Łatwo jest żyć mając zamknięte oczy, Nie rozumiejąc niczego dookoła …
John Lennon
[Fragment piosenki zespołu The Beatles Strawberry Fields Forever, tłumaczenie Radek Pachowicz – przyp. tłum.]
Udomowienie i Sen Planety

WSZYSTKO, CO TERAZ WIDZISZ I SŁYSZYSZ, TO NIC innego jak tylko sen. Właśnie teraz, w tej chwili – śnisz. Śnisz, choć twój mózg czuwa.
Sen jest główną funkcją umysłu, który śni dwadzieścia cztery godziny na dobę. Śni wtedy, gdy mózg czuwa i wtedy, gdy mózg śpi. Jedyna różnica to ta, że gdy mózg czuwa, istnieje również materialna oprawa dla snu, która sprawia, że postrzegamy rzeczy w sposób linearny. Kiedy zasypiamy, materialna oprawa snu znika, a sen wykazuje tendencję do ciągłej zmiany.
Ludzie śnią nieustannie. Zanim przyszliśmy na świat, ludzie którzy byli na mm przed nami, stworzyli wielki zewnętrzny sen, który nazwiemy snem społeczeństwa lub snem planety. Sen planety, to zbiorowy sen złożony z miliardów mniejszych, osobistych snów, które łącznie tworzą sen rodziny, sen społeczności, sen miasta, sen kraju, a wreszcie sen całej ludzkości. Na sen planety składają się wszystkie zasady, którymi kieruje się społeczeństwo: jego wartości, prawa, religie, odmienne kultury i sposoby zachowań, rządy, szkoły, wydarzenia społeczne i święta.
Rodzimy się ze zdolnością do nauczenia się jak śnić, a ludzie, którzy żyli przed nami, uczą nas jak śnić w sposób, w który śni społeczeństwo. Zewnętrzny sen ma tyle zasad, ze kiedy rodzi się nowy człowiek, staramy się przykuć jego uwagę i zaszczepić te zasady w głowie chłopca czy dziewczynki. Zewnętrzny sen korzysta-z Mamy i Taty, szkół i religii, aby nauczyć nas jak śnić.
Uwaga to umiejętność, którą posiadamy w celu rozróżniania i skupiania się tylko na tym, co chcemy postrzegać. Możemy postrzegać miliony rzeczy jednocześnie, ale wykorzystując naszą uwagę możemy zatrzymać to, co chcemy postrzegać, w centrum naszego umysłu. Dorośli wokół nas, przykuli naszą uwagę i włożyli nam do głowy informacje poprzez powtarzanie. W ten właśnie sposób nauczyliśmy się wszystkiego, co wiemy.
Wykorzystując naszą uwagę, nauczyliśmy się całej rzeczywistości, całego snu. Nauczyliśmy się, jak zachowywać się w społeczeństwie, w co wierzyć, a w co nie, co jest akceptowalne, a co nie jest, co jest dobre, a co złe. Wszystko już na nas czekało – cała ta wiedza, wszystkie zasady i wskazówki, jak postępować w świecie.
Kiedy chodziłeś do szkoły, siedziałeś w ławce i zwracałeś uwagę na to, czego uczył Cię nauczyciel. Kiedy szedłeś do kościoła, zwracałeś uwagę °a to, co mówił do Ciebie ksiądz. Podobnie postępowali Mama i Tata, bracia i siostry -wszyscy próbowali przykuć Twoją uwagę. My również uczymy się przykuwać uwagę innych ludzi. Rozwijamy też w sobie potrzebę, by inni poświęcali nam swoją uwagę, o którą możemy nawet ostro konkurować. -Dzieci konkurują o uwagę swoich rodziców, nauczycieli, kolegów. “Popatrz na mnie! Zobacz, co robię! Hej, tutaj jestem!” Potrzeba bycia zauważonym jest bardzo silna i towarzyszy nam nadal w dorosłym wieku.
Zewnętrzny sen przykuwa naszą uwagę i uczy nas swoich wartości, począwszy od języka, którym się posługujemy. Język stanowi kod służący zrozumieniu i komunikacji pomiędzy ludźmi. Każda litera i każde słowo we wszystkich językach jest rodzajem umowy. Nazywamy tę kartkę stroną w książce; słowo strona jest zrozumiałą dla nas umową. Kiedy już zrozumiemy ten kod, nasza uwaga zostaje przykuta, a jedna osoba przekazuje tę energię następnej.
Nie Twoim wyborem było to, że mówisz w swoim ojczystym języku. Nie wybrałeś swej religii bądź wartości moralnych – już na Ciebie czekały, jeszcze zanim się urodziłeś. Nigdy nie mieliśmy możliwości wybrać – w co wierzyć lub w co nie wierzyć. Nigdy nie wybraliśmy nawet najmniejszej z tych okoliczności. Nie wybraliśmy nawet własnego imienia.
Jako dzieci, nie mieliśmy możliwości wyboru naszych wartości, zamiast tego zgadzaliśmy się z informacjami zawartymi w śnie planety i przekazywanymi nam przy pomocy innych ludzi. Jedyny sposób na przechowanie informacji, to zgoda na nią. Zewnętrzny sen, może przykuć naszą uwagę, ale jeśli się z nim nie zgadzamy, nie przechowujemy przekazywanej przez niego informacji. W chwili gdy się z nim zgodzimy, będzie to znaczyło, że w niego wierzymy, będzie to oznaczało wiarę. Mieć wiarę znaczy wierzyć bezwarunkowo.
Tak właśnie uczymy się jako dzieci. Dzieci wierzą we wszystko, co mówią dorośli. Zgadzamy się z tym, co dorośli mówią, a nasza wiara jest tak silna, że przyjęty system wartości sprawuje kontrolę nad całym snem naszego życia. Nie wybraliśmy tych wartości i może nawet próbowaliśmy się przeciw nim buntować, lecz nie mieliśmy w sobie dość siły, by wygrać tę walkę. W końcu poddajemy się tym wartościom, akceptując je.
Nazywam ten proces udomowianiem ludzi. Właśnie poprzez udomowianie, uczymy się jak żyć i jak śnić. W trakcie udomowiania człowieka, informacja zawarta w zewnętrznym śnie jest przekazywana do jego wewnętrznego snu, tworząc cały nasz system wartości. Najpierw dziecko uczy się mówić: Mama, Tata, mleko, butelka. Z każdym kolejnym dniem – w domu, w szkole, w kościele, w telewizji – mówi mu się, jak ma żyć. Jakie zachowanie spotka się z akceptacją. ‚Zewnętrzny sen uczy jak być człowiekiem. Mamy całą koncepcję tego, co znaczy “być kobietą” i “być mężczyzną”. Uczymy się też oceniać: siebie, innych ludzi, naszych sąsiadów.
Proces udomowiania dzieci jest taki sam, jak w przypadku psa, kota czy innego zwierzęcia. Aby wytresować psa, karzemy go i dajemy mu nagrody. Tresujemy nasze dzieci, które przecież tak bardzo kochamy, w identyczny sposób, jak każde domowe zwierzę — stosując system kar i nagród. Mówi się nam “jesteś grzecznym chłopcem” albo “jesteś grzeczną dziewczynką” kiedy robimy to, czego chcą Mama i Tata. Kiedy nie robimy, zostajemy “złym chłopcem” i “złą dziewczynką”.
Kiedy postępowaliśmy wbrew zasadom – spotykała nas kara, kiedy postępowaliśmy zgodnie z zasadami – dostawaliśmy nagrodę. Byliśmy karani wiele razy w ciągu dnia i wiele razy w ciągu dnia nagradzani. Wkrótce zaczęliśmy się bać otrzymania kary, a także bać, ze nie dostaniemy nagrody. Nagrodą była uwaga, którą otrzymywaliśmy od naszych rodziców lub innych ludzi, takich jak rodzeństwo, nauczyciele i przyjaciele. Wkrótce rozwinęliśmy w sobie potrzebę zaskarbiania sobie uwagi innych, w celu otrzymania nagrody.
To tak przyjemnie dostać nagrodę, więc bez przerwy robimy to, czego chcą od nas inni. Nosząc w sobie strach przed karą i strach przed brakiem nagrody, zaczynamy udawać, że jesteśmy czymś, czym nie jesteśmy, tylko po to, by zadowolić innych, tylko po to, by być w ich oczach wystarczająco dobrymi. Staramy się zadowolić Mamę i Tatę, nauczycieli w szkole, kościół, i tak zaczynamy grać. Udajemy, ze jesteśmy czymś, czym nie jesteśmy, w obawie przed odrzuceniem. Strach przed byciem odrzuconym przekształca się w strach przed byciem nie dość dobrym. W końcu stajemy się kimś, kim nie jesteśmy. Zostajemy kopią wartości Mamusi, wartości Tatusia, wartości społeczeństwa i wartości religii.
W procesie udomowienia, tracimy wszystkie nasze normalne skłonności. Kiedy stajemy się dość duzi, by nasz umysł mógł to pojąć, uczymy się słowa nie. Dorośli mówią: “nie rób tego t nie rób tamtego”. My się buntujemy i mówimy:“nie!”. Buntujemy się, ponieważ bronimy naszej wolności. Chcemy być sobą, ale jesteśmy bardzo mali, a dorośli są duzi i silni. Po pewnym czasie zaczynamy się bać, ponieważ już wiemy, że za każdym razem gdy zrobimy coś źle, zostaniemy ukarani.
Udomowienie działa z taką mocą, że w pewnym momencie naszego życia nie potrzebujemy już nikogo do udomowiania nas. Nie potrzebujemy ani Mamy ani Taty, ani szkoły czy kościoła. Jesteśmy tak świetnie wytresowani, że zostajemy własnym treserem. Jesteśmy zwierzęciem, które samo się udomowią. Możemy teraz udomowić sami siebie zgodnie z tym samym systemem wartości, jaki otrzymaliśmy, korzystając z tego samego systemu kar i nagród. Karzemy siebie, kiedy nie postępujemy zgodnie z zasadami naszego systemu wartości i nagradzamy, gdy jesteśmy “grzecznym chłopcem” bądź “grzeczną dziewczynką”.
System wartości jest jak Księga Praw, która rządzi naszym umysłem. Bez zastrzeżeń, to co znajduje się w Księdze, jest dla nas prawdą, na niej opieramy wszystkie nasze sądy, nawet jeśli sądy te budzą sprzeciw naszej własnej, wewnętrznej natury. Nawet prawa moralne, takie jak Dziesięć Przykazań, zostają zaprogramowane w naszym umyśle w procesie udomowiania. Jedna za drugą, wszystkie te umowy wędrują do naszej Księgi Praw i rządzą naszym snem.
Istnieje w naszym umyśle coś, co osądza wszystkich i wszystko, nie wyłączając pogody, psa, kota – absolutnie wszystko. Wewnętrzny Sędzia korzysta z zawartości Księgi Praw, by osądzać wszystko, co robimy i czego nie robimy, wszystko co myślimy i czego nie myślimy, wszystko, co czujemy i czego nie czujemy. Wszystko podlega tyranii tego Sędziego. Za każdym razem, gdy robimy coś wbrew Księdze. Sędzia oznajmia, że jesteśmy winni, należy nas ukarać, powinniśmy się wstydzić. Tak dzieje się wiele razy w ciągu dnia, dzień za dniem, przez wszystkie dni naszego życia.
Istnieje pewna część nas samych, która odbiera te sądy, a część ta nazywa się Ofiarą. Ofiara dźwiga winę i wstyd. To ta część nas samych, która mówi: “O ja biedny, nie jestem dość dobry, nie jestem dość inteligentny, nie jestem dość atrakcyjny, nie jestem wart miłości, jaki jestem biedny”. Wielki Sędzia zgadza się w pełni i mówi: “właśnie, nie jesteś’ dość dobry”. A wszystko to dzieje się w oparciu o system wartości, którego sami nigdy nie wybraliśmy. Przekonania te są tak silne, ze nawet po latach, kiedy stykamy się z nowymi pojęciami i próbujemy podejmować własne decyzje, odkrywamy, że wpojony nam system wartości nadal kontroluje nasze życie.
Cokolwiek zrobisz wbrew Księdze Praw, doznasz dziwnego uczucia w swej duszy, uczucia, które nazywa się strach. Łamanie zasad określonych w Księdze Praw, otwiera Twoje emocjonalne rany, na co reagujesz wytworzeniem emocjonalnej trucizny. Ponieważ wszystko, co jest zawarte w Księdze Praw musi być prawdą, zatem cokolwiek podważa Twoją wiarę w jej zasady sprawi też, że poczujesz się niepewnie. Nawet jeśli Księga Praw się myli, sprawia, że czujesz się bezpiecznie.
Dlatego też potrzebujemy wielkiej odwagi, by zakwestionować nasze własne wartości, ponieważ nawet jeśli zdajemy sobie sprawę z tego, że sami ich nie wybraliśmy, to prawdą jest, że przystaliśmy na nie wszystkie. Nasza zgoda jest tak głęboka, że nawet jeśli rozumiemy, że to, co te wartości zakładają nie jest prawdą, czujemy jednak winę i wstyd, gdy postępujemy wbrew tym wartościom.
Podobnie jak rząd ma swój dziennik ustaw, który rządzi snem społeczeństwa, nasz system wartości zawarty jest w Księdze Praw, która rządzi naszym prywatnym snem. Wszystkie te prawa istnieją w naszym umyśle, wierzymy w me a Sędzia w nas, ocenia wszystko zgodnie z nimi. Sędzia orzeka, a Ofiara cierpi z powodu winy i wstydu. Ale kto mówi, ze ten sen jest sprawiedliwy? Prawdziwa sprawiedliwość, oznacza odpokutowanie tylko raz za każdy błąd.
Prawdziwa niesprawiedliwość to pokutowanie więcej niż raz za każdy błąd.
Ile razy płacimy za jeden błąd? Odpowiedź brzmi: tysiące razy. Człowiek to jedyne zwierzy na ziemi, które płaci tysiąc razy za ten sam błąd. Reszta stworzeń, płaci za każdy popełniony błąd tylko raz. Ale nie my. My mamy świetną pamięć. Popełniamy błąd, osądzamy siebie, orzekamy, że jesteśmy winni, i wymierzamy sobie karę. Jeżeli istnieje sprawiedliwość – tyle wystarczy, nie musimy powtarzać tego znowu. Lecz za każdym razem, gdy przypominamy sobie o popełnionym błędzie, ponownie się osądzamy, znowu jesteśmy winni, jeszcze raz się karzemy, i jeszcze raz, i jeszcze raz. Jeśli mamy żonę lub męża, oni także przypominają nam o naszym błędzie, więc możemy osądzić się ponownie, znowu się ukarać, znowu orzec, że jesteśmy winni. Czy to sprawiedliwe?
Ile razy nasz współmałżonek, nasze dzieci czy nasi rodzice płacą za naszą sprawą, za ten sam błąd? Za każdym razem, gdy przypominamy sobie ich błąd, obwiniamy ich ponownie i wysyłamy im całą emocjonalną truciznę, która powstaje w nas z poczucia niesprawiedliwości i sprawiamy, że oni znowu płacą za ten sam błąd. Czy to sprawiedliwość? Sędzia tkwiący w naszym umyśle myli się, ponieważ system wartości, Księga Praw się myli. Cały sen jest oparty na fałszywym prawie. Dziewięćdziesiąt pięć procent wartości, które przechowujemy w umyśle to wierutne kłamstwa, a my cierpimy, ponieważ wierzymy w nie wszystkie.
W śnie planety to normalne, że ludzie cierpią, żyją w strachu i stwarzają emocjonalne dramaty. Zewnętrzny sen nie jest błogim snem jest snem o przemocy, o strachu, o wojnie, o niesprawiedliwości. Prywatne sny poszczególnych ludzi będą się różnić, lecz globalnie przypomina to koszmar. Przyglądając się ludzkiemu społeczeństwu, ujrzymy miejsce tak trudne do życia, ponieważ jest to miejsce rządzone przez strach. Na całym świecie widzimy ludzkie cierpienie, gniew, zemstę, uzależnienia, przemoc na ulicach i ogromną niesprawiedliwość. W różnych krajach całego świata może to być obecne na rozmaite sposoby, jednak to właśnie strach sprawuje kontrolę nad zewnętrznym snem.
Jeśli porównamy sen ludzkiego społeczeństwa, z opisem piekła przedstawianego przez religie na całym świecie, odkryjemy, że te wizje są identyczne. Religie głoszą, że piekło jest miejscem kary, strachu, bólu i cierpienia, miejscem, gdzie spala nas ogień. Ogień wzniecają emocje biorące się ze strachu. Kiedy doświadczamy uczuć gniewu, zazdrości, zawiści bądź nienawiści czujemy jak w środku trawi nas ogień. Żyjemy w piekielnym śnie.
Jeśli przyjmiemy, że piekło jest stanem umysłu, jest ono wszędzie wokoło. Inni mogą nas ostrzegać, że jeśli nie zrobimy tego, co według nich powinniśmy, pójdziemy do piekła. Zła wiadomość! Już jesteśmy w piekle, wraz z tymi, którzy nas przed nim ostrzegają. Żaden człowiek nie może skazywać drugiego na piekło, ponieważ już w nim jesteśmy. Inni mogą nam zgotować jeszcze większe piekło, to prawda. Jednak tylko wtedy, gdy na to pozwolimy.
Każdy człowiek ma swój własny, prywatny sen, który podobnie jak sen społeczeństwa, jest często rządzony przez strach. Uczymy się śnić piekło w naszym własnym życiu, w naszym prywatnym śnie. Oczywiście ten sam strach, manifestuje się na różne sposoby w każdym człowieku, ale wszyscy doświadczamy złości, zazdrości, nienawiści, zawiści i innych negatywnych uczuć. Nasz osobisty sen, także może przerodzić się w nieustający koszmar, w którym cierpimy i żyjemy w strachu. Ale nie musimy śnić koszmaru. Można cieszyć się błogim snem.
Cała ludzkość poszukuje prawdy, sprawiedliwości i piękna. Od zawsze szukamy prawdy, ponieważ wierzymy tylko w kłamstwa, które przechowujemy w umyśle. Poszukujemy sprawiedliwości, ponieważ w przyjętym przez nas systemie wartości jej nie ma. Poszukujemy piękna, ponieważ bez względu na to, jak piękna jest dana osoba, my nie wierzymy w jej piękno. Szukamy i nie ustajemy w poszukiwaniach, podczas gdy wszystko jest już wewnątrz nas. Nie ma żadnej prawdy, którą moglibyśmy znaleźć. Za każdym razem, gdy rozglądamy się wokół, wszystko co widzimy jest prawdą, jednak przechowując w umyśle wartości i zasady, które przyjęliśmy, nasze oczy tej prawdy nie widzą.
Nie widzimy prawdy, bo jesteśmy ślepi. To, co nas oślepia, to wszystkie fałszywe wartości w naszej głowie. Mamy potrzebę posiadania racji i udowodnienia innym, że się mylą. Mamy wiarę w nasze przekonania, a one wystawiają nas na cierpienie. To tak, jakbyśmy żyli w najgęstszej mgle, która nie pozwala nam widzieć dalej niż czubek naszego nosa. Żyjemy we mgle, która nawet nie jest rzeczywista. Ta mgła jest snem, Twoim prywatnym snem o życiu – tym, w co wierzysz, wszystkimi przekonaniami, które masz na temat tego czym jesteś, wszystkimi umownymi zasadami, na których oparłeś stosunki z innymi, z samym sobą, a nawet z Bogiem.
Cały twój umysł jest mgłą, którą Toltekowie nazywali mitote (wymawiane MI-TOE-TAJ). Twój umysł jest snem, w którym tysiące ludzi mówią jednocześnie i nikt nikogo me rozumie. Wielkie mitote – to stan ludzkiego umysłu. Właśnie poprzez: wielkie mitote nie możesz zobaczyć czym naprawdę jesteś. W Indiach, mitote nazywają maya, co oznacza iluzję. Jest to nasz sposób postrzegania samych siebie. Wszystkie Twoje przekonania dotyczące tego, czym jesteś i czym jest świat, wszystkie poglądy i całe zaprogramowanie, które nosisz w głowie, wszystko to mitote. Nie możemy zobaczyć kim naprawdę jesteśmy. Nie możemy zobaczyć, że nie jesteśmy wolni.
To dlatego ludzie stawiają opór życiu. Bycie żywym, budzi największy ludzki strach. Śmierć nie wzbudza naszego największego strachu -nasza największa obawa to podjęcie ryzyka bycia żywym – ryzyka bycia żywym i wyrażania, czym naprawdę jesteśmy. Po prostu bycie sobą, budzi największy ludzki strach. Nauczyliśmy się żyć tak, aby spełniać wymagania innych ludzi. Nauczyliśmy się żyć według ich poglądów, z powodu strachu przed brakiem akceptacji i bycia nie dość dobrym dla kogoś innego.
W procesie udomowiania tworzymy obraz tego, czym jest doskonałość po to, by starać się być wystarczająco dobrymi. Tworzymy obraz tego, jacy powinniśmy być aby zyskać akceptację wszystkich. Najbardziej staramy się zadowolić tych, którzy nas kochają, jak Mama i Tata, starsi bracia i siostry, księża i nauczyciel. Staramy się być wystarczająco dobrymi w ich oczach, tworzymy obraz doskonałości, do którego jednak nie pasujemy. Tworzymy obraz, który nie jest prawdziwy. Nigdy nie będziemy doskonali podchodząc do tego w ten sposób. Nigdy!
Nie będąc idealnymi, odrzucamy siebie. A stopień odrzucenia zależy od tego, jak skutecznie dorosłym udało się złamać siłę naszego charakteru. Po udomowieniu, nie chodzi już o bycie dość dobrym dla kogoś drugiego. Nie jesteśmy dość dobrzy dla siebie samych, ponieważ nie przystajemy do naszego własnego obrazu doskonałości. Nie możemy sobie wybaczyć, że nie jesteśmy tym, czym chcielibyśmy być, czy raczej czym wierzymy, że powinniśmy być. Nie możemy sobie wybaczyć, że nie jesteśmy doskonali.
Wiemy, że nie jesteśmy tym, czym wierzymy, że powinniśmy być, więc czujemy się fałszywi, sfrustrowani i nieuczciwi. Staramy się ukryć siebie, więc udajemy, ze jesteśmy tym, czym nie jesteśmy. W końcu czujemy się nieautentyczni i zakładamy społeczne maski, aby inni tego nie zauważyli. Tak strasznie się boimy, ze ktoś zauważy, że nie jesteśmy tym, czym udajemy, że jesteśmy. Osądzamy innych również na podstawie naszego obrazu doskonałości, więc naturalnie nie spełniają oni naszych oczekiwań.
Poniżamy się, byle tylko zadowolić innych ludzi. Niszczymy nawet ciało, by zyskać akceptację innych. Widzimy nastolatków, biorących narkotyki by uniknąć odrzucenia przez kolegów. Nie są świadomi, że problem tkwi w tym, że nie akceptują samych siebie. Odrzucają samych siebie, bo nie są tym, czym udają, że są. Chcą być kimś, kogo sobie wyobrazili, ale nie są, więc obarczają się za to winą i wstydem. Ludzie karzą siebie w nieskończoność za to, ze nie są tym, czym wierzą, że powinni być. Zaczynają krzywdzić samych siebie i wykorzystują do tego również innych ludzi.
Nikt jednak nie krzywdzi nas tak, jak my sami krzywdzimy siebie, a zmuszają nas do tego Sędzia, Ofiara i system wartości. To prawda, że znajdziemy ludzi, którzy powiedzą, że ich mąż, żona, matka czy ojciec skrzywdzili ich, ale my sarni znęcamy się nad sobą znacznie bardziej. Sposób w jaki my siebie osądzamy, to najgorszy osąd jaki kiedykolwiek istniał. Jeśli popełnimy błąd na oczach innych, będziemy się starali mu zaprzeczyć i zatuszować go. Jednak gdy tylko znajdziemy się sam na sam ze sobą, Sędzia staje się wyjątkowo srogi, wina niewybaczalna, a my uważamy, że jesteśmy głupi albo źli, albo nic nie warci.
W całym Twoim życiu nikt nigdy nie skrzywdził Cię bardziej niż Ty siebie. Przy czym tyle krzywdy, ile zniesiesz od siebie tyle samo jesteś w stanie znieść od innych. Jeżeli ktoś, krzywdzi Cię odrobinę bardziej niż Ty sam krzywdzisz siebie, prawdopodobnie odejdziesz od tej osoby. Lecz jeśli ktoś krzywdzi Cię odrobinę mniej niż Ty sam, zapewne pozostaniesz w tym związku i będziesz tolerował takie traktowanie w nieskończoność.
Jeśli krzywdzisz siebie naprawdę okrutnie, będziesz tolerował nawet kogoś, kto Cię bije, upokarza i traktuje jak szmatę. Dlaczego? Ponieważ w swoim systemie wartości mówisz sobie – “Zasługuję na to. Ta osoba oddaje mi przysługę, że ze mną jest. Nie jestem wart miłości i szacunku. Nie jestem dość dobry”.
Mamy potrzebę bycia akceptowanymi i kochanymi przez innych, ale nie potrafimy akceptować i kochać samych siebie. Im bardziej będziemy siebie kochać, tym mniej będziemy siebie krzywdzić. Krzywdzenie siebie bierze się z samo odrzucenia, a odrzucanie siebie, bierze się z posiadania obrazu tego, co znaczy być doskonałym i ciągłej niemożności sprostania temu ideałowi. Nasz obraz doskonałości jest przyczyną odrzucania samych siebie – to dlatego nie akceptujemy siebie takimi, jakimi jesteśmy i nie akceptujemy innych takimi, jakimi są.

ZAPOWIEDZ NOWEGO SNU

Istnieją tysiące umów, które zawarłeś z samym sobą, innymi ludźmi, snem Twojego życia, z Bogiem, społeczeństwem, Twoimi rodzicami, współmałżonkiem, dziećmi. Jednak najważniejsze umowy to te, które zawarłeś z samym sobą. W tych umowach wyjaśniłeś sobie kim jesteś, co czujesz, w co wierzysz i jak postępować. Efektem jest to, co nazywa się Twoją osobowością. W tych umowach mówisz sobie – “Tym właśnie jestem. W to wierzę. Mogę robić te rzeczy, a tych rzeczy nie mogę robić. To jest rzeczywistość, a to fantazja. To jest możliwe, a to niemożliwe”.
Pojedyncza umowa nie jest dużym problemem, jednak zawieramy wiele umów, które powodują nasze cierpienie i sprawiają, że ponosimy w życiu porażki. Jeśli chcesz, by Twoje życie było radosne i spełnione, musisz znaleźć odwagę, aby złamać umowy, które opierają się na strachu i pozbawiają Cię siły charakteru. Umowy wynikające ze strachu, wymagają od nas zużycia mnóstwa energii, jednak umowy powstające z miłości, pomagają nam energię zachować, a nawet uzyskać dodatkową.
Każdy z nas rodzi się z pewnym zasobem sił, które regenerujemy każdego dnia podczas odpoczynku. Niestety, wszystkie nasze siły kierujemy w pierwszej kolejności na zawarcie wszystkich tych umów, a następnie na ich przestrzeganie. Trwonimy nasze siły na ich zrealizowanie i w efekcie czujemy się bezsilni. Mamy zaledwie tyle sił, aby przetrwać kolejny dzień, ponieważ większość mocy jest wydatkowana na przestrzeganie umów, które chwytają nas w pułapkę snu planety. Jak możemy zmienić cały sen naszego życia, jeśli nie mamy dość siły, by zmienić choćby pojedynczą umowę?
Jeżeli potrafimy zaobserwować, że umowy, które zawarliśmy rządzą naszym życiem, a my nie lubimy snu naszego życia, to musimy zmienić umowy. Kiedy jesteśmy wreszcie gotowi by je zmienić, opisane dalej cztery skuteczne umowy, pomogą nam przełamać te, które powstały ze strachu i umniejszają naszą energię.
Za każdym razem, gdy uda Ci się złamać jakąś umowę, cała siła, którą włożyłeś w jej stworzenie, wróci do Ciebie. Jeśli zastosujesz te cztery umowy, przyniosą Ci one dość osobistej siły, by zmienić cały system Twoich starych umów.

Potrzebujesz bardzo silnej woli, by zastosować Cztery Umowy – lecz jeśli potrafisz zacząć żyć według nich, w Twoim życiu dokona się zdumiewająca przemiana. Zobaczysz, jak koszmar piekła znika sprzed Twoich oczu. Zamiast żyć w piekielnym śnie, będziesz tworzył nowy – Twój prywatny, niebiański sen.

cdn…
Reklamy

2 uwagi do wpisu “fragment książki „Cztery umowy” I

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s