Kontrolowany Kaprys- fragment książki Carlosa Castanedy

„Odrębna rzeczywistość”
– Wobec kogo posługujesz się kontrolowanym kaprysem, don Juanie? – zapytałem po chwili milczenia. Zachichotał.
– Wobec wszystkich! – wykrzyknął, śmiejąc się.
– W takim razie, kiedy decydujesz się to zrobić?
– Za każdym razem, kiedy coś robię.
Poczułem, że w tym momencie muszę to podsumować i spytałem go, czy kontrolowany kaprys oznacza, że jego działania nigdy nie są szczere, a są tylko grą aktora.
– Moje działania są szczere – rzekł – ale są tylko grą aktora.
– Wobec tego wszystko, co robisz, musi być kontrolowanym kaprysem – powiedziałem, naprawdę zaskoczony.
– Tak, wszystko – odparł.
– Nie może jednak być prawdą – zaprotestowałem – że każde twoje działanie jest kontrolowanym kaprysem.
– Dlaczego nie? – odpowiedział z tajemniczym spojrzeniem.
– Bo wtedy nic nie miałoby dla ciebie znaczenia i naprawdę na nikim ani na niczym by ci nie zależało. Weź mnie na przykład. Chcesz powiedzieć, że jest ci wszystko jedno, czy zostanę człowiekiem wiedzy, czy też nie, czy jestem żywy, czy martwy i co robię?
– To prawda! Jest mi wszystko jedno. Ty jesteś jak Lucio albo każdy inny w moim życiu, jesteś moim kontrolowanym kaprysem.
Poczułem szczególnego rodzaju pustkę. Oczywiście, nie było żadnego powodu, dla którego don Juanowi miałoby na mnie zależeć. Z drugiej strony, byłem prawie pewien, że miał do mnie bardzo osobisty stosunek. Wydawało mi się, że nie może być inaczej, skoro zawsze, w każdej chwili, którą z nim spędziłem, poświęcał mi całą swoją uwagę. Przyszło mi do głowy, że don Juan mówi tak dlatego, ponieważ jest na mnie zły. W końcu przecież porzuciłem jego nauki.
– Mam wrażenie, że nie mówimy o tym samym – stwierdziłem. – Nie powinienem był dawać siebie za przykład. Chciałem powiedzieć, że musi być coś na świecie, na czym ci zależy, coś, co nie jest kontrolowanym kaprysem. Nie sądzę, żeby było możliwe życie, jeśli na niczym ci tak naprawdę nie zależy.
– To się odnosi do ciebie – powiedział. – Rzeczy mają znaczenie dla ciebie. Zapytałeś mnie o mój kontrolowany kaprys i powiedziałem ci, że wszystko, co robię i co odnosi się do mnie i moich współbraci jest kaprysem, ponieważ nic nie ma dla mnie znaczenia.
– Chodzi mi o to, że jeśli nic nie ma dla ciebie znaczenia, to jak możesz żyć?
Zaśmiał się, a po chwili przerwy, kiedy to zdawał się zastanawiać, czy odpowiedzieć mi, czy nie, wstał i poszedł za dom. Udałem się za nim.
– Zaczekaj, don Juanie, zaczekaj! – zawołałem. – Naprawdę chcę wiedzieć. Musisz mi, wyjaśnić, o co ci chodzi.
– Może tego się nie da wyjaśnić – rzekł. – Niektóre rzeczy w twoim życiu mają dla ciebie znaczenie, ponieważ są twoim zdaniem ważne. Z pewnością twoje działania są dla ciebie ważne, ale dla mnie żadna rzecz już nie jest ważna, ani moje poczynania, ani też poczynania innych ludzi. Mimo to żyję, ponieważ mam swoją wolę. A ponieważ w ciągu życia zahartowałem ją, teraz jest nieugięta i właściwie wykorzystywana. Stało mi się zupełnie obojętne to, że nic nie ma dla mnie znaczenia. Moja wola kontroluje kaprys mojego życia.
Przykucnął i przesunął palcami po jakichś ziołach, które rozłożył do suszenia na słońcu, na dużym kawałku jutowego worka.
Byłem oszołomiony. Nigdy bym nie przypuszczał, że otrzymam taką odpowiedź. Po długim milczeniu wymyśliłem dobry argument. Powiedziałem mu, że moim zdaniem niektóre działania moich współbraci są najwyższej wagi. Wojna atomowa stanowi zdecydowanie najważniejszy przykład takich działań. Dla mnie zniszczenie życia na ziemi jest wyjątkowo potworną zbrodnią.
– Wierzysz w to, ponieważ myślisz. Myślisz o życiu – rzekł don Juan z błyskiem w oku. – Nie widzisz.
– Czy uważałbym inaczej, gdybym widział? – zapytałem.
– Kiedy człowiek nauczy się widzieć, zostaje w świecie sam, jedynie ze swoim kaprysem – powiedział tajemniczo don Juan.
Zamilkł na chwilę i spojrzał na mnie, jakby chciał ocenić, jakie wrażenie wywarły na mnie jego słowa.
– Twoje postępowanie, jak również postępowanie twoich współbraci wydają ci się ważne, ponieważ nauczyłeś się myśleć, że są one ważne.
Wypowiedział słowo “nauczyłeś się” tak szczególnym tonem, że poczułem się zmuszony zapytać go, co chciał przez to powiedzieć.
Przerwał układanie roślin i spojrzał na mnie.
– Uczymy się myśleć o wszystkim – powiedział – a potem ćwiczymy oczy, aby widziały rzeczy tak, jak o nich myślimy. Patrzymy na siebie, z góry przyjmując, że jesteśmy ważni. No więc musimy czuć się ważni! Wszakże kiedy człowiek nauczy się widzieć, zdaje sobie sprawę, że nie może już dłużej myśleć o rzeczach, na które patrzy. A kiedy nie może myśleć o rzeczach, na które patrzy, wszystko staje się nieważne.
Don Juan musiał zauważyć moje zakłopotanie, bo powtórzył swoje stwierdzenie trzy razy, jakby chciał mi pomóc je zrozumieć. Z początku to, co mówił, brzmiało w moich uszach jak bełkot, ale kiedy to przemyślałem, z jego słów wyłonił się skomplikowany opis pewnego aspektu percepcji.
Usiłowałem wymyślić jakieś dobre pytanie, które skłoniłoby go do dalszych wyjaśnień, ale nic mi nie przychodziło do głowy. Nagle poczułem się zmęczony i nie mogłem jasno sformułować myśli.
Don Juan chyba zauważył moje zmęczenie i poklepał mnie łagodnie.
– Oczyść te rośliny – powiedział – a potem połam je i powkładaj ostrożnie do słoika.
Wręczył mi duży słoik po kawie, po czym odszedł.
Wrócił do domu po godzinie, późnym popołudniem. Skończyłem z roślinami i zostało mi jeszcze mnóstwo czasu na pisanie notatek. Chciałem od razu zadać mu kilka pytań, ale nie miał nastroju do udzielania odpowiedzi. Powiedział, że jest głodny i najpierw musi przygotować sobie jedzenie. Rozpalił ogień w glinianym piecu i postawił na nim garnek z rosołem na kościach. Zajrzał do torby z zakupami, którą przywiozłem, wyjął z niej kilka jarzyn, pokroił je na małe kawałeczki i wrzucił do garnka. Potem położył się na swojej macie, zrzucił sandały i powiedział, abym usiadł bliżej pieca, tak żebym mógł dokładać do ognia.
Zrobiło się już prawie całkiem ciemno. Z miejsca, gdzie siedziałem, widać było zachodnią stronę nieba. Wielkie kłębowisko chmur zabarwiło się żółcią na brzegach, a w środku pozostawało prawie czarne.
Chciałem właśnie skomentować piękno chmur, ale don Juan odezwał się pierwszy.
– Puszyste brzegi i gęsty środek – powiedział, wskazując na chmury.
Jego stwierdzenie było tak trafne, że aż podskoczyłem.
– Właśnie miałem powiedzieć ci o chmurach – zauważyłem.
– Wobec tego ubiegłem cię – rzekł i roześmiał się jak dziecko.
Zapytałem go, czy jest w odpowiednim nastroju, żeby odpowiedzieć na kilka pytań.
– Co chcesz wiedzieć? – odparł.
– To, co powiedziałeś mi po południu o kontrolowanym kaprysie, bardzo mnie poruszyło – stwierdziłem. – Naprawdę nie mogę zrozumieć, co miałeś na myśli.
– Oczywiście, że nie możesz tego zrozumieć – powiedział. – Próbujesz o tym myśleć, a to, co powiedziałem, nie pasuje do twoich myśli.
– Usiłuję o tym myśleć – powiedziałem – ponieważ jest to jedyny sposób, w jaki mogę coś zrozumieć. Czy na przykład, don Juanie, chcesz powiedzieć, że kiedy człowiek nauczy się widzieć, wszystko w świecie staje się bezwartościowe?
– Nie powiedziałem bezwartościowe. Powiedziałem nieważne. Wszystko jest równe sobie i dlatego nieważne. Na przykład, nie mogę w żaden sposób powiedzieć, że to, co ja robię, jest ważniejsze od tego, co ty robisz, albo że jedna rzecz jest bardziej istotna od drugiej. Dlatego też wszystkie rzeczy są sobie równe, a jako równe są nieważne.
Zapytałem go, czy jego stwierdzenie oznacza, że to, co nazywa “widzeniem”, jest w rzeczywistości lepsze od zwykłego “patrzenia na rzeczy”. Odpowiedział, że oczy człowieka mogą wykonywać obie funkcje, ale żadna z nich nie jest lepsza. Uczenie oczu jedynie patrzenia jest jednak, jego zdaniem, niepotrzebną stratą.
– Na przykład musimy patrzeć swoimi oczami, żeby się śmiać – powiedział – ponieważ tylko wtedy, kiedy patrzymy, możemy uchwycić zabawną stronę świata. Z drugiej strony, kiedy nasze oczy widzą, wszystko staje się do tego stopnia jednakowe, że nic już nie jest śmieszne.
– Chcesz powiedzieć, don Juanie, że człowiek, który widzi, nigdy się nie śmieje? Przez chwilę nie odpowiadał.
– Bardzo możliwe, że są tacy ludzie wiedzy, którzy nigdy się nie śmieją – powiedział. – Jednakże ja nie znam nikogo takiego. Ci, o których wiem, że widzą, potrafią także patrzeć, więc się śmieją.
– Czy człowiek wiedzy może również płakać?
– Myślę, że tak. Nasze oczy patrzą, więc możemy śmiać się, płakać, cieszyć się, być smutni albo szczęśliwi. Ja osobiście nie lubię być smutny, więc kiedy tylko jestem świadkiem czegoś, co zwykle mnie smuci, po prostu przestawiam oczy i widzę zamiast patrzeć. Za to kiedy spotykam coś śmiesznego, patrzę i śmieję się.
– Wtedy jednak, don Juanie, twój śmiech jest prawdziwy, nie jest kontrolowanym kaprysem.
Don Juan wpatrywał się we mnie przez chwilę.
– Rozmawiam z tobą, bo mnie rozśmieszasz – powiedział. – Przypominasz mi takie pustynne szczury o puszystych ogonach. Można je złapać, kiedy wsadzają ogon do dziury, próbując odstraszyć inne szczury i ukraść ich jedzenie. Dałeś się złapać na swoje własne pytania. Uważaj! Czasami te szczury wyrywają sobie ogony, chcąc się uwolnić.
To porównanie rozbawiło mnie, roześmiałem się. Don Juan pokazał mi kiedyś kilka małych gryzoni o puszystych ogonach, które wyglądały jak tłuste wiewiórki; obraz jednego z tych pucołowatych szczurów tracących swój ogon był smutny i równocześnie chorobliwie śmieszny.
– Mój śmiech, jak wszystko inne, co robię, jest rzeczywisty – rzekł – ale jest to również kontrolowany kaprys, ponieważ nie ma z niego żadnego pożytku, niczego nie zmienia. Wciąż jednak tak postępuję.
– Lecz z tego, co zrozumiałem, don Juanie, wynika, że twój śmiech nie jest bezużyteczny. On cię uszczęśliwia.
– Nie! Jestem szczęśliwy, ponieważ wybieram patrzenie na rzeczy, które mnie uszczęśliwiają, a wtedy moje oczy dostrzegają ich zabawną stronę, więc się śmieję. Powtarzam ci to niezliczoną ilość razy. Żeby robić to, co dla ciebie najlepsze, swoją ścieżkę musisz wybierać zawsze sercem. Zapewne tak samo można się zawsze śmiać.
Zinterpretowałem to, co powiedział, w ten sposób, że płacz jest gorszy od śmiechu albo działa na nas co najmniej osłabiająco. Don Juan zaoponował mówiąc, że nie ma tu istotnej różnicy, bo zarówno śmiech, jak i płacz są nieważne. Jednakże on woli śmiech, ponieważ śmiech lepiej służy jego ciału niż płacz.
Zauważyłem wtedy, że jeśli istnieją preferencje, to nie ma równości. Jeśli woli śmiech od płaczu, to ten pierwszy jest zdecydowanie ważniejszy.
Don Juan uparcie twierdził, że jego preferencje wcale nie oznaczają, że śmiech i płacz nie są sobie równe. Ja zaś utrzymywałem, że nasz spór można doprowadzić do logicznego wniosku, że jeśli rzeczy są do tego stopnia równe, to dlaczego by nie wybrać śmierci?
– Wielu ludzi wiedzy właśnie tak robi – powiedział. – Pewnego dnia mogą po prostu zniknąć. Niektórzy ludzie sądzą, że wpadli w zasadzkę i zostaną skazani na śmierć za swoje czyny. Wybierają śmierć, ponieważ nie ma to dla nich znaczenia. Ja zaś wybrałem życie i śmiech, nie dlatego, że to jest ważne, ale dlatego, że taki wybór jest zgodny z moją wrodzoną skłonnością. Mówię, że wybrałem, ponieważ widzę. Lecz to nie znaczy, że wybrałem życie; to moja wola sprawia, że żyję, mimo że widzę. Nie rozumiesz mnie, ponieważ masz nawyk myślenia, kiedy patrzysz i myślenia, kiedy myślisz.
Jego stwierdzenie bardzo mnie zaintrygowało. Poprosiłem go, aby wyjaśnił, co chciał powiedzieć.
Powtarzał to samo kilka razy, jakby dając sobie czas na ułożenie innego sformułowania, po czym powiedział, że przez myślenie rozumie nasze stałe wyobrażenie o wszystkim w świecie. Widzenie usuwa ten nawyk, a ja, dopóki nie nauczę się widzieć, nie będę mógł naprawdę zrozumieć, o co mu chodzi.
– Jeśli jednak nic nie ma znaczenia, don Juanie, to dlaczego miałoby być ważne, żebym nauczył się widzieć?
– Powiedziałem ci kiedyś, że naszym ludzkim przeznaczeniem jest uczenie się, na dobre i na złe – rzekł. – Nauczyłem się widzieć i mówię ci, że tak naprawdę nic się nie liczy. Teraz twoja kolej, może pewnego dnia będziesz widział i sam przekonasz się, czy rzeczy mają załączenie, czy też nie. Dla mnie nic nie ma znaczenia, ale może dla ciebie wszystko będzie miało. Powinieneś już wiedzieć, że człowiek wiedzy żyje działając, a nie myśląc o działaniu, ani też myśląc, co pomyśli, kiedy skończy działać. Człowiek wiedzy swoją ścieżkę wybiera sercem i podąża nią. Potem patrzy, cieszy się i śmieje, a jeszcze później widzi i wie. Wie, że jego życie skończy się za szybko. Wie, że tak jak każdy zmierza donikąd. Wie, ponieważ widzi, że nic nie jest ważniejsze od innych rzeczy. Inaczej mówiąc, człowiek wiedzy nie ma ani honoru, ani godności, ani rodziny, ani imienia, ani kraju, ma tylko życie, którym żyje. W takiej sytuacji jego jedynym związkiem ze współbraćmi staje się kontrolowany kaprys. Człowiek wiedzy zatem stara się, poci i sapie, a kiedy się na niego spojrzy, wygląda jak każdy zwyczajny człowiek, z tym jednak wyjątkiem, że kontroluje kaprys swego życia. Nie ma rzeczy ważniejszej od innych, dlatego człowiek wiedzy wybiera jakąś czynność i wykonuje ją tak, jakby miała dla niego znaczenie. Jego kontrolowany kaprys sprawia, iż mówi, że to, co robi, ma dla niego znaczenie i zachowuje się tak, jakby naprawdę miało. Lecz on wie, że nie ma, więc kiedy zakończy swoje działanie, odpoczywa w spokoju – niezależnie od tego, czyjego czyny są dobre, czy złe, czy coś mu się udało, czy też nie, w żadnym wypadku nic to go nie obchodzi.
Z drugiej jednak strony, człowiek wiedzy może wybrać całkowitą bierność i nigdy nie podejmować żadnych działań, zachowywać się w taki sposób, jakby zależało mu na byciu pasywnym. Wtedy również będzie autentyczny, ponieważ w ten sposób przejawia się jego kontrolowany kaprys.
Słysząc to, podjąłem się bardzo zawiłego wyjaśnienia don Juanowi, że jestem ciekawy, co motywuje człowieka wiedzy do działania w dany sposób, choć wie on, iż nic nie ma znaczenia.
Zachichotał cicho, zanim mi odpowiedział.
– Ty myślisz o swoich działaniach – powiedział. – Dlatego musisz wierzyć, że twoje czyny są na tyle ważne, na ile sądzisz, że są ważne, podczas gdy w rzeczywistości nic, co robimy, nie jest ważne. Nic! Lecz skoro – jak powiedziałeś – nic się naprawdę nie liczy, jak mogę dalej żyć? Łatwiej byłoby umrzeć. Tak właśnie mówisz i wierzysz w to, ponieważ myślisz o życiu tak samo, jak teraz myślisz o tym, czym jest widzenie. Chciałbyś, abym ci je opisał, po to żebyś mógł o nim myśleć, tak jak o wszystkim innym. W przypadku widzenia myślenie jednakże zupełnie nie wchodzi w grę, więc nie mogę ci powiedzieć, jak to jest widzieć. Teraz chcesz, żebym ci podał przyczyny mojego kontrolowanego kaprysu, ale mogę ci tylko powiedzieć, że jest to bardzo zbliżone do widzenia, jest to coś, o czym nie da się myśleć.
Ziewnął. Położył się na plecach, wyciągnął ramiona i nogi. Jego kości zatrzeszczały.
– Zbyt długo cię tu nie było – rzekł. – Za dużo myślisz.
Wstał i wszedł w gęste krzewy chaparralu, które rosły przy domu. Dołożyłem do ognia. Miałem zamiar zapalić lampę naftową, ale półmrok był bardzo uspokajający. Ogień z paleniska dawał światło wystarczające do pisania i spowijał wszystko dokoła czerwonawą poświatą. Odłożyłem notatki na ziemię i położyłem się. Byłem zmęczony. Z całej mojej rozmowy z don Juanem zapamiętałem jedynie przykry fakt, że mu na mnie nie zależało. Bardzo mnie to poruszyło. Ufałem mu przez tyle lat. Gdybym nie zaufał mu całkowicie, perspektywa zgłębienia jego wiedzy wypełniłaby mnie paraliżującym strachem. Moje zaufanie do niego opierało się na przekonaniu, że jemu osobiście na mnie zależało. W rzeczywistości zawsze się go bałem, ale kontrolowałem swój strach, ponieważ miałem do niego zaufanie. Kiedy usunął tę podstawę, nie miałem się na czym oprzeć i poczułem się bezradny.
Opanował mnie bardzo dziwny niepokój. Poczułem niezwykłe podniecenie i zacząłem chodzić w tę i z powrotem przed paleniskiem. Don Juan długo nie wracał. Czekałem na niego niecierpliwie.
Przyszedł chwilę później. Usiadł znowu przed ogniem, a ja wyrzuciłem z siebie swoje lęki. Powiedziałem mu, że martwię się, ponieważ nie potrafię zmienić kierunku, tkwiąc w samym środku strumienia. Wyjaśniłem mu, że oprócz zaufania, jakie miałem do niego, nauczyłem się również szanować go i uważać jego sposób życia za dużo bardziej racjonalny od mojego, a przynamniej za bardziej funkcjonalny. Jego słowa wywołały we mnie okropny konflikt, ponieważ z ich powodu muszę zmienić swoje uczucia. Żeby zilustrować, o co mi chodzi, opowiedziałem don Juanowi historię człowieka pochodzącego z mojego kręgu kulturowego, bardzo bogatego, konserwatywnego prawnika, żyjącego w przekonaniu, że stoi na straży prawdy. We wczesnych latach trzydziestych, tuż przed wprowadzeniem w życie polityki Nowego Ładu, zaangażował się całym sercem w rozgrywki polityczne. Był całkowicie pewien, że nadchodząca zmiana przyniesie szkody krajowi. Z powodu oddania, jakie miał dla tradycji i ponieważ był przekonany co do swoich racji, poprzysiągł zwalczać to, co uważał za polityczne zło. Jednakże fala tamtych czasów była zbyt silna i pokonała go. Walczył przeciwko niej dziesięć lat na arenie politycznej i w życiu osobistym. Potem druga wojna światowa bez reszty pogrzebała jego wysiłki. Jego polityczny i ideologiczny upadek skończył się wielkim rozgoryczeniem. Dobrowolnie udał się na wygnanie i spędził tam dwadzieścia pięć lat. Kiedy go poznałem, miał osiemdziesiąt cztery lata i właśnie wrócił do swojego rodzinnego miasta, żeby zakończyć życie w domu starców. Nie mogłem uwierzyć, że dożył tak późnego wieku, biorąc pod uwagę to, że zmarnował życie na zgorzkniałym użalaniu się nad sobą. Na swój sposób polubił moje towarzystwo i dużo za sobą rozmawialiśmy.
Kiedy widziałem go po raz ostatni, zakończył rozmowę stwierdzeniem:
– Miałem dość czasu, żeby spojrzeć wstecz i zastanowić się nad swoim życiem. Problemy moich czasów są dzisiaj jedynie historią i to nawet niezbyt ciekawą. Być może zmarnowałem życie w pogoni za czymś, co nigdy nie istniało. Ostatnio odnoszę wrażenie, że to, w co wierzyłem, było śmieszne, niewarte uwagi. Myślę, że mam tego świadomość, jednakże nie mogę odzyskać czterdziestu lat, które straciłem.
Powiedziałem don Juanowi, że moja wewnętrzna walka zrodziła się z wątpliwości, które zasiały we mnie jego słowa o kontrolowanym kaprysie.
– Jeśli nic tak naprawdę nie ma znaczenia – powiedziałem – to stając się człowiekiem wiedzy, można z konieczności znaleźć się w takiej pustce jak mój przyjaciel.
– To nie jest tak – powiedział ostro don Juan. – Twój przyjaciel jest samotny, ponieważ umrze, nie widząc. Po prostu się zestarzał i niechybnie teraz bardziej użala się nad sobą niż dotychczas. Czuje, że zaprzepaścił czterdzieści lat, ponieważ gonił za zwycięstwami, a znajdował jedynie porażki. Nigdy się nie dowie, że być zwycięzcą i być pokonanym oznacza to samo.
Tak więc teraz boisz się mnie, ponieważ powiedziałem ci, że niczym nie różnisz się od reszty. Zachowujesz się jak dziecko. Naszym ludzkim przeznaczeniem jest uczenie się. Do wiedzy podchodzi się tak, jak idzie się na wojnę. Powtarzałem ci to wiele razy. Do wiedzy i do wojny podchodzi się ze strachem, z szacunkiem, ze świadomością, że idzie się na wojnę i mając do siebie absolutne zaufanie. Zaufaj sobie, a nie mnie.
Boisz się więc pustki życia twojego przyjaciela. Lecz w życiu człowieka wiedzy nie ma żadnej pustki. Mówię ci. Wszystko jest wypełnione, aż po brzegi.
Don Juan wstał i wyciągnął ramiona, jakby wyczuwając rzeczy w powietrzu.
– Wszystko jest wypełnione po brzegi – powtórzył – i wszystko jest jednakie. Nie jestem taki, jak twój przyjaciel, który po prostu się zestarzał. Kiedy mówię ci, że nic nie ma znaczenia, nie mam na myśli tego, co on. Dla niego walka nie miała sensu, ponieważ został pokonany. Dla mnie nie ma zwycięstwa, klęski ani pustki. Wszystko jest wypełnione po brzegi i wszystko jest równe wszystkiemu, a moja walka warta była zachodu. Żeby stać się człowiekiem wiedzy, trzeba być wojownikiem, a nie chlipiącym dzieckiem. Trzeba walczyć, nie poddając się, bez narzekania, bez cofania się, aż do momentu, kiedy się będzie widzieć, tylko po to, żeby stwierdzić, że nic nie ma znaczenia.
Don Juan zamieszał w garnku drewnianą łyżką. Jedzenie było gotowe. Zdjął naczynie z ognia i położył je na czworokątnym, glinianym bloku, który zbudował przy ścianie i którego używał jako półki lub stołu. Nogą przysunął dwie nieduże skrzynie służące za krzesła, szczególnie wygodne, jeśli usiadłszy na nich, oparło się plecami o belki wspierające ściany. Dał mi znak, żebym usiadł, po czym nalał zupę do miski. Uśmiechnął się, jego oczy były świetliste, jakby moja obecność naprawdę sprawiała mu przyjemność. Łagodnym ruchem popchnął miskę w moim kierunku. W jego geście było tyle ciepła i dobroci, jakby miało to przywrócić moje zaufanie do don Juana. Poczułem się idiotycznie i chcąc pozbyć się tego uczucia, zacząłem szukać łyżki, ale nie mogłem jej znaleźć. Zupa była za gorąca, żeby pić ją prosto z miski, więc czekając, aż wystygnie, zapytałem don Juana, czy kontrolowany kaprys oznacza, że człowiek wiedzy nie może już nikogo lubić.
Przestał jeść i roześmiał się.
– Za bardzo się przejmujesz lubieniem ludzi i tym, czy sam jesteś lubiany – powiedział. – Człowiek wiedzy lubi, to wszystko. Lubi, co chce i kogo chce, ale używa kontrolowanego kaprysu do tego, żeby sobie tym nie zaprzątać głowy. Jest to dokładne przeciwieństwo tego, co robisz teraz. Lubić ludzi i być przez nich lubianym to nie jedyna rzecz, którą można robić, będąc człowiekiem.
Przyglądał mi się przez chwilę z głową przechyloną lekko na bok.
– Pomyśl o tym – powiedział.
– Jest jeszcze coś, o co chciałem spytać, don Juanie. Powiedziałeś, że aby się śmiać, musimy patrzeć oczami, aleja uważam, że śmiejemy się, ponieważ myślimy. Weź na przykład człowieka niewidomego, on też się śmieje.
– Nie – rzekł. – Niewidomi się nie śmieją. Ich ciałami wstrząsają nieznaczne fale śmiechu. Oni nigdy nie patrzyli na zabawną stronę świata i muszą ją sobie wyobrażać. Ich śmiech nie jest huraganem śmiechu.

Reklamy

9 uwag do wpisu “Kontrolowany Kaprys- fragment książki Carlosa Castanedy

  1. cytaty, które mi się spodobały 🙂
    „Żeby robić to, co dla ciebie najlepsze, swoją ścieżkę musisz wybierać zawsze sercem. Zapewne tak samo można się zawsze śmiać.”
    „Człowiek wiedzy swoją ścieżkę wybiera sercem i podąża nią. Potem patrzy, cieszy się i śmieje, a jeszcze później widzi i wie.”

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s