Bo nic nie rośnie bez potrzeby

132

Bo Nic Nie Rośnie Bez Potrzeby
Naukowcy wykorzystują wiele gatunków zwierząt do badania leków zmieniających świadomość, zaskakujące może być jednak to, że zwierzęta w swoim naturalnym środowisku – od szpaków po renifery – również używają substancji psychoaktywnych… i to z własnej woli.

Wygląda na to, że wiele z tych gatunków posiada naturalną potrzebę doświadczania wyższych stanów świadomości, dzięki czemu człowiek odkrył niektóre ze swoich ulubionych używek – właśnie poprzez obserwację zachowania zwierząt.

Na całym świecie istnieją dowody na to, że zwierzęta celowo używają roślin halucynogennych, a legendy o tych roślinach, często używanych w świętych rytuałach, zawierają odniesienia do zwierząt jako istot pokazujących je ludziom.

Jeden z gatunków, odpowiedni do artykułu świątecznego, to renifer – potrafi on przemierzyć ogromne odległości w poszukiwaniu halucynogennego muchomora czerwonego (amanita muscaria) – czerwonego grzyba w białe kropki, na którego kapeluszach lubią przesiadywać krasnale ogrodowe. Renifery po spożyciu muchomora zachowują się jakby były pijane, bezcelowo biegają w kółko, albo wydają dziwne odgłosy. Często też telepią łbami. Muchomor czerwony występuje na półkuli północnej i od dawna jest używany przez człowieka ze względu na jego psychotropowe właściwości. Użycie go może być jednak niebezpieczne, bowiem zawiera substancje toksyczne (zejścia śmiertelne zdarzają się, ale bardzo rzadko – przyp. red. [h]). Renifery metabolizują te toksyczne substancje bez usczerbku na zdrowiu, a główne związki psychoaktywne pozostają niezmetabolizowane i wydalone z moczem. Pasący renifery Europejczycy i Azjaci dawno temu nauczyli się zbierania moczu reniferów jako bezpiecznego środka halucynogennego.

Innym halucynogenem używanym przez dzikie zwierzęta jest afrykańska roślina iboga (Tabernanthe iboga). Zaobserwowano w Gabonie i Kongo, że dziki, jeżozwierze, goryle i mandryle wykopują i zjadają silnie halucynogenne korzenie tej rośliny.

W kanadyjskich górach, dzikie owce kanadyjskie ogromnie ryzykują przy zdobyciu rzadkiego psychoaktywnego porostu. Zdrapując porost ze skał, potrafią zetrzeć zęby po same dziąsła.

Na preriach południowo-zachodnich USA, niektóre konie i inne ssaki pastewne są uzależnione od halucynogennych roślin, znanych ogólnie jako locoweed. Rośliny te, głównie gatunki Astragalus i Oxytropis, są zazwyczaj omijane przy skubaniu łąki, ale zwierzęta, które przypadkiem ich spróbowały, często powracają w miejsce ich występowania i spożywają je ponownie. Objawy spożycia to ostrożne, bezcelowe chodzenie, osłabiony wzrok, dziwne zachowanie i apatia.

W lasach deszczowych Ameryki Południowej sfilmowano jaguary zachowujące się jak małe potulne kociaczki jakiś czas po tym, kiedy obgryzały gorzkie korzenie yage (Banisteriopsis caapi) [link w odnośniku jest opisany jako DMT, ale DMT nie działa podane doustnie, tak że to najprawdopodobniej Banisteriopsis – przyp. [h]], halucynogennego pnącza, które używane jest również przez rdzenne plemiona w rytualnych ceremoniach. Niektórzy antropolodzy wierzą, że człowiek pierwszy raz nauczył się spożywania tej rośliny podczas obserwacji jaguarów.

Wspominając o kotach, nie można nie wspomnieć o prawdopodobnie najlepiej znanej używce zwierząt – kocimiętce (Nepeta spp). Około dwie-trzecie dorosłych kotów domowych jest podatnych na jej działanie, ale również i inne gatunki kotowatych, jak np. lwy.

Efekty działania kocimiętki wynikają z występowania w niej lotnych terpenoidów – nepetalaktonów. Kiedy kot powącha liście lub łodygi kocimiętki, może zacząć się turlać, obmacywać łapkami, rzuć, czy lizać. Zazwyczaj brykają albo tarzają się po podłodze, ale czasami obserwuje się osowienie i lęk. Efekty ustępują po 5-15 minutach. po których kotek nie jest już wrażliwy na kolejne dawki nepetalaktonów przez przynajmniej godzinę.Jedną z zalet kocimiętki jest to, że nie wywołuje żadnych szkodliwych długotrwałych efektów – czego nie można powiedzieć o innych roślinach, których zwierzęta używają do wywołania high’u.

Wiele ludowych przypowieści z całego świata mówi o tym, że człowiek odkrył alkohol obserwując zachowanie zwierząt. W Biblii, kiedy Noe osiedlił się po powodzi, zobaczył jedną ze swoich swoich kóz, baraszkującą po zjedzeniu sfermentowanych winogron. Powtórzył on eksperyment kozy, po czym wracając do domu stał się nadzwyczaj wesoły, skory do śpiewania, pogubił trochę ciuchów i w końcu zasnął przed domem.Większości z nas się to przydarzyło, czyż nie ? Noe dobrze pamiętał swoje doświadczenie i odczuwał je jako miłe – miłe na tyle, że kolejnego dnia poszedł zbierać winogrona, by stworzyć pierwszą na świecie winnicę.

Nie wiemy do końca, czy faktycznie człowiek odkrył alkohol obserwując wstawione zwierzęta, tak czy siak używa tego narkotyku od tysięcy lat. Zwierzęta natomiast, czy to kręgowce czy bezkręgowce, zaczęły używać alkoholu dużo wcześniej.

Owoce, winogrona, nektar i sok, wszystkie mogą zawierać taką ilość cukru, że zdolne będą do sfermentowania z udziałem naturalnych drożdży. Pszczoły, osy, szerszenie i inne owady mogą się nawalić spożywając tak sfermentowane potrawki. Owady te są najprawdopodobniej zwabiane raczej przez cukier i drożdże niż przez alkohol, jednak mimo wszystko piją to do czasu zaburzenia koordynacji i upadku na ziemię. Jeśli odurzona pszczoła miodna planuje wrócić do ula, może poleżeć sobie na „plecach” machająć nóżkami do czasu wytrzeźwienia. Jednak strażnicy ula nie respektują takiego zachowania i pszczeli „pijacy” leżący w takim stanie mogą zostać ukarani, włączając w to nawet obgryzienie odnóży.

Nawalone szpaki

Ptaki również lubią rausz. Donoszono o ptakach, które wbijały się w szyby okien tuż po tym, kiedy zjadły sfermentowane owoce, czy zboża. Łuszczaki, jemiołuszkowate i szpakowate są szczególnie podatne na alkohol, a osobniki pewnych gatunków wręcz celowo wracają po więcej. Znajdowano martwe jemiołuszkowate na stosie fermentujących owoców jarzębiny, a sekcja zwłok pokazała, że umarły one pijane, z pewnym ostrym schorzeniem wątroby, wywołanym alkoholem.

Donoszono również o ssakach – niedźwiedziach i wapiti – przypadkowo nawalonych i rozpasanych po spożyciu fermentujących owoców.

W indyjskim stanie Wschodnim Bengalu kilkukrotnie odnotowano przypadki kiedy słonie włamywały się do nielegalnych sklepów z alkoholem obficie go pijąc i „awanturując” się później – depcząc ludzi i powodując duże zniszczenia w okolicy sklepu.Jednak historie z oszalałymi przez alkohol zwierzętami należy traktować z ostrożnością.

Opowieści podróżników o pijanych afrykańskich słoniach pojawiały się już na początku XIX wieku, a broszury turystyczne wyjaśniały, że słonie mogą wyczuć alkohol w fermentującym owocu drzewa marula z odległości 10km, jednak dzisiejsze badania sugerują że opowieści te nie mają pokrycia.

Kozły jako kozły ofiarne

Kofeina jest kolejnym narkotykiem, który człowiek odkrył obserwując zachowanie zwierząt – kóz. W IX wieku, etiopski pasterz Khaldi zaobserwował, że jego kozy szalenie „tańczą” po zjedzeniu jasno czerwonych jagód krzewu, który dziś nazywamy Coffea arabica. Sam spróbował kilku jagód i poczuł się dość radośnie, po czym opowiedział o swoim odkryciu mnichom z lokalnego klasztoru.

Jakkolwiek, dziś wiemy, że mnisi z terenów Etiopii używali kawy dla jej stymulujących właściwości dużo przed czasami Khaldiego. Jednak biorąc pod uwagę to, że człowiek wypasał kozy przez co najmniej 7000 lat, jest bardzo prawdopodobne, że kozy są ostatecznie winne sukcesowi Starbucks’a.

Prócz alkoholu i kofeiny, kozy przyczyniły się również do odkrycia przez człowieka khatu, popularnego na Bliskim Wschodzie stymulantu, zawierającego pochodne efedryny. Legenda głosi, że jemeński pasterz zaobserwował, że jedna z jego kóz dziko biegnie po spożyciu liści Catha edulis. Zdecydował spróbować liścia samemu, co go pobudziło i opowiedział swoją historię innym.

Opowiem teraz pokrótce o tytoniu, by kozy czytające artykuł mogły odetchnąc z ulgą, bowiem ich gatunek nie mógł przyczynić się do nadużyć tytoniu wśród ludzi. Tytoń (Nicotiana spp) jest rośliną Ameryki Południowej, ludzkośc zaczęła inhalować dym tytoniowy około 8000 lat temu, prawdopodobnie odkrywając jego działanie przy paleniu liści w postaci kadzidła przy okazji różnych ceremonii. Kozy mają żelazne alibi, bowiem pojawiły się w Amerye Południowej dopiero 7500 lat później.

Mimo, że mieszkańcy Ameryki Południowej nie potrzebowali kóz, by pokazały im tytoń, użycie kokainy mogło być już inspirowane przez ssaki pastewne. Żucie liści koki (Erythroxylum spp) jako stymulantu rozpoczęło się prawdopodobnie już ok. 5000 p.n.e., w czasach kiedy zadomowiono pierwsze lamy.Istnieje jedna peruwiańska legenda opowiadająca o lamach podróżujących po Andach i żujących liście koki z braku innego pożywienia. Pasterze odkryli pobudzające działanie na lamy i przetestowali to na sobie. Inne legendy opowiadają jednak o małpach jako pionierach użycia koki.

Chociaż ptaki jedzą nasiona koki, a różne insekty atakują krzewy koki, żadne z tych stworzeń nie odczuwało stymulujących efektów kokainy. Jednak badacze pokazali, że ślimaki ogrodowe po zjedzeniu liści koki potrafią wejść po szklanej bagietce o ok. 25% szybciej niż ślimaki karmione innymi liśćmi.

Narko-małpy

Człowiek prawdopodobnie nie nauczył się użycia opium obserwując zwierzęta, bowiem nie ma wielu dowodów na jego narkotyczne wykorzystanie pośród dzikich zwierząt. Jednak, odkąd człowiek zaczął uprawiać mak, co najmniej jeden gatunek nauczył się go używać. Zwierzęciem tym jest bawół.

W południowo-wschodniej Azji niektóre bawoły poszukują makówek gotowych do zbioru. Po znalezieniu makówek, bawoły stają się potulne i odchodzą samotnie od stad, z którymi zazwyczaj się przemieszczają. Jednakże bawoły nie uzależniają się, bowiem makówki zawierają wysokie stężenie opium tylko przez krótki czas, tuż przed dojrzeniem. Kiedy czas żniw maku się kończy, zachowanie bawołów wraca do normy, jednak wykazują pewne oznaki odstawienia, jak np. drżenie, niepokój i konwulsje.

Łuszczaki i gryzonie jedzą bogate w tłuszcze nasiona maku, jednak nie zauważono objawów uzależnienia, głównie dlatego, że nasiona maku zawierają małe stężenie alkaloidów. Nie ma również dowodów na to, że bezkręgowce potrafią się odurzać makiem. Armia USA próbowała kiedyś hodować uzależnione od opiatów insekty, by te poszukiwały i niszczyły pola nielegalnych upraw maku. Projekt okazał się totalną klęską.
Jedna z ostatnich wiadomości opisuje miasto w Indiach opanowane przez małpy narkomanki, które wykradały opium z fabryki robiącej leki na bazie opiatów.

Kto w takim razie kopiuje od kogo?

źródło: P.Journal
tłumaczenie: redakcja hyperreal.info

Reklamy

Rośliny psychoaktywne występujące w Polsce

08.Paimi-Chipiashca-Explen

Artykuł Ewy Szumowicz

Rośliny o działaniu psychostymulującym są znane człowiekowi od zarania dziejów. Ich opisy można znaleźć w egipskich papirusach, a najstarszy znany Europejczyk, słynny Oetzi, uwięziony w alpejskim lodowcu przeszło 6000 lat temu, miał przy sobie owocniki porka brzozowego – grzyba o działaniu halucynogennym. Od zawsze stanowiły ważny element kultury i religii; jako rośliny magiczne umożliwiały mistyczne doznania, kontakty z przodkami i duchami, ale też uśmierzały ból czy zwiększały siłę wojownika.

Oczywiście, każdy potrafi wymienić co najmniej kilka roślin narkotycznych, jednak mało kto zwraca uwagę na to, że większość z nich to gatunki egzotyczne, a więc stosunkowo świeże nabytki w naszym klimacie. Nasi przodkowie doskonale sobie radzili bez nowomodnych przybyszów w rodzaju konopi indyjskich czy kokainowca. Flora Europy obfituje w licznych, choć teraz często trochę zapomnianych, przedstawicieli tej jakże ciekawej i ważnej dla medycyny, i kultury grupy.

W tym artykule pragnę Wam krótko przybliżyć te gatunki roślin psychoaktywnych, które występują rodzimie, albo zostały przywleczone i zdziczały, ale występują na terenie Polski od minimum średniowiecza (archeofity). Zanim to jednak nastąpi, parę słów teorii, czyli kilka haseł.

Zacznijmy od tego, że surowiec roślinny to wybrana część rośliny, przeznaczona do użytku leczniczego. Nie wszystkie bowiem części rośliny mają ten sam skład i takie samo działanie (bywa, że mają wręcz przeciwstawne, jak w niżej opisanym lulku czarnym). Ze względu na efekt uzyskiwany po zażyciu surowca psychoaktywnego, zwanego inaczej narkotycznym lub po prostu narkotykiem, można je podzielić na trzy grupy (przy czym poszczególne surowce mogą należeć do więcej niż jednej grupy, albo wręcz do wszystkich trzech).

Pierwszą grupę stanowią surowce halucynogenne – to te, które powodują powstawanie wizji psychodelicznych, omamów wzrokowych i słuchowych, często przypominających w swym natężeniu objawy schizofrenii. Pierwotnie były wykorzystywane przez szamanów, wyrocznie i czarowników w celu osiągnięcia duchowego wglądu i kontaktu ze światem niematerialnym (a w niektórych rejonach Ziemi nadal się to praktykuje – istnieją nawet religie oparte na efektach wywoływanych przez halucynogeny). Druga to substancje stymulujące, powodujące pobudzenie, wzrost aktywności psychoruchowej i spadek wrażliwości na ból. Często wykorzystywane były przez wojowników do zwiększenia odporności i wytrzymałości. Trzecią tworzą substancje hipnotyczne – wywołują one ospałość a nawet otępienie. Od zarania dziejów były używane jako środki anestetyczne i uspokajające.

Najbardziej chyba znanymi przedstawicielami halucynogenów są tak zwane grzybki halucynogenne, nazywane, nieprzypadkowo, „magicznymi”. Tę liczną grupę tworzą, niekoniecznie ze sobą spokrewnione gatunki, które występują na całym świecie. W Polsce grzybki halucynogenne reprezentują cztery gatunki, z których najsłynniejsza jest niewątpliwie łysiczka lancetowata Psilocibe semilanceata (poza nią w Europie występuje jeszcze piętnaście innych gatunków z tego rodzaju, wszystkie o działaniu narkotycznym i wszystkie wyglądające mniej więcej tak samo). Ten niepozorny, brązowawy grzybek na cienkiej nóżce, lubiący wilgotne łąki i pobocza ścieżek oraz krowi nawóz, zawiera kilka związków halucynogennych, z których najsilniejsze to psylocybina i psylocyna. Jednak to nie silnie halucynogenna łysiczka była głównym narkotykiem europejskich szamanów i czarownic, tylko powszechnie występujący w lasach Europy, dobrze znany wszystkim grzybiarzom – muchomor czerwony Amanita muscaria. Mimo że nie jest jedynym przedstawicielem swojej rodziny posiadającym właściwości halucynogenne, to jednak jedynym, który przy tym nie jest silnie trujący. Głównymi związkami działającymi są kwas ibotenowy, muscymol i muskaryna. Grzyby przyjmuje się w formie suszonej, w której działający drażniąco kwas ibotenowy przekształca się w aktywniejszy psychoaktywnie – myscymol. Muchomory suszyło się na słońcu, i stąd tak charakterystyczny widok czerwonych kapeluszy przed chatami wiedźm i szamanów. Najstarszymi zachowanymi dowodami stosowania grzybów halucynogennych są wizerunki małych ludzi, których głowy przykrywają grzybowe kapelusze – wizerunki te znaleziono na terenie całego świata. Czyż nie interesująco w tym świetle wypadają – znane chyba każdemu – ludowe opowieści o leśnych skrzatach i ich – jakże charakterystycznych – nakryciach głów i mieszkaniach?

Innymi grzybami zawierającymi substancje halucynogenne są stożogłówka biała Conocybe lactea i porek brzozowy Pitporus betulinus. O ile stożogłówka nigdy nie była powszechnie używana, ze względu na trudność w odróżnieniu jej od innych przedstawicieli tego rodzaju, tak porek, będący powszechnie występującą na brzozach hubą, miał dla dawnych ludów duże znaczenie religijne. Zawarte w nim substancje o działaniu halucynogennym i stymulującym były chętnie wykorzystywane do wywoływania wizji, czego dowodem może być wspomniany na początku artykułu Oetzi. Współcześnie ten grzyb nie jest używany jako narkotyk i został zakwalifikowany po prostu jako… niejadalny. Jako ciekawostkę mogę dodać, że słynne ataki szału u berserków były prawdopodobnie – jak głosi teoria – wywoływane zażywaniem właśnie grzybów halucynogennych, być może w połączeniu z surowcami zawierającymi alkaloidy tropanowe (które opiszę niżej) i szczwołem plamistym.

Niejako sztandarowym przedstawicielem roślin narkotycznych jest mak lekarski Papaver somniferum. On pierwszy przyszedłby do głowy każdemu, kto zostałby zapytany o roślinę psychoaktywną występującą w Polsce. Co jest trochę mylące, bo pierwotnie mak pochodził prawdopodobnie z Azji Mniejszej i dopiero jako roślina uprawna – od czasów przedhistorycznych – został razem z wędrującymi ludźmi rozwleczony po całej Europie. W pierwotnym stanie dzikim nie występuje w ogóle, jedynie jako wtórnie zdziczały, porasta tereny ruderalne całej Europy i Azji Mniejszej. Surowcem otrzymywanym z maku jest jego sok, który wypływa po nacięciu niedojrzałych makówek – czyli opium. Opium ma bardzo złożony skład chemiczny, a najważniejszymi jego elementami są alkaloidy, stanowiące do 25% jego masy, z czego główne to morfina, kodeina, papaweryna i narkotyna. Za narkotyczne działanie odpowiada morfina, a w dużo mniejszym stopniu – kodeina. Opium działa euforyzująco i silnie uspokajająco, znosi też odczuwanie bólu. Dzięki swojemu działaniu nasi przodkowie od zawsze uważali mak za roślinę magiczną, szczególnie silnie związaną ze śmiercią. Jako echo dawnych obrzędów pogrzebowych, w naszym języku pozostało powiedzenie „cicho jak makiem zasiał” – czyli śmiertelnie cicho.

Pewne działanie narkotyczne wykazuje też dziko występujący na terenach ruderalnych pokrewny makowi lekarskiemu mak polny Papaver rhoeas. Charakterystycznie czerwone płatki kwiatu zawierają alkaloid readynę, która oprócz działania przeciwskurczowego wykazuje słabe działanie narkotyczne pokrewne morfinie. Podobieństwo do morfiny było wykorzystywane w medycynie ludowej – mak polny stosowano jako lek na suchy kaszel (morfina i kodeina mają silne działanie przeciwkaszlowe).

Rośliną, której mleczny sok był używany jako substytut opium, jest należąca do rodziny Asteraceae sałata jadowita, zwana też mleczem jadowitym Lactuca virosa. Dawniej uprawna (znana już w starożytnym Egipcie), aktualnie, dość pospolicie, występuje w lasach Europy. Surowiec stanowi wysuszony sok zwany lactucarium, zawierający laktony seskwiterpenowe, w tym 2% laktucyny, laktucerol, laktukopikrynę, laktuzyd A. W połączeniu z wyciągiem z lulka czarnego i szczwołu plamistego lactucarium było używane jako środek usypiający przed operacjami. Biorąc pod uwagę, że dwa z trzech składników mieszanki to śmiertelne trucizny, a i sałatę trudno uznać za rośliną nietoksyczną, pod znakiem zapytania stoi, co częściej zabijało pacjenta – chirurg, zakażenia czy środek anestetyczny? Zamiennie do sałaty jadowitej używano soku jej bliskiego krewnego – sałaty solnej Lactuca saligna. Gatunek ten też można spotkać w Polsce jako roślinę ruderalną, jednak jest znacznie rzadszy.

Po omówieniu magicznych roślin szamanów pora przejść do ukochanego surowca alchemików, czyli glistnika jaskółcze ziele Chelidonium maius. Ta pospolicie występująca roślina ruderalna, o charakterystycznym żółtym soku, miała wielkie znaczenie dla poszukiwaczy kamienia filozoficznego. Jej korzeń nazywany był „kamieniem mądrości” i „darem niebios” i stanowił dodatek do panaceum leczącego wszystkie choroby. Surowcem jest ziele zawierające liczne alkaloidy, w tym chelidoninę, chelerytrynę, sangwinarynę i berberynę. Sangwinaryna i protopina mają działanie lekko narkotyczne, pokrewne morfinie. Przy czym należy wiedzieć, że działanie narkotyczne i uspokajające glistnika objawia się dopiero w dawkach toksycznych, które charakteryzują się ciężkim rozstrojem przewodu pokarmowego. Sama roślina jest silnie trująca.

Odrębną, zwartą grupę roślin tworzą zawierające alkaloidy tropanowe gatunki z rodziny Solanaceae. Wszystkie, bez wyjątku, są silnie trujące. Niewątpliwie najsłynniejszym przedstawicielem tej grupy jest pokrzyk wilcza jagoda Atropa belladonna. Jest to spory krzew o efektownych, czarnych owocach. Pokrzyk występuje najczęściej na brzegach lasów, jest rzadko spotykany na Podkarpaciu i w górach, objęty w Polsce ścisłą ochroną. Surowcem jest cała roślina, ze szczególnym wskazaniem na owoce. Zawiera atropinę, L-hyoscyaminę, apoatropinę, skopolaminę, belladoninę – w różnym stosunku w różnych częściach rośliny. Zależnie od dawki powoduje pobudzenie ruchowe, euforię, następnie omamy i halucynacje, aż do niekontrolowanych napadów szału. Dlatego dawni wojownicy wykorzystywali ją do wprowadzania się w stan bitewnego szału. Ta śmiertelnie trująca roślina jest jedną z najbardziej toksycznych w Europie, a jej nazwa nawiązuje do zwyczaju trucia jej owocami wilków.

W tym miejscu powinnam choć wspomnieć o kolejnej ważnej roślinie z tej grupy – bieluniu dziędzierzawie Datura stramonium. Mimo sporego rozpowszechnienia to gatunek młody na terenie Polski, przywleczony z Meksyku. Niemniej wart jest wymienienia, gdyż stanowił, obok lulka czarnego i pokrzyku wilczej jagody, główny składnik używanej przez czarownice tak zwanej „maści do latania” – alkaloidy tropanowe, choć najczęściej wdycha się je w postaci dymu, bardzo dobrze wchłaniają się przez skórę (o czym warto pamiętać, szczególnie, gdy będziecie rwali efektowne kwiaty bielunia na przykład do wazonu).

Lulek czarny Hyoscyamus niger jest pospolicie występującym w Polce chwastem ruderalnym. Ta wizualnie mało efektowna roślina była już kilkakrotnie wspomniana wyżej, jako składnik mieszanek usypiających, znieczulających i magicznych. Surowiec stanowi liść, zawierający do 0,1% alkaloidów tropanowych, głównie L-hyoscyaminy i skopolaminy. Zażycie dawało bardzo silny efekt pobudzenia ruchowego i szału. Jako środka analgetycznego najczęściej używano nasion, w których składzie dominuje skopolamina, więc objawy to narkotyczne otępienie. Skopolamina zawarta w lulku (i innych surowcach z rodziny Solanaceae), poza uspokajaniem ma jeszcze jedno ciekawe zastosowanie – jest serum prawdy (co swego czasu wykorzystywało CIA).

Grupę zamyka ostatni przedstawiciel – lulecznica kraińska Scopolia carniolica. Jest to rzadko występująca w górach i na Podkarpaciu wieloletnia roślina, chroniona. Ze względu na ładne kwiaty czasem hoduje się ją w ogródkach. Surowiec stanowi korzeń i kłącze, zawierające 0,3-0,5% alkaloidów, głównie atropinę i L-hyoscyaminę. Lulecznica była dawniej stosowana przez czarownice do warzenia bardzo skutecznych napojów miłosnych – co nie powinno dziwić, gdy uwzględni się, że jeden z najsłynniejszych afrodyzjaków – mandragora lekarska – też jest rośliną z rodziny Solanaceae i ma zbliżony skład chemiczny.

Narkotyczne właściwości posiadają też rośliny, których byśmy o to nie podejrzewali. Sztandarowym przykładem jest tu pospolita pietruszka zwyczajna Petroselinum crispum. Precyzyjnie rzecz ujmując – właściwości psychoaktywne wykazuje olejek eteryczny otrzymywany z nasion tej rośliny. Zawiera on apiol, mirystycynę oraz związki oleiste z bocznym łańcuchem allilowym, będące prekursorami 2,3,4,5-tetrahydroksyamfetaminy. Ma działanie halucynogenne i stymulujące. Jest też silnie drażniący – dawniej wykorzystywano go do wywoływania poronień. Podobne właściwości posiadają olejki otrzymywane z innych, równie pospolitych warzyw: kopru włoskiego Foeniculum vulgare i kopru ogrodowego Anethum graveolens.

Kocimiętka właściwa Nepeta cataria razem z kozłkiem lekarskim Valeriana officinalis są najbardziej znanymi kocimi narkotykami. Mało kto jednak wie, że działają psychoaktywnie też na ludzi. Kocimiętka jest byliną ruderalną, niezbyt pospolicie występującą na niżu. Surowcem jest ziele, o charakterystycznym, przyjemnym zapachu, podobnym do melisy. Za narkotyczne działanie odpowiada nepetalakton, prosty irydoid z grupy goryczy. Efektem jest łagodny stan euforyczny, porównywalny z otrzymywanym po marihuanie. Warto wiedzieć, że olejek eteryczny kocimiętki, poza działaniem psychoaktywnym, jest też bardzo skutecznym środkiem odstraszającym owady. By zapewnić sobie czyste od natrętnych insektów mieszkanie, warto powiesić jej gałązki koło okna (najlepiej wiązanki z piołunem, wrotyczem i bagnem) – oczywiście, pod warunkiem, że nie trzymamy w domu kota, bo w takim wypadku nie gwarantuję przetrwania w całości mebli i firanek.

Kozłek lekarski Valeriana officinalis jest pospolicie występującą na bagnach i terenach podmokłych byliną o charakterystycznym, uwielbianym przez koty (to ich afrodyzjak) zapachu. Jako surowiec stosuje się korzeń i kłącze zawierające walepotriaty, kwas walerenowy, walerenal i inne związki. W dawkach leczniczych stanowi łagodny środek uspokajający, w wyższych wykazuje działanie hipnotyczne – uspokojenie, senność i otępienie.

Kolejną rośliną narkotyczną jest chmiel zwyczajny Humulus lupulus. To wieloletnia pnąca bylina dwupienna, obecnie rzadko występująca w stanie dzikim w wilgotnych zaroślach i lasach liściastych, za to powszechnie uprawiana do celów spożywczych (hoduje się tylko osobniki żeńskie wytwarzające szyszki). Działanie narkotyczne wykazuje lupulina, czyli włoski gruczołowe otrzymywane przez otarcie szyszek chmielowych. Ma ona bardzo skomplikowany skład chemiczny: olejki eteryczne np. humulen, kwasy goryczkowe: alfa i beta – humulon i jego pochodne, lupulon i jego pochodne, flawonoidy i inne, z których niektóre przypominają strukturalnie tetrahydroksykannabinol (należący do rodziny Cannabaceae chmiel jest bliskim kuzynem konopi). Stąd efektem zażycia jest marihuanopodobny stan euforyczny z wyraźnymi cechami uspokojenia, aż do objawów otępienia. Warto wiedzieć, że oprócz uspokajania lupulina bardzo skutecznie obniża u człowieka popęd płciowy, co czasami było wykorzystywane w dawnym lecznictwie. Dlatego gwałtowny spadek libido po piwie wcale nie jest mitem i przypadkiem – może oznaczać tylko tyle, że napój był dobrej jakości a pechowiec okazał się bardziej wrażliwy na związki chmielu rozpuszczone w alkoholu od reszty populacji. Cóż, z idiosynkrazją się nie wygra, pechowemu panu mogę poradzić tylko jedno – przerzucić się na inne napoje.

Tatarak zwyczajny Acorus calamus jest silnie aromatyczną wieloletnią byliną rozpowszechnioną na terenach podmokłych, nad brzegami płytkich zbiorników wodnych. Został przywleczony na tereny Polski razem z Tatarami, którzy dodawali jego kłącza do wody, by zapobiec niestrawności i ku ogólnemu wzmocnieniu organizmu. W naszym klimacie nie owocuje. Surowcem jest kłącze, zawierające 4% olejku eterycznego, w skład którego wchodzi do 10% α- i β-azaronu – to ten składnik odpowiada za efekty narkotyczne. Efekt zażycia zależy od dawki – od uczucia zadowolenia i efektu stymulacji po halucynacje. Azaron jest też głównym składnikiem olejku kopytnika pospolitego Asarum europaeum, jednak roślina ta w dawkach wywierających działanie narkotyczne ma też efekt silnie wymiotny, co zdyskwalifikowało ją jako surowiec psychoaktywny. Jej drażniące działanie matomiast znalazło zastosowanie w medycynie ludowej, która wykorzystała kopytnik jako skuteczny i w miarę bezpieczny – w porównaniu do innych roślin używanych w tym celu – środek poronny.

Bylica piołun Arthemisia absinthium jest pospolitą ruderalną wieloletnią byliną o charakterystycznym zapachu i bardzo gorzkim smaku. Jako lek, przyprawa i surowiec psychoaktywny była znana już w starożytności, jednak prawdziwą sławę zyskała dopiero w wieku XIX, razem z nastaniem mody na absynt. Surowcem jest kwitnące ziele, zawierające 0,5% olejku eterycznego i liczne gorycze. Głównym związkiem działającym jest dominujący składnik olejku – tujon, wywierający na układ nerwowy efekt toksyczny, halucynogenny, uspokajający i uzależniający. Warto przy tym wiedzieć, że zawartość tujonu zależy w dużej mierze od wieku rośliny – im starsza, tym jest go więcej. Substancja ta jest bardzo słabo rozpuszczalna w wodzie, dlatego napary z piołunu nie mają żadnego działania narkotycznego, a stosowane są w problemach gastrycznych (bardzo skutecznie pomagają we wszelkiego rodzaju niestrawnościach – o ile da się radę przełknąć koszmarnie gorzki napój). Tujon bardzo dobrze rozpuszcza się za to w alkoholu, stąd psychoaktywne działanie absyntu, będącego rodzajem wysokoprocentowej wódki smakowej. W dawniejszych czasach piołunem odurzano się, paląc go, często w połączeniu z innymi ziołami. Tujon jest też składnikiem olejku eterycznego szałwii lekarskiej Salvia officinalis, bylicy pospolitej Artemisja vulgaris i wrotyczu pospolitego Tanacetum vulgare – jednak albo stężenie jest za niskie, by uzyskać efekt narkotyczny (szałwia), albo rośliny są zbyt trujące, by je stosować jako surowce psychoaktywne (pozostałe dwa gatunki). Tujon w nich zawarty znalazł jednak zastosowanie w medycynie – wyciągów z tych roślin używano jako bardzo skutecznego środka przeciw pasożytom – zarówno wewnętrznym, jak i zewnętrznym (a przeciw tym ostatnim stosuje się do dzisiaj – wyciąg z wrotyczu i bylicy bardzo skutecznie leczy wszawicę głowową) .

Związkiem o działaniu podobnym do tujonu, tylko jeszcze bardziej toksycznym, jest ledol, główny składnik olejku eterycznego bagna zwyczajnego Ledum palustre. Bagno zwyczajne to zimozielony krzew, dość pospolicie występujący na bagnach i torfowiskach, chroniony. Wydziela bardzo intensywny, specyficzny zapach. Wdychany olejek działa odurzająco, zaś w wyższych dawkach lub podany doustnie – jest silnie trujący. O sile działania ledolu przekonał się każdy, kto miał okazję w ciepły jesienny dzień zbierać żurawinę – dziwne oszołomienie, zawroty głowy i ogólna dezorientacja, jakie pojawiają się już po kilkunastu minutach przebywania na mokradłach, to właśnie efekt wdychania olejku bagna (wymieszanego z lotnymi produktami fermentacji i torfu). Dłuższe przebywanie może wywołać omamy – nie bez powodu nasi przodkowie wierzyli w złe duchy mieszkające na bagnach. Nic dziwnego, że uznawali bagno za roślinę magiczną i wykorzystywali do okadzania domów w celu wypędzenia złych duchów (a przy okazji owadów – olejek bagna bardzo skutecznie odstrasza insekty).

Rośliną konkurującą toksycznością z pokrzykiem wilczą jagodą, a jednak dawniej wykorzystywaną jako narkotyk, jest wspominany już wyżej – szczwół plamisty Conium maculatum. Ta dwuletnia roślina ruderalna, dość pospolicie występująca na terenie niemal całej Europy, charakteryzuje się specyficznym zapachem, kojarzącym się z nieżywymi myszami w stanie zaawansowanej nieświeżości (nie sposób go z niczym pomylić, zignorować, a samo wytrzymanie jest zadaniem trudnym do wykonania). Surowcem była cała roślina – na wiosnę zbierano korzenie, później silniejsze działanie wywierało ziele. Jako narkotyk stosowano go w połączeniu z lulkiem i sałatą jadowitą do usypiania przed operacjami, wyciągi z niego używane były przez dawne ludy germańskie jako pobudzający narkotyk. Szczwół jest śmiertelnie trujący, w starożytności stosowano go do wykonywania egzekucji – to nim otruto Sokratesa, a nie, jak uważa się powszechnie, szalejem jadowitym. Szczwół stanowił także główny składnik opisanego w „Makbecie” „odwaru czarownic”.

Na szczwole kończę się ten krótki przegląd roślin psychoaktywnych. Oczywiście, tematowi daleko do wyczerpania, bo skomplikowana sieć powiązań między wierzeniami, medycyną, kulturą a roślinami psychoaktywnym została jedynie zasygnalizowana. Celem tego artykułu było jedynie przybliżenie wybranych roślin wraz z opisem działania, co przy popularności szeroko pojętej fantasy i modzie na „pogaństwo” wydaje się wartościowe i przydatne. Rośliny psychoaktywne są zdecydowanie zbyt mało znane w porównaniu do znaczenia, jakie miały dla naszych przodków. A szkoda, bo – mimo „kontrowersyjności” tematu – przemilczanie go znacząco wyjaławia obraz dawnych kultur i cywilizacji. Tak samo wyjaławia go traktowanie dawnych świętych, magicznych roślin jak zabawki, chwilową rozrywkę. W dawnych czasach, mimo powszechnego stosowania surowców psychoaktywnych, narkomania praktycznie nie istniała. Za mocno je szanowano. Stąd mój apel na koniec: jeśli interesujecie się dawnymi kulturami i fantasy, nie eksperymentujcie z opisanymi roślinami w domu przez szacunek dla naszego wspólnego, fascynującego dziedzictwa!