Niebieski Tropiciel -fragment książki Carlosa Castanedy

 NIEBIESKI TROPICIEL

horizon

Śniło mi się coś zupełnie bezsensownego. Była przy mnie Carol Tiggs. Mówiła do mnie, ale nie mogłem zrozumieć jej słów. Był tam również don Juan i wszyscy członkowie jego grupy. Próbowali wyciągnąć mnie z jakiegoś szalonego świata, w którym tliło się mdłe, żółtawe światło.

Po długich zmaganiach, podczas których wiele razy traciłem ich na jakiś czas z oczu, zdołali mnie wreszcie stamtąd wyratować. Ponieważ nie mogłem pojąć celu całego przedsięwzięcia, w końcu doszedłem do wniosku, że śni mi się normalny, chaotyczny sen.

Jakież było moje zdumienie, kiedy obudziłem się i odkryłem, że leżę w łóżku, w domu don Juana. Nie mogłem się poruszyć. Byłem zupełnie pozbawiony energii. Nie wiedziałem, co myśleć, chociaż od razu uświadomiłem sobie powagę sytuacji. Miałem niejasne przeczucie, że straciłem całą energię na skutek wyczerpania spowodowanego śnieniem.

Towarzysze don Juana zdawali się niezwykle poruszeni tym, co się ze mną działo. Stale przychodzili do mojego pokoju, ale tylko pojedynczo. Każdy z nich stal przez chwilę w całkowitym milczeniu, a potem przychodził następny. Wydawało mi się, że na zmianę mnie pilnują. Byłem jednak zbyt słaby, by poprosić o wyjaśnienie ich dziwnego zachowania.

W ciągu następnych dni poczułem się lepiej i zaczęli rozmawiać ze mną o moim śnieniu. Z początku nie wiedziałem, czego ode mnie chcą. W końcu, na podstawie pytań, które mi zadawali, pojąłem, że mają obsesję na punkcie świata cieni. Każdy zdawał się przestraszony i mówił mi mniej więcej to samo. Powtarzali mi, że nigdy nie byli w świecie cieni, a niektórzy utrzymywali nawet, że nic nie wiedzą o jego istnieniu. Ich wyznania i reakcje sprawiły, że odczuwałem coraz większy zamęt i strach.

– Kto zabrał cię do tego świata? I skąd w ogóle wiedziałeś, jak tam się dostać? – pytali wszyscy.

Gdy powiedziałem, że to tropiciele pokazali mi tamten świat, nie mogli mi uwierzyć. Najwyraźniej przyjęli, że byłem tam naprawdę, nie mogąc jednak odwołać się do własnego doświadczenia jako punktu odniesienia, nie potrafili zgłębić moich słów. Chcieli jednak wiedzieć wszystko, co wiem o cieniach i ich świecie. Spełniłem ich prośby. Wszyscy, z wyjątkiem don Juana, usiedli przy moim łóżku i wsłuchiwali się z uwagą w każde moje słowo. Gdy tylko jednak pytałem ich o moją sytuację, rozbiegali się zupełnie jak cienie.

Niepokoiło mnie jeszcze coś. Chorobliwie unikali jakiegokolwiek kontaktu fizycznego ze mną, co nigdy przedtem się nie zdarzało. Trzymali się z daleka ode mnie, jakbym był trędowaty. Ich zachowanie tak mnie martwiło, że musiałem ich o to zapytać. Zaprzeczyli moim zarzutom. Zdawali się urażeni moim pytaniem i to do tego stopnia, iż usiłowali udowodnić mi, że się mylę. Roześmiałem się serdecznie, rozbawiony wynikłym z tego napięciem. Sztywnieli bowiem za każdym razem, gdy próbowali mnie objąć.

Jedynie Florinda Grau, najbliższa towarzyszka don Juana, nie obawiała się fizycznego kontaktu ze mną; otaczała mnie troskliwą opieką i próbowała wyjaśnić, co się dzieje. Powiedziała, że utraciłem moją energię w świecie istot nieorganicznych, po czym ją odzyskałem. Jednak mój nowy ładunek energetyczny dla większości z nich jest nieco niepokojący.

Florinda kładła mnie do łóżka każdego wieczoru, jakbym był kaleką. Nawet przemawiała do mnie jak do dziecka, na co reszta reagowała salwami śmiechu. Pomijając jednak pośmiewisko, które ze mnie robiła, doceniałem jej troskę, chyba zresztą autentyczną.

Pisałem już kiedyś o Florindzie w związku z naszym pierwszym spotkaniem. Była to najpiękniejsza kobieta, jaką w życiu spotkałem. Kiedyś powiedziałem jej zupełnie szczerze, że powinna była zostać modelką w magazynie mody.

– Tak, w magazynie z tysiąc dziewięćset dziesiątego roku – odparowała.

Florinda, chociaż miała już swoje lata, wcale nie była stara. Była młoda i pełna życia. Gdy zapytałem don Juana o źródło jej niezwykłej młodości, dowiedziałem się, że to magia utrzymuje ją w tak dobrym stanie.

– Energia czarowników – dodał don Juan – dla oka jest młodością i wigorem.

Gdy towarzysze don Juana zaspokoili już swoją pierwotną ciekawość świata cieni, przestali wchodzić do mojego pokoju. Zadawali jedynie zdawkowe pytania dotyczące mojego stanu zdrowia. Jednak kiedy tylko próbowałem wstać, zaraz zjawiał się któryś z nich i delikatnie kładł mnie z powrotem do łóżka. Nie pragnąłem ich posługi, a jednak najwidoczniej ich potrzebowałem; ciągle jeszcze byłem słaby. Pogodziłem się z tym. Najbardziej jednak dokuczało mi to, że nie udało mi się nakłonić nikogo z nich, by wytłumaczył mi, co ja właściwie robię w Meksyku, skoro położyłem się spać w Los Angeles. Ciągle ich o to pytałem, ale wszyscy odpowiadali niezmiennie:

– Zapytaj naguala. Tylko on może ci to wyjaśnić. W końcu Florinda się przełamała.

– Wpadłeś w pułapkę – powiedziała. – Właśnie to ci się przytrafiło.

– Gdzie wpadłem w tę pułapkę?

– W świecie istot nieorganicznych, rzecz jasna. To właśnie z nimi miałeś do czynienia od lat, prawda?

– Tak, jak mówisz, Florindo. Możesz mi powiedzieć, jaka to była pułapka?

– Chyba nie. Wiem tylko, że straciłeś tam całą swoją energię. Ale walczyłeś bardzo dzielnie.

– Dlaczego jestem chory, Florindo?

– Nie zmogła cię choroba. Doznałeś uszczerbku na swej energii. Byłeś w stanie krytycznym, ale teraz jesteś tylko poważnie ranny.

– Jak to się stało?

– Stoczyłeś walkę na śmierć i życie z istotami nieorganicznymi i zostałeś pokonany.

– Nie pamiętam żadnej walki, Florindo.

– To nie ma żadnego znaczenia. Walczyłeś i zostałeś zdeklasowany. Nie miałeś cienia szansy z mistrzami manipulacji.

– Walczyłem z istotami nieorganicznymi?

– Tak. Stoczyłeś z nimi śmiertelny pojedynek. Doprawdy nie wiem, w jaki sposób zdołałeś przeżyć ich miażdżący cios.

Nie chciała powiedzieć mi już nic więcej. Napomknęła tylko, że może niebawem odwiedzi mnie nagual.

Następnego dnia pojawił się don Juan. Był bardzo jowialny i dodawał mi otuchy. Żartobliwie obwieścił, że składa mi wizytę jako pełniący obowiązki lekarza energetycznego. Zbadał mnie, przypatrując mi się od stóp do głów.

– Jesteś już prawie uleczony – posumował.

– Co się ze mną stało, don Juanie? – zapytałem.

– Wpadłeś w pułapkę, jaką zastawiły na ciebie istoty nieorganiczne – odparł.

– A jak się tutaj znalazłem?

– Tu właśnie kryje się wielka tajemnica, bez dwóch zdań – powiedział i uśmiechnął się dobrodusznie, najwyraźniej próbując rozładować nieco powagę sytuacji. –Istoty nieorganiczne pojmały cię całego, łącznie z ciałem. Najpierw, gdy poszedłeś za jednym z ich tropicieli, ściągnęły do swojego królestwa twoje ciało energetyczne, a potem fizyczne.

Towarzysze don Juana wyglądali na zszokowanych. Jeden z nich zapytał, czy istoty nieorganiczne rzeczywiście mogą kogoś porwać. Don Juan odparł, że bez wątpienia mogą to zrobić. Przypomniał o nagualu Eliasie, który został uprowadzony do ich świata, chociaż wcale nie zamierzał się tam udać.

Wszyscy przytaknęli, kiwając głowami. Don Juan dalej rozmawiał z nimi, mówiąc o mnie w trzeciej osobie. Powiedział, że połączona świadomość istot nieorganicznych najpierw pochłonęła moje ciało energetyczne, zmuszając mnie do gwałtownej reakcji emocjonalnej na widok uwięzionego tropiciela. Potem ta sama połączona świadomość ściągnęła do swojego świata moje bezwładne ciało. Don Juan dodał, że bez ciała energetycznego człowiek jest tylko bryłą organicznej materii, którą świadomość może z łatwością manipulować.

– Istoty nieorganiczne są sklejone ze sobą jak komórki naszego ciała – ciągnął don Juan. – Gdy połączą swoją świadomość, są nie do pokonania. Wyrwanie nas z naszego świata i umieszczenie we własnym nie sprawia im żadnych trudności. Zwłaszcza jeśli się wyróżniamy i jesteśmy tak dostępni, jak on.

O ściany pokoju odbiły się echem westchnienia i głośne oddechy towarzyszy don Juana. Wszyscy wydawali się naprawdę przestraszeni i zatroskani.

Chciałem obwinić don Juana, że nie zatrzymał mnie w porę, lecz przypomniałem sobie, że próbował mnie ostrzec, nakłonić do zmiany postępowania, lecz nadaremnie. Don Juan doskonale wiedział, o czym myślałem, i posłał mi znaczący uśmiech.

– Myślisz, że jesteś chory – powiedział, zwracając się do mnie – ponieważ istoty nieorganiczne pozbawiły cię twojej energii i obdarowały swoją. To wystarczy, by zabić. Jako nagual masz dodatkową energię i tylko dlatego przeżyłeś.

Wspomniałem, że pamiętam jakieś oderwane kawałki snu. Śniło mi się, że przebywałem w jakimś żółtawym świecie, z którego wyciągnął mnie don Juan wraz z Carol Tiggs i swymi towarzyszami.

– Dla fizycznego oka królestwo istot nieorganicznych wygląda jak żółtawy, zamglony świat – wyjaśnił don Juan. – Myślałeś, że oglądasz normalny, chaotyczny sen, a tymczasem po raz pierwszy patrzyłeś fizycznym wzrokiem na wszechświat istot nieorganicznych. Może to dziwne, ale dla nas był to również pierwszy raz. Wiedzieliśmy o tej żółtej mgle jedynie z opowieści czarowników, nie z doświadczenia.

To wszystko nie miało dla mnie sensu. Don Juan zapewnił mnie, że dokładniejsze wyjaśnienie jest niemożliwe z powodu moich braków energetycznych.

– Musisz się zadowolić na razie tym, co ci mówię i co z tego pojmiesz – powiedział.

– Wcale tego nie pojmuję – zaprotestowałem.

– A zatem nic ci nie umknęło. Gdy poczujesz się lepiej, sam sobie odpowiesz na wszystkie pytania.

Wyznałem don Juanowi, że odczuwam fale gorączki. Moja temperatura nagle wzrastała; byłem cały spocony i gorący. Doznawałem wtedy nadzwyczajnego, lecz niepokojącego uczucia, że rozumiem sytuację, w której się znalazłem. Don Juan zlustrował całe moje ciało swoim przenikliwym wzrokiem i stwierdził, że znajduję się w stanie szoku energetycznego. Cierpiałem na tymczasową utratę energii, a to, co interpretuję jako fale gorączki, to w zasadzie rozbłyski energii, podczas których chwilowo odzyskuję kontrolę nad moim ciałem energetycznym i mam świadomość wszystkiego, co mi się przytrafiło.

– Wysil się i powiedz mi, co się wydarzyło w świecie istot nieorganicznych – nakazał mi don Juan.

Powiedziałem mu, że od czasu do czasu mam wyraźne wrażenie, że wraz ze swoimi towarzyszami udał się fizycznie do tego świata i wyrwał mnie z uścisku istot nieorganicznych.

– Zgadza się! – krzyknął don Juan. – Dobrze ci idzie. A teraz zamień to wrażenie na widok tego, co się zdarzyło.

Nie byłem jednak w stanie tego zrobić, chociaż usilnie się starałem. Poczułem niesamowite zmęczenie wypalające mnie od środka. Zanim don Juan wyszedł z pokoju, powiedziałem mu, że jestem bardzo niespokojny.

– To nic nie znaczy – odparł niewzruszony. – Odzyskaj swoją energię i nie martw się bzdurami.

Minęły dwa tygodnie, w których trakcie odzyskiwałem powoli energię. Jednak ciągle się wszystkim martwiłem, a najbardziej tym, że będę dla siebie nie znany. Niepokoił mnie zwłaszcza mój chłód wewnętrzny, którego wcześniej u siebie nie zauważyłem; rodzaj obojętności, którą wiązałem z chwilowym brakiem energii. A potem zdałem sobie sprawę, że jest to nowa cecha mojej osobowości, cecha, która na stałe pozbawiła mnie synchronizacji. Aby wywołać uczucia, do których byłem przyzwyczajony, musiałem przywołać je i czekać, aż się pojawią w moim umyśle.

Inną moją nową cechą było jakieś dziwne uczucie tęsknoty, które ogarniało mnie od czasu do czasu. Tęskniłem za kimś, kogo nie znałem. Było to tak wszechogarniające i intensywne uczucie, że musiałem wstawać i chodzić po pokoju, by je złagodzić. Tęsknota ta żyła we mnie aż do chwili, gdy nie zrobiłem użytku z jeszcze jednego nowego przybysza, który zjawił się w moim życiu: ścisłej samokontroli, która była tak silna, że tylko podsyciła moje zmartwienia.

Przed końcem czwartego tygodnia rekonwalescencji wszyscy uznali, że jestem już zdrowy, i przestali mnie odwiedzać. Większość czasu spędzałem samotnie. Spałem i wypoczywałem, a moja energia zaczęła szybko rosnąć. Poczułem, że wracam do siebie. Zacząłem nawet ćwiczyć.

Pewnego dnia koło południa, po lekkim posiłku, wróciłem do swojego pokoju, aby się zdrzemnąć. Przed zapadnięciem w głęboki sen przewracałem się w łóżku, próbując się jakoś ułożyć, gdy nagły nacisk na skronie zmusił mnie do otwarcia oczu. U stóp mojego łóżka stała mała dziewczynka ze świata istot nieorganicznych i spoglądała na mnie zimnymi, stalowoniebieskimi oczami.    Ethereal child 336x540

Skoczyłem na równe nogi i wrzasnąłem tak głośno, że w pokoju natychmiast zjawili się trzej towarzysze don Juana. Stanęli jak wryci. Patrzyli z przerażeniem na dziewczynkę, która zbliżyła się do mnie, zatrzymując się na granicy mojego świetlistego ciała. Patrzyliśmy na siebie przez wieczność. Mówiła coś do mnie, ale początkowo nie mogłem tego zrozumieć. Po chwili jednak wszystko stało się jasne. Mówiła, że jeśli chcę ją zrozumieć, muszę przemieścić swoją świadomość z mojego ciała fizycznego do ciała energetycznego.

W tym momencie zjawił się don Juan. Dziewczyna i don Juan patrzyli na siebie przez chwilę. Nie wypowiedziawszy jednego słowa, don Juan obrócił się i wyszedł z pokoju. Dziewczynka pomknęła za nim.

Wśród towarzyszy don Juana zapanowało wielkie poruszenie. Wszyscy stracili zimną krew. Najwidoczniej każdy z nich dostrzegł, jak dziewczynka wyszła z pokoju za nagualem.

O mało nie eksplodowałem. Poczułem się słabo i musiałem usiąść. Obecność dziewczynki podziałała na mnie jak uderzenie w splot słoneczny. Zdumiewająco przypominała mojego ojca; ogarnęła mnie fala wspomnień. Zastanawiałem się, co to może oznaczać, aż poczułem, że robi mi się niedobrze.

Zanim don Juan powrócił do pokoju, odzyskałem nieco kontrolę nad sobą. Byłem tak ciekaw tego, co ma do powiedzenia o małej dziewczynce, że z ledwością mogłem złapać oddech. Wszyscy byli równie podnieceni jak ja. Wszyscy naraz zaczęli mówić do don Juana i roześmieli się, gdy to dostrzegli. Przede wszystkim chcieli się dowiedzieć, czy wszyscy postrzegali tropiciela tak samo. Wszyscy zgodzili się co do tego, że ujrzeli małą, bardzo szczupłą dziewczynkę w wieku sześciu, może siedmiu lat, o pięknych, regularnych rysach twarzy. Zgodzili się również, że miała ona stalowoniebieskie oczy płonące niemym uczuciem wdzięczności i lojalności.

Zgodziłem się z każdym szczegółem, który opisali. Jej oczy były tak jasne i przytłaczające, że niemal sprawiały mi ból. Czułem ciężar jej spojrzenia na piersiach.

Wszyscy towarzysze don Juana – a razem z nimi i ja –zastanawiali się nad tym, co może wynikać z tego zdarzenia. Wszyscy się zgodziliśmy, że tropiciel był cząstką obcej energii, która zdołała pokonać granicę oddzielającą drugą uwagę od uwagi zwyczajnego świata. Przyjęli, że skoro nie śnili, a mimo to wszyscy ujrzeli obcą energię, która przybrała kształt dziecka, to dziecko to musi istnieć.

Dowodzili, że muszą być setki, jeśli nie tysiące, przypadków, gdy obca energia przenika niezauważenie do świata ludzi, pokonując naturalne bariery. Jednak w historii ich linii nie było żadnej wzmianki o podobnym zdarzeniu. Najbardziej męczyło ich to, że nie mówiły o tym opowieści czarowników.

– Czy to pierwszy taki wypadek w historii ludzkości? – zapytał jeden z nich don Juana.

– Myślę, że zdarza się to przez cały czas – odparł –ale nigdy w tak otwarty, zamierzony sposób.

– Jakie to ma dla nas znaczenie? – zapytał inny.

– Dla nas żadne, ale dla niego ogromne – odparł don Juan i wskazał na mnie.

Zapadło kłopotliwe milczenie. Don Juan chodził przez chwilę po pokoju. Następnie stanął przede mną i przypatrywał mi się; sprawiał wrażenie kogoś, kto nie może znaleźć odpowiednich stów, by wyrazić przytłaczające go myśli.

– Nie potrafię nawet rozpoznać rozmiarów tego, co zrobiłeś – odezwał się w końcu don Juan z nutą dezorientacji w głosie. – Wpadłeś w pułapkę, ale nie taką, której się obawiałem. Ta pułapka była przeznaczona wyłącznie dla ciebie i była bardziej zgubna, niż mogłem to sobie wyobrazić. Obawiałem się, że padniesz ofiarą pochlebstw i obietnicy wygód. Nigdy natomiast nie brałem pod uwagę tego, że cienie zastawią pułapkę, wykorzystując do tego twoją wrodzoną awersję do kajdanów.

Don Juan porównał kiedyś swoje i moje reakcje w świecie czarowników na sprawy, które nas najbardziej ograniczały. Powiedział, bez żalu w głosie, że chociaż chciał i próbował, nigdy nie zdołał wzbudzić w ludziach takiego uczucia, jakie potrafił wzbudzać jego nauczyciel, nagual Julian.

– Moja obiektywna reakcja – którą przedstawiam ci zupełnie jasno, byś mógł ją ocenić – to umiejętność szczerego wyznania: “Nie jest mi pisane wzbudzać ślepą i bezgraniczną miłość. W porządku!” Twoja obiektywna reakcja – ciągnął – to nienawiść do kajdan i gotowość zaprzepaszczenia życia, by je rozerwać.

Nie zgodziłem się z nim i powiedziałem, że przesadza. Nie miałem aż tak jasno sprecyzowanych poglądów.

– Nie martw się – roześmiał się. – Magia to działanie. Nadejdzie czas, że i w twoim działaniu odnajdzie się pasja. Moja pasja to pogodzić się z własnym losem, nie biernie jak idiota, lecz aktywnie jak wojownik. Twoja pasja to spontanicznie działać, rzucić się bez wyrachowania i bez wahania, by przeciąć czyjeś kajdany.

Don Juan wyjaśnił, że mieszając swoją energię z energią tropiciela, przestałem w rzeczywistości istnieć. Wówczas moje ciało fizyczne zostało przeniesione do królestwa istot nieorganicznych. I gdyby nie tropiciel, który poprowadził don Juana i jego towarzyszy do mnie, umarłbym albo pozostał w tamtym świecie, bezpowrotnie stracony.

– Dlaczego tropiciel zaprowadził was do mnie? – zapytałem.

– Ten tropiciel jest czującą istotą, pochodzącą z innego wymiaru. Teraz przybrał postać małej dziewczynki, która powiedziała mi, że aby zdobyć energię potrzebną do przełamania bariery, za którą został uwięziony w świecie istot nieorganicznych, musiał zabrać ci całą twoją. Z niej biorą się jej cechy ludzkie. Przywiódł ją do mnie rodzaj wdzięczności. Gdy ją ujrzałem, od razu wiedziałem, że już po tobie.

– Co zrobiłeś potem, don Juanie?

– Zebrałem wszystkich tych, do których udało mi się dotrzeć, a w szczególności Carol Tiggs, i wyruszyliśmy prosto do królestwa istot nieorganicznych.

– Dlaczego Carol Tiggs?

– Po pierwsze dlatego, że posiada ona nieskończony zasób energii, a po drugie, ponieważ musiała zaznajomić się z tropicielem. Każdy z nas zyskał na tym przeżyciu coś nieocenionego. Ty i Carol Tiggs otrzymaliście tropicieli. My zaś powód, by zebrać swoją fizyczność i umieścić ją na naszych ciałach energetycznych. W ten sposób staliśmy się energią.

– Jak to zrobiliście?

– Przemieściliśmy, wszyscy jednocześnie, swoje punkty połączenia. Reszty dokonał nasz nieskazitelny zamiar uratowania ciebie. Tropiciel w mgnieniu oka zabrał nas do miejsca, gdzie leżałeś na wpół martwy, i Carol cię wyciągnęła.

Wyjaśnienie don Juana nie miało dla mnie żadnego sensu. Roześmiał się, gdy próbowałem mu to powiedzieć.

– Jak możesz to zrozumieć, skoro nie masz nawet dość energii, by podnieś się z łóżka? – odparł.

Wyznałem mu, że jestem pewny, iż wiem nieskończenie więcej, niż mogłem tego racjonalnie dowieść, lecz coś trzyma moją pamięć pod kloszem.

– To brak energii umieścił twoją pamięć pod kloszem – powiedział don Juan. – Gdy będziesz miał dość energii, twoja pamięć znów będzie działać jak trzeba.

– Twierdzisz, że przypomnę sobie wszystko, gdy tylko będę chciał?

– Niezupełnie. Możesz sobie chcieć, ile ci się podoba, lecz jeśli twój poziom energii nie odpowiada randze tego, co wiesz, możesz się pożegnać ze swoją wiedzą. Nigdy do niej nie dotrzesz.

– Więc co mam zrobić, don Juanie?

– Energia ma tę właściwość, że można ją gromadzić. Jeśli będziesz nieskazitelny na ścieżce wojownika, nadejdzie moment, gdy odzyskasz pamięć.

Przyznałem, że słuchając słów don Juana, utwierdzam się w absurdalnym przekonaniu, iż jedynie folguję sobie, litując się nad sobą dlatego, że w istocie nie dzieje się ze mną nic złego.

– To nie tylko folgowanie sobie – powiedział. – Cztery tygodnie temu byłeś praktycznie martwy energetycznie. Teraz jesteś tylko oszołomiony. To oszołomienie i brak energii powodują, że nie masz dostępu do swojej wiedzy. Z pewnością wiesz więcej o świecie istot nieorganicznych niż my wszyscy. Ten świat był wyłącznie domeną dawnych czarowników. Mówiliśmy ci wszyscy, że znamy go jedynie z ich opowieści. Szczerze przyznaję, iż bardzo zdumiewa mnie to, że stałeś się dla nas równie wiarygodnym, kolejnym źródłem opowieści czarowników.

Powtórzyłem, że nie mogę uwierzyć, iż mogłem dokonać czegoś, czego on nie dokonał. Nie mogłem jednak uwierzyć i w to, że mówi to wszystko, by mnie uspokoić.

– Nie schlebiam ci ani też nie chcę cię uspokajać –powiedział najwyraźniej zirytowany. – Wypowiadam jedynie pewną prawdę magii. Świadomość, że wiesz więcej o tamtym świecie niż my, nie powinna być dla ciebie powodem do zadowolenia. Z tej wiedzy nie wynikają bowiem żadne korzyści. Prawdę powiedziawszy, pomimo tego wszystkiego, co wiesz, nie potrafiłeś się uratować. Uratowaliśmy cię tylko dlatego, że zdołaliśmy cię odnaleźć. Lecz bez pomocy tropiciela nie byłoby nawet sensu próbować. Byłeś tak bezpowrotnie zagubiony w tamtym świecie, że aż drżę na samą myśl o tym.

W ówczesnym stanie mojego umysłu nie wydawało mi się wcale dziwne, że dostrzegam niemal, jak fala emocji porusza towarzyszami i uczniami don Juana. Jedynie Carol Tiggs pozostała niezmienna. W pełni zaakceptowała swoją rolę. Byliśmy jednością.

– Udało ci się uwolnić tropiciela – mówił dalej don Juan – ale oddałeś za to swoje życie albo co gorsza, swoją wolność. Istoty nieorganiczne wypuściły tropiciela w zamian za ciebie.

– Nie mogę w to uwierzyć, don Juanie. Zrozum, nie dlatego, że wątpię w to, co mówisz; opisujesz jednak tak perfidny manewr, że czuję się oszołomiony.

– Nie traktuj tego jak perfidny manewr, a będziesz miał całą sytuację jak na dłoni. Istoty nieorganiczne wiecznie poszukują świadomości i energii. Jeśli dasz im możliwość zdobycia obu, jak myślisz, co zrobią? Puszczą do ciebie oko z drugiej strony ulicy?

Wiedziałem, że don Juan ma rację. Nie udało mi się jednak utrzymać tej pewności zbyt długo; ciągle traciłem jasność spojrzenia.

Towarzysze don Juana bez końca zadawali mu pytania. Chcieli wiedzieć, czy myślał o tym, co zrobić z tropicielem.

– Tak, myślałem. To niezwykle skomplikowany problem, który będzie musiał rozwiązać ten tutaj nagual – powiedział, wskazując na mnie. – On i Carol Tiggs są jedynymi osobami, które wiedzą, jak uwolnić tropiciela. I on też wie.

– Jak mogę go uwolnić? – zadałem jedyne możliwe w tamtej chwili pytanie.

– Mógłbym ci powiedzieć, ale jest znacznie lepszy i bardziej odpowiedni sposób, by się tego dowiedzieć – powiedział don Juan, uśmiechając się szeroko. – Zapytaj wysłannika. Wiesz, że istoty nieorganiczne nie potrafią kłamać.

maxresdefault

Początki OOBE

OOBE-2-640x426Jeszcze a’propos opuszczeń wyjść z ciała o jakich rozpisywał się Monroe,moja przygoda z nimi zaczęła się od bardzo realistycznych snów …porównywalnych do świadomości dnia codziennego.Pewnej nocy miałam wrażenie choć w  zasadzie to była raczej pewność,że się obudziłam. Pierwsze co dostrzegłam to jak po stole pisze długopis… sam pisze a ja wiem,że stoi za tym jakaś siła… leżąc w łóżku wystraszona zastanawiam się co zrobić!? Takie odstępstwo od normalności mnie przeraża.Czuję,że koniecznie muszę coś zrobić by przywrócić ład,by świat znowu do siebie pasował i tym samym bym mogła poczuć się dobrze. Wstaję, podchodzę do stołu,zabieram ten długopis i mówię dość ….z kolei w mojej głowie odzywa się głos mówiący:jasne udawaj dalej,że nic się nie dzieje ….tak mnie to przestraszyło,że się tym razem naprawdę się obudziłam się w łóżku …z walącym sercem.
I  byłby to  koniec tej historii gdyby nie jeszcze jedna dziwna rzecz kiedy wyszłam rano na taras… zobaczyłam długopis ze snu leżący w trawie niedaleko tarasu!?Jako niezmordowana fanka logiki założyłam oczywiście,że to sprawka moich dzieci ale cichy głos gdzieś tam w głowie podszeptuje,że to dziwne,że akurat ten długopis, akurat tam….akurat wtedy…

oobe_podroz

Dwa tygodnie później budzę się nad ranem ….budzę się dlatego,iż wyraźnie czuję,że ktoś stoi koło mojego łóżka,mam wrażenie,że ma jakieś urządzenie, które świecie się na zielonkawy kolor. Kiedy się budzę już go nie widzę ale wyczuwam jego obecność.Jest jakoś tak dziwnie jasno ….jaśniej pomimo,że jest nad ranem wiem o tym bo wstawałam o 5.00,byłam w pełni rozbudzona, patrzyłam przez okno na świecącą Wenus,później kładłam się ponownie do łóżka. Jest środek zimy,więc nasza Polska noc polarna o tej godzinie jest zawsze ciemno!?…Patrzę na zegar pokazuje godzinę 12.30 myślę,że to dziwne ….tłumaczę sobie,że się zatrzymał ,ale przecież wiem,że pokazywał 5.00 kiedy wstawałam. Moja uwaga co chwilę wraca do zegara…..czuję,że coś ewidentnie jest nie tak jak być powinno a zegar jest odpowiedzią. Próbuję zapalić światło jednak z jakiegoś powodu zupełnie mi się to nie udaje …usłużna logika podpowiada mi,że z pewnością nie ma prądu ….ale ta godzina dlaczego 12.30 ….myślę….schylam się pod stolik sprawdzić czy może lampa nie jest wpięta w kontakt .W tym momencie robi się jeszcze dziwniej widzę jak z gniazdka wydobywa się niebieskawa poświata promieniowania .Zaczynam wpadać w panikę …bo wszystko jest nie tak przez moment widzę jak mój pies ucieka przede mną do korytarza, czuję impuls każący wrócić mi do łóżka do ciała …wtedy się budzę i już wiem dlaczego te sny są ostatnio tak realne, a mój pies dziwnie mi się przygląda 🙂

wielowymiarowość śnienia

Don Juan mawiał,że śnienie to stan wytwarzający energię i otwierający stwarzanie innych realnych światów ….

51af46d2cfa8ce67addd8de2e136db41,2,0 Pewniej nocy śnię,że jestem kobietą w innym świecie(wymiarze)Tej kobiecie uratował życie mężczyzna z jej snów ..z wymiaru innego niż jej wymiar.W moim śnie pojawia się alegoria do tego,że coś za nią wypił jak przysłowiowe nawarzone piwo.Ona to ja ..inna ja śniąc dowiedziała się o nim,o jego istnieniu, o tym co zrobił ..zobaczyła to w swoim śnie! Ja zobaczyłam to jej oczami. Postanawiam do niego pójść wiem gdzie i kiedy będzie,gdzie mogę go znaleźć… wyśniłam to.Wszystko dzieje się jakby na wielu płaszczyznach w jednym śnie a nasze świadomości się przenikają.Wiem,że będzie z rodziną dwójką dzieci i ojcem jadł obiad w pewnej restauracji.Idąc do niego we śnie chcę podziękować za to co zrobił…niosę też prezent ale nie wiem co to jest! Wiem tylko,że go mam i,że chce mu go dać.Kiedy już jestem na ulicy pod restauracją denerwuję się,że mnie nie pozna,że może nie zrozumie.Stoję na tej ulicy i widzę trzy restaurację wszystkie obok siebie tracę pewność w,której mogłabym go odnaleźć.Wchodzę po kolei do każdej. W dwóch pierwszych nie odnajduję go.Za to w trzeciej spotykam koleżankę szukamy go razem ale ona jakoś szybko się zniechęca i mówi,że powinnyśmy już pójść i,że go tu nie ma! Chce iść szukać gdzieś indziej.Ale ja gdzieś niejasno i głęboko w sobie czuję,że on tu jest,że muszę zaufać swojemu odczuciu ….w pewnym momencie zakłada okulary i wtedy go poznaję!!

Podchodzę i mówię kim jestem on się uśmiecha,wyczuwam jednak jego zakłopotanie daję mu prezent… mówi,że nie wie o co chodzi ale wstaje i podchodzi do mnie.Intuicyjnie wiem,że ma odczucie,że się znamy,że stanowimy jedność ale i on podlega zapomnieniu swojego świata.Stoi na przeciw mnie zdezorientowany…nagle spontanicznie postanawiam go pocałować coś mi mówi,że to otworzy jego pamięć.To coś jak danie cząstki swojej energii by wróciła mu pamięć…albo mówiąc językiem Carlosa by przesunął się punkt połączenia i odżyła utracona pamięć.Kiedy zaczynam go całować jest zaskoczony ale oddaje mi pocałunek a z nim czuję,że wraca w nim odległe wspomnienie tego kim jestem.Jest zaskoczony niepewny i oczarowany.Sen zaczyna się rozmywać a ja tracę go z oczu.Wiem jednak,że coś sobie uświadomił.Stojąc sam po środku restauracji poczuł dotyk nieskończoności.

Znajduję się na dworcu bardzo nowoczesnym dworcu…zastanawiam się jak wrócę do domu kompletnie nie rozeznaję się w jaki sposób kupić bilet czy odnaleźć właściwy peron. Jest tu tak nowocześnie i zupełnie inaczej niż w świecie,który znam. Zastanawiam się jak sobie poradzę.Koło mnie pojawia się mała dziewczynka tym samym wiem,że już nie muszę się martwić zawsze potrafi mnie zabrać z powrotem.Doskonały z niej zwiadowca a podróże między wymiarami to jej żywioł.Idę z nią do terminalu,obsługuje go kobieta okazuje się,że wie jak i gdzie mnie odesłać. Jednak idąc ulicą koło mojego domu odkrywam coś dziwnego mam na lewej ręce w okolicy nadgarstka mam przyklejoną jakby ranę ale daje się ją zerwać przypomina jakby kawałek elastycznej gumy w kolorze czerwonego wina.Zrywam ją oglądam… skóra pod nią jest nienaruszona wyrzucam,więc ją w krzaki i idę do domu.:) nie było kosza 🙂

pocalunek

 

 

C.Castaneda”sztuka śnienia” trzecia brama śnienia

TRZECIA BRAMA ŚNIENIAfdsfsdfsdffsdf

– Do trzeciej bramy śnienia dochodzisz wtedy, gdy stwierdzasz, że śniąc, patrzysz na śpiącą osobę. I okazuje się, że ta osoba to ty sam – powiedział don Juan.

Mój poziom energii był już wtedy tak pobudzony, że natychmiast zabrałem się do mojego trzeciego zadania, nie zważając na to, że don Juan nie udzielił mi żadnych dalszych wyjaśnień. Pierwsze, co zauważyłem podczas moich ćwiczeń w śnieniu, było to, że jakaś fala energii natychmiast zmienia obiekty mojej uwagi śnienia. Jej obiektem było teraz przebudzenie się we śnie i ujrzenie, jak śpię; podróże do królestwa istot nieorganicznych już mnie nie interesowały.

Po niedługim czasie znalazłem się we śnie, w którym przyglądałem się samemu sobie pogrążonemu we śnie. Natychmiast opowiedziałem o tym don Juanowi. Miałem ten sen, kiedy przebywałem w jego domu.

– Są dwa etapy zdobywania bram śnienia – powiedział. – Pierwszy, jak już wiesz, to dojście do bramy; drugi to jej przekroczenie. Śniąc, że widziałeś siebie samego pogrążonego we śnie, zbliżyłeś się do trzeciej bramy. Drugim etapem jest zdobycie umiejętności poruszania się podczas tego śnienia. Przy trzeciej bramie – mówił don Juan – zaczynasz z rozmysłem łączyć rzeczywistość śnienia z rzeczywistością świata na co dzień. To właśnie wymagane tu ćwiczenie, a czarownicy nazywają je uzyskiwaniem pełni ciała energetycznego. Połączenie tych dwóch rzeczywistości musi być tak zupełne, że musisz być płynny bardziej niż kiedykolwiek do tej pory.

Będąc przy trzeciej bramie, przyglądaj się wszystkiemu z wielką ostrożnością i ciekawością.

Zacząłem narzekać, że jego wyjaśnienia są zbyt enigmatyczne i nie mają w ogóle sensu.

– Co rozumiesz przez wielką ostrożność i ciekawość? – spytałem.

– Gdy jesteśmy przy trzeciej bramie, mamy skłonność do zatracania się w szczegółach – odparł. – Oglądać wszystko z wielką ostrożnością i ciekawością oznacza odeprzeć nieomal nieodpartą pokusę zatopienia się w szczegółach. To konkretne ćwiczenie przy trzeciej bramie, jak już powiedziałem, ma służyć konsolidacji ciała energetycznego. Śniący zaczynają tworzyć swoje repliki – ciała energetyczne – wykonując ćwiczenia przy pierwszej i drugiej bramie. Kiedy osiągają trzecią bramę, ich ciała energetyczne są gotowe, by się ujawnić; a może powinienem raczej powiedzieć, że są gotowe, by działać. Niestety, oznacza to również, że są gotowe, by dać się zahipnotyzować szczegółom.

– Co oznacza dać się zahipnotyzować szczegółom?

– Ciało energetyczne jest jak dziecko, które więziono przez całe życie. Gdy tylko je uwolnić, wchłania wszystko, na co się natknie, dosłownie wszystko. Każdy, nawet najmniej znaczący i drobny szczegół całkowicie pochłania ciało energetyczne.

Zapadła niezręczna cisza. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Rozumiałem go doskonale; w mym doświadczeniu po prostu brakło mi odnośnika, który mógłby pomóc mi pojąć, o co mu właściwie chodzi.

– Nawet najbardziej kretyński szczegół staje się dla ciała energetycznego całym światem – wyjaśniał dalej don Juan. – Wysiłek, jaki śniący musi włożyć w to, by prawidłowo kierować swym ciałem energetycznym, jest nieprawdopodobny. Wiem, że brzmi to dla ciebie dziwacznie, gdy mówię ci, iż masz przypatrywać się wszystkiemu z ostrożnością i ciekawością, ale to jest najlepszy sposób przekazania ci, co powinieneś robić. Przy trzeciej bramie śniący muszą unikać wręcz niepohamowanego pragnienia zatopienia się w każdym szczególe, a mogą tego dokonać dzięki ciekawości wszystkiego tak wielkiej, tak przemożnej, że żaden konkretny przedmiot nie będzie w stanie ich uwięzić.

Don Juan dodał, że jego zalecenia brzmią absurdalnie dla umysłu, ale to dlatego, iż kieruje je bezpośrednio do mojego ciała energetycznego. Powtarzał wielokrotnie, że moje ciało energetyczne musi wykorzystać wszystkie swe możliwości, by móc działać.

– Ale czyż moje ciało energetyczne nie działało przez cały ten czas? – zapytałem.

– Pewna jego część tak – odpowiedział don Juan. – Inaczej nie podróżowałbyś do królestwa istot nieorganicznych. Ale teraz musisz zaangażować całe twe ciało energetyczne, byś mógł wykonać ćwiczenie dla trzeciej bramy. Dlatego też, aby ułatwić mu zadanie, musisz odsunąć na bok swą racjonalność.

– Obawiam się, don Juanie, że kierujesz swe uwagi pod zły adres – powiedziałem. – Niewiele już we mnie racjonalności po tych wszystkich przeżyciach, które mi dałeś.

– Nic nie mów. Przy trzeciej bramie to umysł jest winien obsesji, z jaką ciało energetyczne kurczowo chwyta się nieistotnych szczegółów. Tak więc, przy trzeciej bramie potrzebujemy irracjonalnej płynności, irracjonalnej swobody działania, by przeciwdziałać tej obsesji.

Stwierdzenie don Juana, że każda brama jest pewną przeszkodą, nie mogło być bardziej trafne. Męczyłem się z ćwiczeniem dla trzeciej bramy bardziej niż przy poprzednich dwóch zadaniach razem wziętych. Don Juan bardzo mnie naciskał. Poza tym, w moim życiu pojawiło się coś jeszcze – prawdziwy strach. Strach, często przesadzony, przed różnymi rzeczami był czymś naturalnym w moim życiu, ale ten strach był niczym w porównaniu z przerażeniem, które odczuwałem po starciu z istotami nieorganicznymi. Cały ten bezmiar przeżyć był jednakże niedostępny dla mej normalnej pamięci. Dopiero w obecności don Juana mogłem sięgać do tych wspomnień.

Zapytałem go o tę dziwną sytuację, gdy byliśmy w Narodowym Muzeum Antropologii i Historii w Mexico City. Skłoniło mnie do tego to, że w owej chwili, w zupełnie niepojęty sposób, pamiętałem wszystko, co mi się przydarzyło w trakcie mojej znajomości z don Juanem. Napełniło mnie to takim uczuciem wolności, odwagi i lekkości, że naprawdę zacząłem tańczyć.

– Zdarza się czasem, że obecność naguala powoduje przesunięcie punktu połączenia – powiedział don Juan.

Potem zaprowadził mnie do jednego z pomieszczeń i powiedział, że moje pytanie jest związane z tym, co zamierzał mi powiedzieć.

– Miałem zamiar ci wyjaśnić, że położenie punktu Dołączenia to jakby skarbiec, w którym czarownicy trzymają swoje wspomnienia – powiedział. – Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłem, gdy twoje ciało energetyczne odczuło mój zamiar i spytałeś mnie o to. Ciało energetyczne wie niesamowicie dużo. Pozwól, że ci pokażę, jak dużo.

Don Juan poinstruował mnie, bym się całkowicie wyciszył. Przypomniał mi, że już się znajduję w szczególnym stanie świadomości, ponieważ mój punkt połączenia przesunął się pod wpływem jego obecności. Zapewnił mnie też, że całkowite wyciszenie sprawi, że rzeźby w tym pomieszczeniu pozwolą mi zobaczyć i usłyszeć niesamowite rzeczy. Don Juan dodał, zapewne po to, aby jeszcze bardziej zamącić mi w głowie, że niektóre eksponaty w tym pomieszczeniu mogą samorzutnie spowodować zmianę położenia punktu połączenia i jeśli całkiem się wyciszę, to będę mógł zobaczyć sceny z życia osób, które je wykonały.

I wtedy don Juan zabrał mnie na najbardziej niezwykłą podróż po muzeum, jaką kiedykolwiek odbyłem. Obszedł całe pomieszczenie, opisując i interpretując zdumiewające szczegóły każdej z tych wielkich rzeźb. Według niego, każdy eksponat w tym pomieszczeniu był świadomym i celowym zapisem pozostawionym nam przez ludzi z dawnych epok, który on, jako czarownik, odczytywał mi tak, jakby czytał z książki.

– Każda znajdująca się tutaj rzeźba ma przesuwać punkt połączenia – ciągnął don Juan. – Zacznij się wpatrywać w którąś z nich, wycisz umysł i sprawdź, czy twój punkt połączenia pozwala się przesunąć.

– Skąd będę wiedział, że się przesunął?

– Zobaczysz i poczujesz rzeczy, do których normalnie nie masz dostępu.

Wpatrywałem się w rzeźby i zobaczyłem i usłyszałem rzeczy, które na próżno starałbym się opisać. Kiedyś, w przeszłości, oglądałem te rzeźby, ale zajmowałem się nimi tylko z antropologicznego punktu widzenia, cały czas mając w pamięci naukowe opisy archeologów. Ich opisy funkcji tych rzeźb, głęboko osadzone w sposobie pojmowania świata przez człowieka dwudziestego wieku, po raz pierwszy wydały mi się przejawem głębokiego uprzedzenia, jeśli nie kretyństwa. To, co powiedział mi o nich don Juan i co sam usłyszałem i ujrzałem, wpatrując się w nie, było bardzo odległe od tego, co zawsze na ten temat czytałem.

Czułem się nieswojo i czułem się zobowiązany przeprosić don Juana za to, co wziąłem za moją podatność na sugestie. Nie śmiał się ze mnie ani nie stroił sobie żartów. Cierpliwie wyjaśniał mi, że czarownicy potrafili zostawiać dokładne opisy swoich odkryć w odpowiednich położeniach punktu połączenia. Utrzymywał, że chcąc dotrzeć do sedna opisu zapisanego na papierze, musimy wykorzystać naszą umiejętność wczucia się lub wyobrażenia sobie opisywanej sytuacji, by przejść od papieru do konkretnego doświadczenia. Jednakże w świecie czarowników nie istnieją przekazy pisane na papierze, a więc kompletne zapisy, które można na nowo przeżyć, a nie tylko o nich przeczytać, pozostawiono w odpowiedniej pozycji punktu połączenia.

Dla ilustracji swego wywodu don Juan opowiedział o naukach czarowników o drugiej uwadze. Udziela się ich wówczas, gdy punkt połączenia ucznia nie znajduje w swym normalnym położeniu. Tak właśnie punkt połączenia staje się swoistym zapisem lekcji. Aby odtworzyć lekcję, uczeń musi przemieścić swój punkt połączenia do miejsca, w którym się znajdował podczas lekcji. Don Juan zakończył swe wyjaśnienia, powtarzając mi, że ponowne umieszczenie punktu połączenia we wszystkich miejscach, w których się znajdował podczas udzielonych lekcji, jest wielkim dokonaniem.

Niemal przez cały rok don Juan nie pytał mnie o moje trzecie zadanie śnienia. Aż nagle, pewnego dnia zażyczył sobie, bym mu opisał najdrobniejsze szczegóły moich ćwiczeń w śnieniu.

Pierwszą rzeczą, o której mu powiedziałem, to zadziwiająca regularność moich snów. Przez całe miesiące śniłem, że przypatruję się sobie, jak śpię w moim łóżku. Najbardziej zastanawiająca była powtarzalność tych snów; miałem je dokładnie co cztery dni, jak w zegarku. W pozostałe trzy dni działo się to, co zawsze; przyglądałem się wszystkim przedmiotom we śnie, zmieniałem sny, a od czasu do czasu, powodowany samobójczą ciekawością, podążałem za tropicielami, aczkolwiek zawsze miałem potem wielkie wyrzuty sumienia. Przypominało mi to potajemne branie narkotyków. Ale realność tamtego świata przyciągała mnie jak magnes.

W skrytości ducha czułem się w pewien sposób zwolniony od całkowitej odpowiedzialności, ponieważ don Juan sam zaproponował, żebym zapytał wysłannika, co zrobić, aby uwolnić niebieskiego tropiciela uwięzionego pomiędzy nami. Don Juan chciał, abym zadał to pytanie podczas moich rutynowych ćwiczeń w śnieniu, ale ja zinterpretowałem to tak, że mam zadać to pytanie wysłannikowi, kiedy będę w jego świecie. Tak naprawdę chciałem spytać wysłannika, czy istoty nieorganiczne zastawiły na mnie pułapkę. Wysłannik nie tylko odpowiedział mi, że wszystko, co powiedział mi wcześniej don Juan, było prawdą, ale także dał mi instrukcje, w jaki sposób Carol Tiggs i ja mamy uwolnić tropiciela.

– W zasadzie spodziewałem się, że twoje sny będą regularne – powiedział don Juan po wysłuchaniu mojej relacji.

– Dlaczego się spodziewałeś czegoś takiego, don Juanie?

– Z powodu twojego związku z istotami nieorganicznymi.

– Ale to już było i minęło, don Juanie – skłamałem w nadziei, że nie będzie dalej drążył tego tematu.

– Chcesz mi oszczędzić zmartwień, co? Nie musisz. Wiem, jak jest naprawdę. Wierz mi, jak już raz z nimi zagrasz, wejdzie ci to w krew. Zawsze będą cię ściągać. Albo, co gorsza, ty będziesz zawsze ściągał je.

Przyglądał mi się i wina musiała malować mi się na twarzy, bo aż zaczął się śmiać. Po chwili jednak znów spoważniał i powiedział:

– Jedyne wytłumaczenie regularności twoich snów jest takie, że istoty nieorganiczne znów chcą cię ugłaskać.

Pospiesznie chciałem zmienić temat, więc powiedziałem mu, że innym godnym uwagi szczegółem moich ćwiczeń w śnieniu jest moja reakcja na widok samego siebie pogrążonego we śnie. Obraz ten zawsze był tak zaskakujący, że albo stałem jak wryty tak długo, aż zmienił się sen, albo ogarniało mnie przerażenie tak ogromne, że się budziłem, krzycząc jak opętany. Doszło już do tego, że bałem się położyć do spania w dni, na które przypadał ten sen.

– Nie jesteś jeszcze gotowy, by prawdziwie połączyć rzeczywistość śnienia z rzeczywistością swojego zwykłego świata – zawyrokował don Juan. – Musisz dokonać jeszcze głębszej rewizji swojego życia.

– Ale dokonałem już przecież wszelkich możliwych rewizji – zaprotestowałem. – Rewiduję moje życie od lat. Nie mogę sobie przypomnieć już niczego więcej z mojego życia.

– Możesz, i to jeszcze bardzo dużo – odparł z niezachwianą pewnością w głosie don Juan. – Inaczej nie budziłbyś się, wrzeszcząc.

Nie uśmiechało mi się na nowo rewidować moje życie. Już raz to zrobiłem i byłem przekonany, iż zrobiłem to tak dobrze, że już nigdy nie będę musiał do tego wracać.

– Rewizja naszego życia nigdy się nie kończy, nieważne, jak dobrze nam poszło za pierwszym razem – powiedział don Juan. – Przeciętny człowiek nie posiada woli we śnie, ponieważ nigdy nie dokonał rewizji swojego życia, które z tego powodu wypełnione jest po brzegi nieznośnym ciężarem emocjonalnym – wspomnieniami, nadziejami, obawami i tak dalej, i tak dalej. Natomiast czarownicy – mówił dalej don Juan – wolni są zasadniczo od ciężkich i krępujących uczuć właśnie dzięki rewizji życia. A gdy coś ich zatrzymuje, tak jak zatrzymało ciebie, to zakłada, że jednak jest jeszcze w ich życiu coś, co nie do końca jest jasne.

– Rewizja życia jest zbyt absorbująca, don Juanie. Może zamiast tego mógłbym zrobić coś innego?

– Nie, nie mógłbyś. Rewizja życia i śnienie idą ze sobą w parze. Gdy powtórnie przetrawiamy nasze życie, stajemy się coraz lżejsi.

Wcześniej don Juan podał mi wyczerpującą i jasną instrukcję dotyczącą rewizji życia. Składało się na nią powtórne przeżywanie wszystkich, doświadczeń życia poprzez przypomnienie sobie wszystkich, najdrobniejszych nawet, szczegółów z nimi związanych. Według don Juana rewizja życia jest zasadniczym czynnikiem w ponownym określaniu i rozprowadzaniu energii śniącego.

– Rewizja życia uwalnia uwięzioną w nas energię, a bez tej wyswobodzonej energii śnienie jest niemożliwe – stwierdził stanowczo don Juan.

Wiele lat wcześniej don Juan poinstruował mnie, jak sporządzić listę wszystkich ludzi, których znałem, poczynając od teraźniejszości. Pomógł mi uporządkować moją listę, rozbijając ją na różne dziedziny, jak prace, które wykonywałem, czy szkoły, do których chodziłem. Potem polecił mi, poczynając od pierwszej osoby na liście a na ostatniej kończąc, powtórnie przeżywać każde moje z nimi spotkanie.

Don Juan wyjaśnił, że rewizja jakiegoś zdarzenia zaczyna się w umyśle, który przygotowuje wszystko, co ma związek z rewidowanym wydarzeniem. Przygotowanie w tym przypadku oznacza drobiazgową rekonstrukcję wydarzeń – od konkretnych szczegółów otoczenia, poprzez osobę powiązaną z tym wydarzeniem do dokładnej analizy własnych uczuć.

Don Juan powiedział mi, że rewizja życia powinna być połączona z naturalnym, rytmicznym oddychaniem. Gdy głowa obraca się delikatnie i wolno od prawej strony ku lewej, wykonuje się długie wydechy, gdy głowa zaś wraca od lewej strony ku prawej, należy wykonywać długie wdechy. Czynność tę don Juan nazwał “odświeżaniem wydarzenia”. Umysł bada każde wydarzenie od początku do końca, podczas gdy ciało odświeża wszystko, na czym koncentruje się umysł.

Don Juan powiedział, że czarownicy starożytności, wynalazcy rewizji życia, postrzegali oddychanie jako magiczny i życiodajny akt i używali go zgodnie z tym poglądem jako magicznego narzędzia; wydech był wyrzuceniem z siebie obcej energii nabytej podczas danego wydarzenia, wdech zaś odzyskaniem energii utraconej w tym samym czasie.

Ze względu na moje wyższe wykształcenie, rewizję życia wziąłem za proces analizy własnego życia. Don Juan podkreślał jednak, że jest ona daleko bardziej pogmatwana niż intelektualna psychoanaliza. Postawił tezę, że rekapitulacja jest sztuczką czarowników mającą na celu wywołanie nieznacznego, acz stabilnego przemieszczenia punktu połączenia. Don Juan powiedział, że punkt połączenia, pod wpływem powtórnego przeżywania wydarzeń i odczuć z przeszłości, przemieszcza się tam i z powrotem od obecnie zajmowanego miejsca do tego, w którym był, gdy zaszło dane zdarzenie.

Don Juan powiedział, że za procesem rewidowania własnego życia ukrywa się przeświadczenie dawnych czarowników, że we wszechświecie istnieje niewyobrażalna, wszechpotężna siła, która powołuje organizmy do życia, użyczając im świadomości. Ta sama siła również odbiera organizmom życie, by wyłuskać z nich tę samą, użyczoną im świadomość, którą organizmy rozszerzyły poprzez swoje przeżycia. Don Juan wyjaśnił mi sposób rozumowania czarowników. Byli oni przekonani, że skoro siła ta poluje na to, czego doświadczyliśmy w ciągu naszego żywota, to nie może być rzeczy ważniejszej od rewizji życia, gdyż może ona dostarczyć wiernej kopii naszych doświadczeń, którą siła ta może się zadowolić. Kiedy już dostanie to, czego chciała, wszechpotężna siła wszechświata puszcza czarowników wolno, by mogli dalej poszerzać swą zdolność postrzegania i dotrzeć dzięki niemu do granic czasu i przestrzeni.

Gdy znów rozpocząłem rewizję życia, zaskoczyło mnie bardzo to, że ustały tym samym moje ćwiczenia w śnieniu. Zapytałem don Juana o przyczynę tej niezamierzonej przerwy.

– Śnienie wymaga każdej cząstki dostępnej nam energii – odparł. – Jeśli coś nas bardzo pochłania w naszym życiu, to nie ma mowy o śnieniu.

– Ale przecież już nieraz bardzo mnie coś pochłaniało – powiedziałem – a mimo to moje ćwiczenia w śnieniu nigdy nie były zakłócane.

– Najwidoczniej więc nie byłeś naprawdę pochłonięty, jak ci się zdawało, a jedynie egocentrycznie zaniepokojony – zaśmiał się don Juan. – Dla czarowników być pochłoniętym oznacza, że czerpiesz ze wszystkich swoich źródeł energii. Pierwszy raz w pełni czerpiesz ze wszystkich swoich źródeł energii. Przez resztę czasu, nawet wówczas, gdy poprzednio rewidowałeś swoje życie, nie byłeś całkowicie pochłonięty.

Don Juan nakazał mi tym razem odmienny przebieg rewizji życia. Miałem teraz ułożyć układankę z różnych zdarzeń w moim życiu, ale bez ustalonego wzoru lub porządku.

– Zrobi się z tego gigantyczny bałagan – zaprotestowałem.

– Nie zrobi się – zapewnił mnie don Juan. – Bałagan będzie tylko wtedy, jeśli twoja małostkowość zacznie wybierać zdarzenia, które chcesz zrewidować. Niech to duch zadecyduje, nie małostkowość. Wycisz się, a potem zabierz się do wydarzenia, które wskaże ci duch.

Rezultaty tak przeprowadzonej rewizji były dla mnie szokujące z wielu względów. Było to niezwykłe doznanie; gdy tylko wyciszałem umysł, jakaś zda się niezależna siła natychmiast wtrącała mnie w niezwykle żywe i drobiazgowe wspomnienia jakiegoś zdarzenia z mojego życia. Byłem jeszcze bardziej zdumiony niezwykle uporządkowanym wzorem, jaki przybrała moja układanka. Metoda, którą uznałem za chaotyczną, okazała się jednak niezwykle skuteczna.

Zapytałem don Juana, dlaczego od razu nie kazał mi rewidować życia w ten sposób. Odpowiedział mi, że rewizja życia odbywa się w dwóch głównych etapach i że pierwszy określa się jako formalność i sztywność, drugi zaś jako płynność.

Nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak różna będzie tym razem rewizja mojego życia. Zdolność do koncentracji, którą nabyłem podczas moich praktyk w śnieniu, pozwoliła mi na niezwykle głębokie wniknięcie w moje życie. Ponad rok zajęło mi powtórne przeanalizowanie wszelkich możliwych aspektów moich doświadczeń życiowych. W końcu musiałem się zgodzić z don Juanem; olbrzymia liczba wciąż żywych emocji ciągle tkwiła tak głęboko we mnie, że inaczej nigdy nie byłem w stanie do nich dotrzeć.

Efektem mojej ponownej rewizji życia była zupełnie nowa, swobodniejsza postawa życiowa. Już pierwszego dnia, gdy powróciłem do moich ćwiczeń w śnieniu, zobaczyłem siebie samego pogrążonego we śnie. Odwróciłem się i śmiało wyszedłem z pokoju, po czym zszedłem szybko schodami na dół, na ulicę.

Byłem niezwykle szczęśliwy, że udało mi się tego dokonać, i natychmiast też opowiedziałem o tym don Juanowi. Jakżeż byłem rozczarowany, gdy usłyszałem, że według niego ten sen nie zalicza się do moich ćwiczeń w śnieniu.

Argumentował to tym, że nie zszedłem na ulicę w moim ciele energetycznym, ponieważ gdyby tak było, miałbym inne odczucie niż wrażenie schodzenia po schodach.

– O jakim odczuciu mówisz, don Juanie? – spytałem, szczerze zaciekawiony.

– Musisz ustalić sobie jakieś wiarygodne kryterium, abyś mógł się przekonać, czy rzeczywiście widzisz siebie w łóżku podczas snu – powiedział don Juan, nie odpowiadając na moje pytanie. – Pamiętaj, że musisz być w pokoju, gdzie właśnie śpisz, i widzieć swoje prawdziwe ciało. Inaczej to, co widzisz, jest tylko zwykłym snem. A jeśli tak jest, to kontroluj go – obserwuj jego szczegóły albo go zmień.

Nalegałem, aby powiedział mi coś więcej o tym wiarygodnym kryterium, o którym mówił, ale don Juan uciął dalszą rozmowę.

– Sam wymyśl sposób, by się przekonać, czy rzeczywiście patrzysz na siebie – powiedział.

– Czy masz jakieś sugestie, co mogłoby być takim wiarygodnym kryterium? – nie ustępowałem.

– Osądź sam. Zbliżamy się do końca naszego bycia razem. Już wkrótce będziesz musiał sobie radzić zupełnie sam.

Potem zmienił temat, pozostawiając mnie z wyraźnym poczuciem braku umiejętności. Nie mogłem zrozumieć, czego chciał, ani co miał na myśli, mówiąc o wiarygodnym kryterium.

W czasie następnego śnienia, gdy widziałem się podczas snu, zamiast wyjść z pokoju i zejść po schodach albo obudzić się z przeraźliwym krzykiem, przez długi czas stałem bez ruchu w miejscu, skąd przyglądałem się sobie. Chłodno i spokojnie obserwowałem wszystkie szczegóły mojego snu. Zauważyłem wtedy, że śpię w białej koszulce z krótkim rękawem, rozdartej na ramieniu. Chciałem podejść bliżej, by przyjrzeć się rozdarciu, ale nie mogłem zrobić nawet jednego kroku. Czułem ociężałość, która zdawała się integralną częścią mojego ja. W rzeczy samej byłem jedynie ciężarem. Nie wiedziałem, co zrobić, i natychmiast odczułem paraliżujący zamęt w głowie. Spróbowałem zmienić sen, ale jakaś niezwyczajna siła nie pozwalała mi oderwać spojrzenia od mojego śpiącego ciała.

Wówczas usłyszałem głos wysłannika. Mówił, że brak kontroli nad ruchem podczas śnienia przeraża mnie tak bardzo, że być może będę musiał dokonać kolejnej rewizji mojego życia. Głos wysłannika ani to, co powiedział, nie zdziwiły mnie wcale. Nigdy jeszcze nie czułem tak wyraźnej i zatrważającej niemocy. Nie poddałem się jednak przerażeniu. Przeanalizowałem je dokładnie i doszedłem do wniosku, że nie jest to przerażenie psychologiczne, lecz fizyczne wrażenie bezsilności, rozpaczy i rozdrażnienia. Niemożność poruszenia się wprawiała mnie w nieopisany wręcz niepokój. Jednocześnie im wyraźniej zdawałem sobie sprawę z tego, że jakaś zewnętrzna siła brutalnie przygwoździła mnie do tego miejsca, tym bardziej wzrastało moje rozdrażnienie. Wysiłek, z jakim próbowałem poruszyć ręką albo nogą, był tak ogromny i skoncentrowany, że w pewnej chwili zobaczyłem, jak jedna noga mojego śpiącego na łóżku ciała wyprostowała się nagle, jakby chciała kogoś kopnąć.

Wtedy moja świadomość została wepchnięta w moje śpiące ciało, a ja obudziłem się rozsadzany taką siłą, że dopiero po półgodzinie doszedłem nieco do siebie i uspokoiłem się. Serce waliło mi nierównomiernie. Całe moje ciało przeszywały dreszcze, a niektóre mięśnie nóg ogarnęły nerwowe tiki. Czułem przejmujące zimno, musiałem więc przykryć się kocami i obłożyć butelkami z ciepłą wodą.

Pojechałem też natychmiast do Meksyku, by powiedzieć don Juanowi o wrażeniu ataku paraliżu i o tym, że naprawdę spałem wówczas w rozdartej koszulce z krótkim rękawem, a więc naprawdę widziałem samego siebie w moim śnie. Poza tym bardzo obawiałem się hipotermii. Ale don Juan nie był chętny do dyskusji. Wszystko, | co wyciągnąłem z niego, to cierpki komentarz:

– Lubisz dramatyzować – powiedział beznamiętnie. – Oczywiście, że naprawdę widziałeś samego siebie podczas snu. Problem w tym, że się zdenerwowałeś, ponieważ twoje ciało energetyczne nigdy przedtem nie czuło, jak to jest być w jednym kawałku. Jeśli kiedyś znów poczujesz zdenerwowanie i zimno, chwyć się kutasa. To d w mig przywróci temperaturę i będzie po sprawie.

Czułem się nieco obrażony tą obcesowością. Niemniej jednak jego rada okazała się skuteczna. Gdy następnym razem się przeraziłem, zrobiłem tak, jak mi kazał. Wtedy odprężyłem się i w kilka minut wszystko wróciło do normy. Tak właśnie odkryłem, że jeśli się mnie denerwuje i powstrzymuję rozdrażnienie, nie wpadam w panikę. Zachowanie kontroli nie pomogło mi się poruszyć, ale z pewnością dało mi głębokie poczucie spokoju i ciszy.

Po miesiącach bezowocnych prób chodzenia, raz jeszcze zwróciłem się podczas snu do don Juana po uwagi. Tym razem chciałem nie tyle uzyskać jego radę, ile przyznać mu się do porażki. Stanąłem przed barierą nie do przejścia i byłem najzupełniej pewien, że nie wypełniłem swojego zadania.

– Śniący muszą posługiwać się wyobraźnią – powiedział don Juan ze złośliwym uśmiechem. – A wyobraźnia coś u ciebie szwankuje. Nie mówiłem o konieczności użycia wyobraźni do poruszenia ciała energetycznego, bo chciałem zobaczyć, czy sam rozwikłasz tę zagadkę. Nie rozwikłałeś i twoi przyjaciele też ci nie pomogli.

W przeszłości broniłem się zaciekle, gdy oskarżał mnie o brak wyobraźni. Sądziłem, że mam ogromną wyobraźnię, ale mając za nauczyciela don Juana, przekonałem się naocznie, że tak nie jest. Ponieważ nie miałem zamiaru tracić energii na bezsensowne zbijanie jego zarzutów, zapytałem go więc:

– O jakiej zagadce mówisz, don Juanie?

– O zagadce wielkiej prostoty i zupełnej niemożliwości poruszania ciała energetycznego. Usiłujesz poruszyć je tak, jakbyś znajdował się w normalnym świecie. Spędzamy tak wiele czasu na nauce chodzenia, że wydaje nam się, iż nasze ciała energetyczne także powinny chodzić. Nie ma żadnego powodu, dla którego miałyby to robić; chodzenie przychodzi nam na myśl samo, ponieważ jest zakodowane w naszym umyśle.

Podziwiałem prostotę tego rozwiązania. Od razu wiedziałem, że don Juan ma rację. Znów utknąłem na poziomie interpretacji. Don Juan powiedział mi, że muszę się poruszać, gdy już dotrę do trzeciej bramy, a poruszanie oznacza dla mnie chodzenie. Powiedziałem, że rozumiem jego wyjaśnienie.

– To nie jest moje wyjaśnienie – odparł oschle don Juan. – To wyjaśnienie czarowników. Czarownicy mówią, że przy trzeciej bramie całe ciało energetyczne może poruszać się tak, jak porusza się energia: szybko i bezpośrednio. Twoje ciało energetyczne dokładnie wie, jak się poruszać. Może poruszać się tak, jak porusza się w świecie istot nieorganicznych. I tu dochodzimy do kolejnej sprawy – dodał don Juan jakby zamyślony. – Dlaczego twoi nieorganiczni przyjaciele ci nie pomogli?

– Dlaczego nazywasz ich moimi przyjaciółmi, don Juanie?

– Są jak typowi przyjaciele: w zasadzie niezbyt troskliwi czy uczynni, ale też nieszkodliwi. To tacy przyjaciele, którzy tylko czekają, aż się odwrócimy, żeby mogli nam wbić nóż w plecy.

Zrozumiałem go i zgodziłem się z nim w stu procentach.

– Co mnie tam pcha? Czy to jakieś skłonności samobójcze? – zapytałem don Juana dość retorycznie.

– Nie masz żadnych skłonności samobójczych – odpowiedział mi. – Cierpisz na całkowitą niewiarę w to, jak blisko byłeś śmierci. Ponieważ nie odczuwałeś fizycznego bólu, trudno ci uwierzyć, że byłeś w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

To, co mówił, było jak najbardziej do rzeczy, pomijając to, że po starciu z istotami nieorganicznymi jednak w coś uwierzyłem – że od tamtej pory moim życiem zawładnął nieznany lęk. Don Juan słuchał w milczeniu, gdy przedstawiałem mu moje zmartwienie. Nie potrafiłem zignorować swej nieodpartej potrzeby odwiedzenia świata istot nieorganicznych ani też wyperswadować sobie, bym tego nie robił, pomimo tego, co o nim wiedziałem.

– Mam w sobie coś z szaleńca – powiedziałem. – To, co robię, nie ma dla mnie sensu.

– Ależ to ma sens. Istoty nieorganiczne zwijają teraz żyłkę, a ty, niczym ryba, wisisz na haczyku na jej drugim końcu. Czasem wyrzucą jakąś bezwartościową przynętę, byś się nie zniechęcił. Ustawienie twoich snów tak, by powtarzały się co cztery dni, to właśnie taka bezwartościowa przynęta. Ale nie nauczyły cię, jak poruszać ciało energetyczne.

– Jak sądzisz, dlaczego mnie tego nie nauczyły?

– Ponieważ jeśli twoje ciało energetyczne nauczy się samo poruszać, wówczas staniesz się niedostępny. Za wcześnie zacząłem mieć nadzieję, że się od nich na zawsze uwolniłeś. Jesteś względnie wolny, ale nie do końca. Ciągle dybią na twoją świadomość.

Poczułem dreszcz na plecach. Ugodził w mój słaby punkt.

– Powiedz mi, don Juanie, co mam zrobić, a ja to zrobię.

– Bądź nieskazitelny. Mówiłem ci to już dziesiątki razy. Być nieskazitelnym oznacza postawić życie na szalę swych decyzji, po czym uczynić znacznie, znacznie więcej, niż tylko dać z siebie wszystko, by te decyzje stały się rzeczywistością. Kiedy nie decydujesz o niczym, grasz tylko z życiem w ruletkę, bez ładu i składu.

Don Juan zakończył naszą rozmowę, nakazując mi, bym dobrze rozważył to, co powiedział.

Przy pierwszej okazji poddałem próbie sugestię don Juana, jak poruszać moje ciało energetyczne. Gdy już spoglądałem na swoje pogrążone we śnie ciało, zamiast rozpaczliwie usiłować do niego podejść, po prostu zachciałem się przybliżyć do łóżka. Natychmiast prawie dotknąłem mego ciała. Zobaczyłem swoją twarz. Prawdę powiedziawszy, widziałem wszystkie pory w mojej skórze. Nie mogę powiedzieć, że podobało mi się to, co widziałem. Widok mojego ciała był zbyt dokładny, aby mógł dostarczać estetycznej przyjemności. A potem poczułem, jakby do pokoju wdarł się wiatr, który całkiem wszystko pomieszał, a potem wymazał obraz.

Podczas kolejnych sesji w pełni potwierdziłem to, że ciało energetyczne może się przemieszczać jedynie w poziomych lub pionowych ślizgach. Omówiłem to z don Juanem. Wydawał się niezwyczajnie usatysfakcjonowany tym, czego dokonałem, co, naturalnie, bardzo mnie zaskoczyło. Zdążyłem się już przyzwyczaić do jego chłodnych reakcji na moje osiągnięcia w śnieniu.

– Twoje ciało energetyczne przywykło poruszać się tylko wtedy, gdy coś je przyciąga – powiedział. – Istoty nieorganiczne wszędzie ciągnęły twoje ciało energetyczne i aż do tej pory, nigdy nie poruszyłeś go własną wolą. Nie wygląda na to, żebyś dokonał czegoś wielkiego, poruszając się w swoim śnie, muszę ci jednak powiedzieć, że poważnie się zastanawiałem, czy nie zakończyć twoich ćwiczeń w śnieniu. Przez jakiś czas nie wierzyłem, że się nauczysz, jak samemu poruszyć ciało energetyczne.

– Czy zastanawiałeś się nad zakończeniem moich ćwiczeń dlatego, że jestem powolny?

– Nie jesteś powolny. Opanowanie sztuki poruszania ciała energetycznego zajmuje czarownikom całe lata. Zamierzałem zakończyć twoje ćwiczenia, ponieważ to ja nie mam czasu. Jest wiele innych obszarów ważniejszych od śnienia, gdzie możesz wykorzystać swoją energię.

– Ale teraz, gdy już się nauczyłem, jak poruszać moje ciało energetyczne, co jeszcze mógłbym zrobić?

– Kontynuuj ćwiczenia w ruchu. Poruszenie ciała energetycznego otworzyło przed tobą zupełnie nowe obszary, obszary niezwykłych odkryć.

Don Juan ponownie nakazał mi, bym myślał, jak się przekonać, czy moje sny są prawdziwe. Tym razem jednak nie brzmiało to tak dziwacznie, jak za pierwszym razem.

– Jak wiesz, prawdziwe zadanie dla drugiej bramy to zostać przeniesionym przez tropiciela do jego królestwa –wyjaśniał don Juan. – Jest to bardzo ważne, ale nie tak, jak stworzenie i poruszenie ciała energetycznego. Dlatego też musisz się upewnić – stosując wymyśloną przez siebie metodę – że rzeczywiście widzisz siebie samego podczas snu, a nie że tylko ci się to śni. Twoje nowe odkrycia od tego zależą, czy rzeczywiście widzisz siebie podczas snu.

Po długich rozważaniach i namysłach byłem przekonany, że mam właściwy plan. Pomysł na ustanowienie wiarygodnego kryterium podsunęła mi moja podarta koszulka. Zacząłem od założenia, że jeśli faktycznie będę obserwował samego siebie podczas snu, to będę wówczas obserwował również, czy mam na sobie te same rzeczy, w których poszedłem spać; rzeczy te, które postanowiłem zmieniać co cztery dni. Byłem przekonany, że przypomnienie sobie, w jakich rzeczach położyłem się spać, nie sprawi mi w śnieniu żadnego kłopotu. Dyscyplina, jakiej nabyłem podczas moich ćwiczeń w śnieniu, pozwalała mi sądzić, że potrafię odnotowywać takie szczegóły w pamięci, a później przypomnieć je sobie podczas śnienia.

Starałem się ze wszystkich sił postępować według mego kryterium, ale rezultaty nie były takie, jakich się spodziewałem. Brakowało mi niezbędnej kontroli nad moją uwagą śnienia, aby dokładnie sobie przypomnieć, co miałem na sobie, gdy szedłem spać. Z całą pewnością jednak pomagało mi coś innego. W jakiś sposób zawsze wiedziałem, czy moje sny, są zwykłymi snami, czy też nie. Niesamowitym aspektem, który charakteryzował prawdziwe sny, było to, że moje śpiące ciało leżało w łóżku, a moja świadomość je obserwowała.

Ważną cechą tych snów był mój pokój. Nigdy nie przypominał mojego rzeczywistego pokoju, lecz ogromną pustą salę z łóżkiem w jednym końcu. Zwykle szybowałem całkiem spory kawałek, aby znaleźć się przy łóżku, gdzie znajdowało się moje ciało. W momencie gdy byłem już obok łóżka, czułem jakąś obcą siłę, która pojawiała się jak wiatr i zawieszała mnie nad łóżkiem niczym kolibra. Czasami mój pokój znikał, kawałek po kawałku, aż w końcu zostawało tylko łóżko i moje ciało. Kiedy indziej zaś odczuwałem zupełny zanik woli. Wtedy też zdawało mi się, że moja uwaga śnienia jest całkowicie ode mnie niezależna; albo całkowicie pochłaniał ją pierwszy z brzegu szczegół pokoju, albo nie potrafiła się zdecydować, co robić. Wówczas miałem wrażenie, że dryfuję bezwolnie od przedmiotu do przedmiotu.

Głos wysłannika wyjaśnił mi kiedyś, że wszystkie elementy snów, które nie są li tylko zwykłymi snami, są w rzeczywistości konfiguracjami energii odmiennymi od konfiguracji naszego normalnego świata. Wysłannik wskazał, na przykład, na to, że ściany są płynne. Potem polecił mi, bym wskoczył w jedną z nich.

Nie namyślając się długo, dałem nura w ścianę, tak jakbym skakał w toń jeziora. Ale ściana nie przypominała wody, wrażenie nie przypominało też fizycznego odczucia skoku do wody. Była to raczej myśl o nurkowaniu połączona ze wzrokowym odczuciem przenikania przez płynną materię. Wnikałem głową naprzód w coś, co otwierało się przede mną zupełnie jak woda, gdy coraz bardziej oddalałem się od tunelu.

Wrażenie zapadania się głową naprzód było tak realne, że zacząłem się zastanawiać, jak długo, czy też jak głęboko albo jak daleko będę tak nurkował. Z mojego punktu widzenia spędziłem tam całą wieczność. Widziałem tam chmury i podobne do skał formacje materii zawieszone w płynnej toni ściany. Były tam jakieś jaśniejące obiekty o geometrycznych kształtach, przypominające kryształy, oraz plamy najgłębszych barw podstawowych, jakie w życiu widziałem. Były tam również obszary intensywnego światła i nieprzeniknionej czerni. Wszystko to przesuwało się obok mnie, czy to wolno, czy to niezwykle szybko. Przyszło mi na myśl, że oglądam przestrzeń kosmiczną. Natychmiast, gdy tylko to pomyślałem, moja prędkość wzrosła tak nieprawdopodobnie, że wszystko się rozmyło, a ja zorientowałem się, że – ni stąd, ni zowąd – jestem w pełni przebudzony we własnym pokoju, z nosem przyciśniętym do ściany.

Pewien nieokreślony lęk kazał mi skonsultować się jak najszybciej z don Juanem. Wysłuchał mnie uważnie.

– Musisz teraz wykonać pewien dość drastyczny manewr – powiedział don Juan. – Wysłannik nie ma prawa się wtrącać w twoje ćwiczenia w śnieniu. Albo raczej to ty, i to pod żadnym pozorem, nie powinieneś mu na to pozwalać.

– Jak mogę go powstrzymać?

– Musisz wykonać prosty, ale trudny manewr. Gdy będziesz wchodził w śnienie, powiedz głośno, że nie chcesz już więcej mieć wysłannika w swoim śnieniu.

– Czy to oznacza, don Juanie, że już go nigdy więcej nie usłyszę?

– Właśnie. Pozbędziesz się go na zawsze.

– Ale czy to słuszne, żeby pozbywać się go na zawsze?

– Na tym etapie zdecydowanie tak.

Mówiąc to, don Juan postawił mnie przed nie lada dylematem. Nie chciałem zupełnie zrywać związków z wysłannikiem, ale z drugiej strony chciałem zrobić tak, jak radził mi don Juan. Zauważył moje wahanie.

– Wiem, że to bardzo trudne – przyznał. – Ale jeśli tego nie zrobisz, istoty nieorganiczne zawsze będą wszystko o tobie wiedzieć. Jeśli chcesz tego uniknąć, to zrób, co ci mówię. I zrób to teraz.

Podczas następnej sesji śnienia, gdy byłem już gotów wypowiedzieć moją wolę, przeszkodził mi głos wysłannika. Powiedział: “Jeśli powstrzymasz się od wyrażenia swej woli, obiecuję, że nigdy nie będę ci przeszkadzał w twoich ćwiczeniach i będę mówił do ciebie tylko wtedy, gdy będziesz mi zadawał pytania”.

Natychmiast zgodziłem się na jego propozycję i szczerze sądziłem, że był to dobry układ. Czułem nawet pewną ulgę, że tak się to zakończyło. Obawiałem się jednak, że don Juan będzie rozczarowany.

– To było niezłe zagranie – zauważył don Juan i się roześmiał. – Byłeś szczery; naprawdę zamierzałeś wyrazić swą wolę. Szczerość była dokładnie tym, czego było trzeba. W zasadzie nie było to konieczne, byś wyeliminował wysłannika. Chciałeś przyprzeć go do muru, by zaproponował jakieś odmienne, wygodne dla ciebie rozwiązanie. Jestem pewien, że wysłannik nie będzie ci już więcej przeszkadzał.

Miał rację. Kontynuowałem moje ćwiczenia w śnieniu i wysłannik się do nich nie mieszał. Znaczącą tego konsekwencją było to, że pokoje, które widziałem odtąd w snach, były moim pokojem w rzeczywistym świecie, zjedna wszak różnicą – w moich snach pokój był zawsze tak pochylony, tak zniekształcony, iż wyglądał niczym gigantyczny obraz kubisty; zamiast normalnych kątów prostych pomiędzy ścianami a podłogą i sufitem, regułą stały się kąty ostre i rozwarte. Sam przechył mojego przekrzywionego pokoju, utworzony przez owe ostre i rozwarte kąty, służył uwidocznieniu i wyolbrzymieniu pewnych absurdalnych i nieważnych, choć rzeczywistych szczegółów, takich jak skomplikowany wzór w parkiecie z litego drewna, plamy wyblakłej od słońca farby na ścianach, kurz na suficie, rozmazane ślady palców na krawędzi drzwi.

W snach nieodmiennie zatracałem się w płynnym wszechświecie szczegółów wskazywanych przez przechył mojego pokoju we wszystkich moich ćwiczeniach w śnieniu. Natłok tych szczegółów był tak wielki, a ich przyciąganie tak silne, że natychmiast zatapiałem się w nich całkowicie.

Gdy tylko udało mi się znaleźć wolną chwilę, zjawiłem się u don Juana, by omówić z nim mój stan.

– Nie mogę przezwyciężyć swojego pokoju – powiedziałem mu, gdy już podałem szczegóły moich ćwiczeń.

– A dlaczego sądzisz, że musisz go przezwyciężyć? –zapytał mnie z szerokim uśmiechem.

– Czuję, że muszę wyjść poza swój pokój, don Juanie.

– Przecież wychodzisz poza swój pokój. Być może powinieneś zadać sobie pytanie, czy czasem znów nie ugrzązłeś w swojej interpretacji. Co, twoim zdaniem, oznacza chodzenie w tym przypadku?

Powiedziałem mu, że sen o wyjściu z pokoju na ulicę nieustannie mnie prześladuje. Czułem prawdziwą potrzebę zrobienia tego raz jeszcze.

– Ależ robisz rzeczy znacznie lepsze – zaprotestował. –Wkraczasz na niewyobrażalne obszary. Czego jeszcze chcesz?

Starałem się mu wyjaśnić, że odczuwałem wręcz fizyczną potrzebę wydostania się z tej pułapki szczegółów. Najbardziej właśnie denerwowała mnie niemożność oderwania się od tego, co przyciągnęło moją uwagę. Uzyskanie choć odrobiny woli było dla mnie niezbędnym minimum.

Zapadła długa cisza. Spodziewałem się usłyszeć coś więcej o pułapce szczegółów. W końcu to don Juan przestrzegał mnie kiedyś przed tym niebezpieczeństwem.

– Idzie ci świetnie – powiedział w końcu. – Śniący spędzają wiele czasu na doskonaleniu swego ciała energetycznego. I o to dokładnie w tym wszystkim chodzi –o doskonalenie ciała energetycznego.

Don Juan wyjaśnił mi, że moje ciało energetyczne dlatego tak łatwo ulegało pokusie zagłębiania się w szczegóły i beznadziejnie w nich grzęzło, ponieważ było jeszcze niedoświadczone i niepełne. Powiedział, że czarownicy spędzają całe życie na konsolidacji swego ciała energetycznego, pozwalając mu chłonąć wszystko, co tylko możliwe.

– Dopóki ciało energetyczne nie stanie się pełne i dojrzałe, dopóty pochłonięte jest samym sobą – ciągnął don Juan. – Nie potrafi wyzwolić się od przymusu absorbowania wszystkiego, co je otacza. Ale gdy wziąć to pod rozwagę, zamiast się z nim zmagać, tak jak ty to robisz, można mu jakoś pomóc.

– Jak mogę tego dokonać, don Juanie?

– Poprzez kierowanie jego zachowaniem, to jest poprzez podchodzenie go.

Don Juan wyjaśnił, że ponieważ wszystko, co wiąże się z ciałem energetycznym, zależy od właściwej pozycji punktu połączenia – a przecież śnienie to nic innego, jak narzędzie do jego przemieszczania – podchodzenie jest sposobem utrzymania punktu połączenia w idealnym położeniu. W tym przypadku jest to położenie, w którym ciało energetyczne może się skonsolidować i skąd może się ostatecznie wyłonić.

Don Juan powiedział, że czarownicy przyjmują, iż taka optymalna pozycja punktu połączenia została osiągnięta wtedy, gdy ciało energetyczne może się samo poruszać. Następnym etapem jest podchodzenie go, czyli unieruchomienie w tym położeniu, by nabrało pełni. Don Juan nadmienił, że cała procedura jest niezwykle prosta. Wystarczy zamierzyć podchodzenie.

Po tym stwierdzeniu don Juan zamilkł z wyrazem oczekiwania na twarzy. Spodziewałem się, że powie coś jeszcze, a on spodziewał się, że zrozumiałem to, co powiedział. Nie zrozumiałem.

– Pozwól, by twoje ciało energetyczne zamierzyło osiągnięcie optymalnej pozycji śnienia – wyjaśnił don Juan. –Potem pozwól, by zamierzyło pozostanie w tej pozycji, i to będzie właśnie podchodzenie. – Przerwał i nakazał mi wzrokiem, abym przemyślał to, co powiedział. – Zamierzenie jest tajemnicą, ale ty już ją znasz – powiedział. – Czarownicy przesuwają swoje punkty połączenia poprzez zamierzanie i unieruchamiają je podobnie, przez zamierzenie. I nie istnieje żadna technika zamierzania. Zamierza się, wyrażając zamiar.

W tym momencie znów, jak niejeden raz wcześniej, pomyślałem sobie, jakim to jestem dobrym czarownikiem. Byłem bezgranicznie przekonany, że coś pokieruje mną właściwie i zamierzę unieruchomienie mojego punktu połączenia w owym idealnym położeniu. W przeszłości dokonałem najróżniejszych wyczynów, nie wiedząc zupełnie, jakim cudem. Sam don Juan nie mógł się nadziwić moim zdolnościom albo mojemu szczęściu, a ja byłem święcie przekonany, że będzie to kolejny tego przykład. Jakżeż bardzo się pomyliłem. Bez względu na to, co robiłem i jak długo czekałem, unieruchomienie mojego punktu połączenia w jakimkolwiek punkcie, nie mówiąc w ogóle o tym idealnym, nie przyniosło najmniejszych rezultatów.

Po kilku miesiącach usilnych, lecz bezskutecznych prób poddałem się.

– Naprawdę wierzyłem, że potrafię tego dokonać – powiedziałem, przekraczając próg domu don Juana. –Obawiam się jednak, że teraz jestem większym egocentrykiem niż kiedykolwiek.

– Ależ skąd – uśmiechnął się don Juan. – Jak zwykle, znów zaplątałeś się w błędną interpretację twojego zadania. Szukasz idealnego miejsca, jakbyś szukał swoich kluczyków do samochodu. Potem chcesz unieruchomić swój punkt połączenia, jakbyś unieruchamiał złamaną nogę. Idealne miejsce i unieruchomienie punktu połączenia to metafory. Nie mają nic wspólnego ze słowami, które je opisują.

Potem don Juan poprosił, bym opowiedział mu, co ostatnio zdarzyło się w moich ćwiczeniach w śnieniu. Najpierw powiedziałem mu, że moja potrzeba zatapiania się w szczegółach znacznie osłabła. Powiedziałem mu, że nieustannie zmuszam się do poruszania w moich snach, i być może to ruch powstrzymuje mnie przed zagłębieniem się w obserwację szczegółów. Powstrzymanie przez ruch daje mi sposobność dokładnej analizy zaabsorbowania szczegółami. Doszedłem do wniosku, że materia nieożywiona emanuje pewną siłę obezwładniającą. Dostrzegam ją jako promień nikłego światła, który nie pozwala mi się poruszyć. Na przykład, wiele razy, maleńka plamka na ścianie lub drewnianej podłodze mojego pokoju wysyłała promień światła, który mnie unieruchamiał. Od tego momentu moja uwaga śnienia skupiała się na tym świetle i cały sen kręcił się wokół tej maleńkiej plamki. Obserwowałem, jak plamka powiększa się do rozmiarów kosmosu. Trwało to zazwyczaj tak długo, aż się nie obudziłem z nosem przyciśniętym do ściany albo podłogi. Moje wnioski były takie, że po pierwsze, szczegół był prawdziwy, a po drugie – wyglądało na to, że obserwowałem go podczas snu.

– To wszystko dzieje się dlatego, że stwarzanie twojego ciała energetycznego zostało ukończone z chwilą, gdy zdołało się samo poruszyć – uśmiechnął się don Juan. – Nie mówiłem ci tego wprost, a jedynie sugerowałem taką możliwość. Chciałem się dowiedzieć, czy zdołasz dojść do tego sam. I oczywiście doszedłeś do tego sam.

Nie miałem pojęcia, co don Juan ma na myśli. Obrzucił mnie swym zwyczajowym, badawczym spojrzeniem; jego przenikliwe spojrzenie omiotło całe moje ciało.

– Do czego dokładnie zdołałem sam dojść, don Juanie? – musiałem zapytać.

– Zdołałeś sam dojść do tego, że twoje ciało energetyczne nabrało już pełni.

– Zapewniam cię, że do niczego takiego nie doszedłem.

– Ależ tak. Zaczęło się to jakiś czas temu, gdy nie potrafiłeś znaleźć żadnego kryterium oceny prawdziwości twoich snów. Potem coś jednak zaczęło robić to za ciebie i mówiło ci, czy śnisz normalny sen. To coś to było twoje ciało energetyczne. Teraz rozpaczasz, że nie udało ci się znaleźć idealnego miejsca, gdzie miałeś unieruchomić swój punkt połączenia. A ja ci mówię, że ci się udało. Dowodem na to jest to, że twoje ciało energetyczne, dzięki ruchowi, poskromiło swą obsesję na punkcie szczegółów.

Byłem w kropce. Nie potrafiłem nawet zadać jednego z moich głupich pytań.

– Teraz przed tobą klejnot czarowników – ciągnął don Juan. – Zaczniesz ćwiczyć widzenie energii w swoich snach. Wypełniłeś zadanie dla trzeciej bramy śnie –nia: twoje ciało energetyczne potrafi poruszać się samo. Teraz dopiero czeka cię prawdziwe zadanie: widzenie energii ciałem energetycznym. Widziałeś już energię wcześniej, wiele razy – mówił dalej don Juan. – Ale za każdym razem widzenie było szczęśliwym trafem. Teraz będziesz robić to rozmyślnie. Śniący mają pewną generalną zasadę – ciągnął. – Jeśli ich ciało energetyczne nabrało już pełni, widzą energię zawsze, gdy spojrzą na jakiś przedmiot w normalnym świecie. Gdy widzą energię jakiegoś przedmiotu w trakcie śnienia, są pewni, że mają do czynienia z realnym światem bez względu na to, jak zniekształcony może się ten świat wydawać ich uwadze śnienia. Jeżeli zaś nie widzą energii jakiegoś przedmiotu, oznacza to, że znajdują się w zwyczajnym śnie, a nie w świecie rzeczywistym.

– A co jest światem rzeczywistym, don Juanie? – zapytałem.

– Świat, który wytwarza energię; jego przeciwieństwem jest niematerialny świat odzwierciedleń, gdzie nic nie ma skutków energetycznych.

Potem don Juan podał mi nową definicję śnienia. Jest to proces wyodrębniania przez śniących takich warunków śnienia, w których mogą znaleźć elementy wytwarzające energię. Musiał chyba zauważyć moje zdezorientowanie, gdyż roześmiał się i podał mi inną, jeszcze bardziej zawiłą definicję: śnienie jest procesem, poprzez który zamierzamy odszukać odpowiednie położenia punktu połączenia; takie, które pozwalają nam postrzegać przedmioty wytwarzające energię w stanach zbliżonych do snu.

Don Juan wyjaśnił, że ciało energetyczne jest również zdolne do postrzegania energii, która jest zupełnie inna niż energia naszego świata. Dzieje się tak choćby w przypadku przedmiotów ze świata istot nieorganicznych, które ciało energetyczne postrzega jako skwierczącą energię. W naszym świecie nic nie skwierczy; tutaj wszystko faluje.

– Od tej pory – powiedział don Juan – istotą twojego śnienia będzie określenie, czy rzeczy, na których skupiasz swoją uwagę śnienia, są wytwornikami energii, niematerialnymi odzwierciedleniami czy wytwornikami obcej energii.

Don Juan przyznał, iż miał nadzieję, że sam wpadnę na pomysł widzenia energii jako kryterium oceny, czy obserwuję we śnie swoje prawdziwe ciało, czy też nie. Śmiał się z mojego chybionego pomysłu, by co cztery dni ubierać do spania wyszukany strój nocny. Powiedział, że miałem na wyciągnięcie ręki wszystkie informacje potrzebne do wywnioskowania, jakie jest prawdziwe zadanie dla trzeciej bramy śnienia, i do przedstawienia właściwego kryterium. Jednakże mój system interpretacji zmusił mnie do poszukiwania sztucznych rozwiązań, którym brakło prostoty i bezpośredniości magii.

C.Castaneda”sztuka śnienia” Druga brama śnienia

DRUGA BRAMA ŚNIENIA1397590_649644271746879_2103413431_o

Podczas moich ćwiczeń w śnieniu odkryłem, że aby nauczyciel śnienia mógł wskazać na określone zagadnienie, musi stworzyć pewną dydaktyczną syntezę. Zasadniczo tym, co don Juan zamierzał, dając mi moje pierwsze zadanie, było ćwiczenie uwagi śnienia poprzez koncentrowanie się na poszczególnych przedmiotach z mojego snu. Do tego celu don Juan użył jako bodźca pojęcia świadomości zapadania w sen. Jego wybieg polegał na daniu mi do zrozumienia, że jedynym sposobem na uświadomienie sobie chwili zapadania w sen jest dokładne przyglądanie się przedmiotom ze snu.

Już prawie na samym początku moich doświadczeń w śnieniu zdałem sobie sprawę, że ćwiczenia w uwadze śnienia są podstawą istoty śnienia. Jednakże dla umysłu niemożliwe wydaje się wyćwiczenie świadomości na poziomie snu. Don Juan powiedział, że czynnym elementem takich ćwiczeń jest wytrwałość, i umysł, broniący się swą racjonalnością, musi się przed nią ugiąć. Don Juan powiedział, że prędzej czy później mury obronne umysłu nie wytrzymują naporu wytrwałości i nieskrępowana uwaga śnienia może się rozwijać.

Gdy wprawiałem się w skupianiu i utrzymywaniu uwagi śnienia na przedmiotach ze snu, zacząłem odczuwać dość dziwną wiarę w siebie. Uczucie to było tak niesamowite, że musiałem o tym porozmawiać z don Juanem.

– Wchodzisz w drugą uwagę i to właśnie daje ci tę pewność siebie – powiedział mi don Juan. – Tym bardziej więc musisz zachować trzeźwość umysłu. Posuwaj się powoli, ale się nie zatrzymuj. A przede wszystkim nie rozmawiaj o tym. Po prostu działaj.

Powiedziałem mu, że potwierdziłem w praktyce to, o czym mi wcześniej powiedział; gdy przyglądam się obiektom we śnie tylko przez chwilę, to obrazy się nie rozpływają. Stwierdziłem też, że jedną z trudniejszych rzeczy jest przełamanie początkowej bariery, która uniemożliwia nam świadome skoncentrowanie się na śnie. Poprosiłem don Juana, aby przedstawił mi na ten temat swoją własną opinię. Byłem głęboko przekonany, że jest to bariera psychologiczna powstała w procesie socjalizacji, podczas którego uczymy się dyskredytować sny.

– Ta bariera to coś więcej niż tylko proces socjalizacji – odparł don Juan. – To pierwsza brama śnienia. Teraz, gdy już ją pokonałeś, wydaje ci się niedorzeczne, że nie potrafimy się zatrzymać w dowolnym momencie i skupić uwagi na jakimś przedmiocie ze snu. To fałszywe przekonanie. Pierwsza brama śnienia związana jest z przepływem energii we wszechświecie. To naturalna przeszkoda.

Don Juan wymógł na mnie zgodę, że będziemy rozmawiali o śnieniu tylko w drugiej uwadze i tylko wtedy, gdy uzna to za stosowne. Tymczasem miałem nadal ćwiczyć, a on obiecał mi, że nie będzie się do tego wtrącał.

Nabywszy biegłości w ustawianiu śnienia, zacząłem często odczuwać dziwne wrażenia, którym przypisywałem wielkie znaczenie. Jednym z nich było uczucie, jakbym staczał się do rowu dokładnie w chwili zapadania w sen. Don Juan nigdy nie wspominał, że są to jakieś absurdalne odczucia, ale pozwolił mi zanotować je w moim notatniku. Teraz zdaję sobie sprawę, jak idiotycznie musiałem wówczas brzmieć. Dziś, gdybym sam nauczał śnienia, niewątpliwie nie pochwalałbym takiego zachowania. Don Juan śmiał się ze mnie, nazywając kryptoegomaniakiem, który zaklina się, że walczy z poczuciem własnej ważności, a jednocześnie prowadzi skrupulatny, niezwykle osobisty pamiętnik pod tytułem Moje Sny.

Don Juan zawsze, gdy tylko miał ku temu stosowną okazję, podkreślał, że energia potrzebna do uwolnienia naszej uwagi śnienia z klatki uwarunkowań społecznych bierze się z rozprowadzenia energii już istniejącej. Trudno o bardziej prawdziwe stwierdzenie. Pojawienie się naszej uwagi śnienia jest bezpośrednim następstwem odnowy naszego życia. Ponieważ, jak mówił don Juan, nie mamy żadnej możliwości podłączenia się do zewnętrznego źródła, by zasilić własną energię, musimy rozprowadzać istniejącą w nas energię w każdy dostępny nam sposób.

Don Juan niezmiennie powtarzał, że ścieżka czarowników to najlepszy sposób na, jak się wyraził, naoliwienie machiny rozprowadzania energii i że spośród wszystkich składników ścieżki czarowników najskuteczniejszym jest utrata własnej ważności. Był przekonany, że jest ona niezbędna we wszelkich poczynaniach czarowników i dlatego wielką wagę przykładał do nauczenia tego swoich uczniów. Don Juan był przekonany, że poczucie własnej ważności jest nie tylko najpotężniejszym wrogiem czarowników, lecz także nemezis rodzaju ludzkiego.

Don Juan argumentował, że na podtrzymanie poczucia własnej ważności tracimy większość naszej energii. Najlepszym przykładem jest nasza ciągła troska o dobry wygląd, o to, czy jesteśmy zauważani, doceniani i podziwiani. Don Juan dowodził, że gdybyśmy utracili choćby trochę tego poczucia własnej ważności, nastąpiłyby dwie rzeczy. Po pierwsze, uwolnilibyśmy znaczne zasoby energii marnotrawionej na podtrzymywanie iluzji naszej wspaniałości. Po drugie, dostarczylibyśmy sobie wystarczająco dużo energii, by przejść do drugiej uwagi i choćby na mgnienie oka dojrzeć wspaniałość wszechświata.

Zabrało mi to ponad dwa lata, zanim mogłem z powodzeniem utrzymać niezachwianą uwagę śnienia na dowolnym przedmiocie. Nabyłem takiej wprawy, że wydawało mi się, jakbym niczego innego nie robił przez całe życie. Najdziwniejsze było to, że potrafiłem sobie wyobrazić, iż nie posiadałem tej zdolności wcześniej. Jednak wciąż pamiętałem, z jaką trudnością przychodziła mi choćby sama myśl o takiej możliwości. Przyszło mi do głowy, że zdolność badania treści snów musi być wynikiem naturalnej konfiguracji istoty ludzkiej, podobnym, być może, do zdolności poruszania się. Jesteśmy fizycznie przystosowani tylko do jednego sposobu chodzenia; używamy do tego nóg. Ale przecież jego nauka jest dla nas ogromnym wysiłkiem.

Nowa umiejętność przelotnego spoglądania na przedmioty w moim śnie łączyła się z niezwykle dokuczliwym napominaniem samego siebie, bym patrzył na składniki moich snów. Byłem świadomy swojego przyrodzonego natręctwa, ale podczas śnienia cecha ta niezwykle przybierała na sile. Stała się tak intensywna, że nie tylko brzydziłem się, słysząc, jak napominam samego siebie, lecz również zacząłem wątpić, czy to naprawdę było moje natręctwo czy też coś innego. Myślałem nawet, iż mi odbija. W końcu powiedziałem don Juanowi:

– W moich snach wciąż mówię do siebie, napominając się, żeby patrzeć na przedmioty.

Oczywiście cały czas pamiętałem o tym, że mieliśmy rozmawiać o śnieniu tylko wtedy, gdy on sam tak postanowi, ale wydawało mi się, że sytuacja jest alarmująca.

– Czy odnosisz wrażenie, że jest to jakiś obcy głos? –zapytał don Juan.

– Cóż, właściwie tak. Nie rozpoznaję wówczas mojego głosu.

– A więc to nie ty. Jeszcze nie czas na wyjaśnienia. Ale powiedzmy, że nie jesteśmy sami na tym świecie. Powiedzmy, że są i inne światy dostępne dla śniących, światy zupełne. Z tych innych zupełnych światów przybywają do nas czasami pewne energetyczne istoty. Gdy następnym razem usłyszysz, jak napominasz samego siebie, rozzłość się nie na żarty i wrzaśnij: “przestań!”

Tak więc stanęło przede mną kolejne wyzwanie; miałem pamiętać, by podczas śnienia krzyknąć “przestań!” Wydaje mi się, że chyba dlatego, iż tak bardzo drażniło mnie to natrętne napominanie, pamiętałem jednak, by krzyknąć “przestań!” Głos natychmiast umilkł i już nigdy więcej nie powrócił.

– Czy każdy śniący tego doświadcza? – zapytałem don Juana, gdy go znów zobaczyłem.

– Niektórzy tak – odparł od niechcenia. Gdy zacząłem swój elaborat, jakie to było niezwykłe doznanie, przerwał mi, mówiąc:

– Teraz jesteś gotów, by dotrzeć do drugiej bramy śnienia.

Nadarzyła się okazja uzyskania odpowiedzi na pytania, których nie mogłem mu wcześniej zadać. To, czego doświadczyłem za pierwszym razem, gdy don Juan wprowadził mnie w śnienie, działo się przede wszystkim w umyśle. Powiedziałem don Juanowi, że obserwowałem przedmioty w moich snach ile tylko dusza zapragnie i nigdy wcześniej nie odczuwałem niczego chociażby trochę zbliżonego w sensie czystości i ostrości obrazu.

– Im więcej o tym myślę – powiedziałem – tym bardziej mnie to intryguje. Gdy patrzyłem wówczas na tych ludzi w tamtym śnie, czułem strach i obrzydzenie, których nigdy nie zapomnę. Co to było za uczucie, don Juanie?

– Moim zdaniem twoje ciało energetyczne połączyło się z obcą ci energią tamtego miejsca i pohulało sobie do woli. Rzecz jasna, bałeś się i brzydziłeś – po raz pierwszy w życiu badałeś obcą energię. Masz zgubne skłonności do takich samych zachowań, jak czarownicy starożytności – mówił dalej don Juan. – Gdy nadarza się okazja, ruszasz swój punkt połączenia. Wtedy twój punkt połączenia przemieścił się dość daleko. W rezultacie zapuściłeś się, podobnie jak dawni czarownicy, poza granice znanego nam świata. Bardzo realistyczna, ale też bardzo niebezpieczna podróż.

Pozostawiłem tymczasem kwestię znaczenia jego słów, bardziej zainteresowany inną sprawą.

– Czy to miasto było może na innej planecie?

– Nie można wyjaśniać śnienia za pomocą rzeczy, które znasz lub wydaje ci się, że znasz – odpowiedział don Juan. – Mogę ci jedynie powiedzieć, że miasto, w którym byłeś, nie należało do tego świata.

– Więc gdzie było?

– Poza tym światem, oczywiście. Przecież nie jesteś tak głupi. To była pierwsza rzecz, którą zauważyłeś. Nie potrafisz sobie wyobrazić niczego, co pochodzi nie z tego świata, i dlatego wciąż gonisz w kółko.

– A gdzie jest to “nie z tego świata”, don Juanie?

– Wierz mi, że najbardziej szaloną cechą magii jest właśnie konfiguracja owego “nie z tego świata”. Na przykład automatycznie przyjąłeś, że ja widziałem to samo, co ty. Dowodem jest to, że nigdy nie zapytałeś mnie, co widziałem. Ty, i tylko ty, widziałeś jakieś miasto i ludzi w tym mieście. Ja niczego takiego nie widziałem. Ja widziałem energię. Tak więc nie z tego świata tylko dla ciebie było w owym przypadku jakimś miastem.

– Ale przecież to nie było rzeczywiste miasto, don Juanie. Ono istniało tylko dla mnie, w moim umyśle.

– Nie, to nie tak. Teraz usiłujesz zredukować coś transcendentalnego do czegoś zupełnie przyziemnego. Nie możesz tego robić. Ta podróż była rzeczywista. Ty widziałeś to jako miasto. Ja widziałem to jako energię. Żaden z nas się nie myli i żaden nie ma racji.

– Przestaję cię rozumieć, gdy zaczynasz mówić, że coś Jest rzeczywiste. Przedtem powiedziałeś, że byliśmy w miejscu istniejącym naprawdę. Ale jeśli to miejsce było rzeczywiste, to jak możemy przyjąć dwie jego wersje?

– To bardzo proste. Mamy dwie wersje, ponieważ wtedy mieliśmy różne poziomy jednorodności i spójności. Wyjaśniłem ci już kiedyś, że te dwie cechy to klucz do postrzegania.

– Czy sądzisz, że mógłbym wrócić do tamtego miasta?

– Tu mnie masz. Nie wiem. Albo może raczej wiem, ale nie potrafię tego wyjaśnić. Albo może potrafię wyjaśnić, ale nie chcę. Będziesz musiał poczekać i samemu się domyślić, jak jest naprawdę.

Don Juan nie chciał dalej na ten temat rozmawiać.

– Wróćmy do naszych spraw – powiedział. – Dochodzisz do drugiej bramy śnienia, gdy budzisz się z jednego snu w drugi. Możesz mieć tyle snów, ile chcesz, czy też ile zdołasz mieć. Musisz jednak odpowiednio się kontrolować, by nie obudzić się w świecie, który znamy.

Aż zadrżałem, gdy to usłyszałem.

– Chcesz powiedzieć, że nigdy nie wolno mi się obudzić w tym świecie?

– Nie, tego nie powiedziałem. Ale teraz, gdy już o tym wspomniałeś, muszę ci powiedzieć, że jest to jedna z możliwości. Czarownicy starożytności tak właśnie robili, nigdy nie budzili się w świecie, który znamy. Niektórzy czarownicy z mojej linii również tak robili. Z pewnością można to zrobić, ale ja tego nie zalecam. Chcę, żebyś budził się w sposób naturalny, gdy skończysz śnienie, ale podczas śnienia masz śnić, że budzisz się w innym śnie.

Usłyszałem, jak zadaję don Juanowi to samo pytanie, które zadałem mu za pierwszym razem, gdy powiedział mi o ustawianiu śnienia.

– Czy to jest możliwe?

Don Juan z pewnością zauważył moje rozkojarzenie i śmiejąc się, odpowiedział mi tak samo, jak wtedy.

– Oczywiście, że to możliwe. Owa kontrola niczym nie różni się od kontrolowania dowolnej sytuacji w naszym codziennym życiu.

Moje zażenowanie minęło dość szybko i byłem gotów do następnego pytania. Ale don Juan ubiegł mnie i zaczął wyjaśniać kolejne cechy drugiej bramy śnienia, co tylko zwiększyło mój niepokój.

– Jest jeden problem dotyczący drugiej bramy – powiedział. – Może to być problem poważny; to zależy od osobowości. Jeśli mamy skłonności do folgowania sobie i kurczowego trzymania się pewnych rzeczy lub sytuacji, powinniśmy przygotować się na solidnego kopa w tyłek.

– Co masz na myśli, don Juanie?

– Pomyśl przez chwilę. Doświadczyłeś już tej niezwykłej przyjemności badania treści swoich snów. Wyobraź sobie, że przechodzisz ze snu do snu, wszystko oglądasz, wszystko badasz, każdy szczegół. Łatwo sobie uświadomić, jak szybko można się bezpowrotnie pogrążyć w tej głębi. Szczególnie wtedy, gdy ktoś ma skłonności do folgowania sobie.

– Czy ciało albo mózg nie powstrzymałoby tego automatycznie?

– Jeśli to jest normalny sen, to tak. Ale to nie jest normalna sytuacja. To jest śnienie. Śniący, przekraczając pierwszą bramę, trafia do swego ciała energetycznego. Tak więc to rzeczywiście ciało energetyczne przekracza drugą bramę i skacze od snu do snu.

– Co z tego wszystkiego wynika, don Juanie?

– Z tego wynika, że przekraczając drugą bramę, musisz zamierzyć znacznie większą i bardziej trzeźwą kontrolę nad uwagą śnienia, jedynym zaworem bezpieczeństwa, jakim dysponuje śniący.

– Co to za zawór bezpieczeństwa?

– Sam kiedyś odkryjesz, że prawdziwym celem śnienia jest doskonalenie ciała energetycznego. Doskonałe ciało energetyczne posiada, między innymi oczywiście, taką kontrolę nad uwagą śnienia, że ta potrafi je zatrzymać, gdy jest to konieczne. To jest właśnie ten zawór bezpieczeństwa. Bez względu na to, jak bardzo ktoś sobie folguje, w pewnym momencie jego uwaga śnienia musi wyciągnąć go na powierzchnię.

Tak więc ponownie wyruszyłem na niezbadane tereny, by odkrywać tajemnice śnienia. Tym razem jednak cel był jeszcze bardziej mglisty i znacznie trudniejszy. I tak jak za pierwszym razem, zupełnie nie mogłem wykoncypować, co mam robić. Miałem niezbyt pocieszające obawy, że cała moja dotychczasowa praktyka niewiele mi tu pomoże. Po całej serii niepowodzeń dałem sobie spokój i powróciłem po prostu do moich ćwiczeń skupiania uwagi śnienia na wszystkich przedmiotach w moich snach. Pogodzenie się z moimi wadami przydało mi jakby energii; nabyłem prawdziwej biegłości w utrzymywaniu obrazu dowolnego przedmiotu w moich snach.

W ciągu następnego roku nic się nie zmieniło. Odmiana przyszła nagle, jednego dnia. Gdy w moim śnie oglądałem okno, próbując się przekonać, czy byłbym w stanie dostrzec rozciągający się z niego widok, poczułem nagle jakby powiew jakiejś siły, którą odebrałem jako brzęczenie w mych uszach. Siła ta wypchnęła mnie za okno. Na krótko przed wypchnięciem moją uwagę śnienia przyciągnęła jakaś dziwna konstrukcja, niezbyt daleko ode mnie. Wyglądała jak traktor. W chwilę później już stałem obok niej, dokładnie się przypatrując.

Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że jest to śnienie. Rozejrzałem się naokoło, starając się ustalić, co to było za okno, z którego zostałem wypchnięty. Wyglądało na to, że znalazłem się na jakiejś farmie. Nie widziałem żadnych budynków. Chciałem się nad tym przez chwilę zastanowić. Jednakże całą moją uwagę przykuty poniewierające się dokoła w wielkiej liczbie przeróżne maszyny rolnicze sprawiające wrażenie porzuconych i zapomnianych. Przyglądałem się kosiarkom, traktorom, żniwiarkom, pługom i młockarniom. Było tego tak wiele, że zapomniałem o moim pierwotnym śnie. Wówczas postanowiłem zorientować się, gdzie jestem, zacząłem więc rozglądać się po najbliższym otoczeniu. W oddali dostrzegłem coś, co wyglądało jak tablica reklamowa, niedaleko której postawiono parę niewysokich słupków z aparatami telefonicznymi.

Natychmiast gdy skoncentrowałem uwagę na tablicy reklamowej, już byłem obok niej. Jej stalowa konstrukcja wzbudziła we mnie strach. Była złowieszcza. Na samej tablicy był obraz budynku. Tekst, który przeczytałem, zachęcał do zatrzymania się w motelu. Byłem dziwnie przekonany, że jestem w Oregonie albo północnej Kalifornii.

Ponownie rozejrzałem się po okolicy z mojego snu. W oddali majaczył łańcuch górski, bliżej zaś widziałem niewysokie zielone wzgórza. Porastały je kępy drzew; były to chyba kalifornijskie dęby. Chciałem znaleźć się przy tych wzgórzach, ale przyciągnął mnie odległy łańcuch górski. Byłem przekonany, że są to góry Sierra Madre.

W górach opuściła mnie cala energia śnienia. Ale zanim to nastąpiło, byłem przyciągany przez wszelkie możliwe szczegóły. Mój sen przestał być snem. Oceniając na podstawie moich zdolności postrzegania, naprawdę byłem w górach Sierra Madre. Mogłem dowolnie przybliżać wszystkie obrazy: wąwozy, głazy, drzewa i jaskinie. Skakałem ze ścian urwisk na szczyty gór, aż wyczerpałem się całkowicie i nie mogłem już dłużej na niczym zatrzymać swej uwagi śnienia. Poczułem, że tracę kontrolę. W końcu niczego już nie widziałem; otoczyła mnie ciemność.

– Dotarłeś do drugiej bramy śnienia – oznajmił don Juan, gdy opowiedziałem mu o moim śnieniu. – Teraz powinieneś ją przekroczyć. Przejście przez drugą bramę to bardzo poważna sprawa. Wymaga wielkiej dyscypliny i wysiłku.

Nie byłem pewien, czy wypełniłem zadanie, które mi wyznaczył, nie obudziłem się bowiem w innym śnie. Zapytałem go, co sądzi o tej nieprawidłowości.

– To ja popełniłem błąd – powiedział don Juan. – Powiedziałem ci, że trzeba się obudzić w innym śnie, ale chodziło mi o to, że masz planowo i precyzyjnie zmieniać sny. Właśnie tak, jak to zrobiłeś. Przy pierwszej bramie straciłeś dużo czasu. Starałeś się zobaczyć tylko swe ręce. Tym razem jednak od razu znalazłeś właściwe rozwiązanie, nie zawracając sobie głowy zaleceniem, byś obudził się w innym śnie.

Don Juan powiedział, że są dwa sposoby prawidłowego przekraczania drugiej bramy śnienia. Pierwszy to przebudzenie się w innym śnie, czyli niejako widzenie we śnie, jak się śni, po czym widzenie we śnie przebudzenia ze snu. Inna możliwość to użycie przedmiotów ze snu do inicjacji kolejnego snu, właśnie tak, jak ja to zrobiłem.

Don Juan jak zawsze pozwolił mi ćwiczyć bez żadnych sugestii ze swej strony. A ja, poprzez ćwiczenia, potwierdziłem istnienie tych dwóch sposobów, które mi opisał. Albo więc śniłem, że mam sen i się z niego budzę, albo też przenosiłem wzrok z wybranego przedmiotu, bezpośrednio dostępnego mojej uwadze śnienia, na inny, mniej dostępny. Moim wariantem drugiego sposobu było wpatrywanie się w dowolny przedmiot tak długo, aż zaczynał zmieniać kształt, co powodowało brzęczące zawirowanie i wciągnięcie mnie w inny sen. Nigdy jednak nie udawało mi się podjąć świadomej decyzji, którego z tych sposobów użyć do przeniesienia się w inny sen. Moje ćwiczenia niezmiennie kończyły się tym samym: zawsze brakowało mi energii na podtrzymanie uwagi śnienia i budziłem się albo zapadałem w mroczny, głęboki sen.

Ćwiczenia przebiegały gładko. Mój spokój zakłócało jedynie szczególne wrażenie, szarpnięcie strachu czy też Niepokoju, które zacząłem odczuwać coraz częściej. Próbowałem je ignorować, tłumacząc sobie, że jest to wynik mojego obżarstwa lub też spożywania roślin halucynogennych, które wówczas don Juan podawał mi w wielkich ilościach jako część mojej nauki. Szarpnięcia stały się jednak na tyle silne, że musiałem poprosić don Juana o radę.

– Właśnie wkroczyłeś na najniebezpieczniejsze obszary wiedzy czarowników – zaczął don Juan. – Są przerażające; to prawdziwy koszmar. Mógłbym teraz zacząć żartować z tego i powiedzieć, że nie wspominałem ci o tym, aby nie mącić w twym racjonalnym umyśle, ale nie mogę. Każdy czarownik musi temu stawić czoło. Obawiam się, że właśnie teraz może ci się wydać, iż przestajesz panować nad sobą.

Don Juan wyjaśnił mi, że życie i świadomość, jako wyłączna domena energii, nie są cechami jedynie organizmów. Powiedział, że czarownicy widzą dwa typy istot świadomych, zaludniających naszą planetę: organiczne i nieorganiczne. Porównując je z sobą, czarownicy widzą, że jedne i drugie są świetlistymi bryłami, przez które z każdej strony przenikają miliony włókien energii wszechświata. Bryły te różnią się od siebie kształtem i natężeniem jasności. Istoty nieorganiczne są długie, przypominając swym kształtem świece, i są nieprzezroczyste, natomiast istoty organiczne są okrągłe i o wiele jaśniejsze. Inną istotną różnicą, którą, jak mówił don Juan, widzą czarownicy, jest to, iż życie i świadomość istot organicznych są krótkotrwałe, jako że ich naturą jest pośpiech. Natomiast życie istot nieorganicznych jest nieskończenie dłuższe, a ich świadomość nieskończenie spokojniejsza i głębsza.

– Obcowanie z nimi nie stanowi dla czarowników najmniejszego problemu – ciągnął don Juan. – Istoty nieorganiczne posiadają to, co jest niezbędne, by obcować z innymi istotami, a mianowicie świadomość.

– Ale czy te istoty nieorganiczne rzeczywiście istnieją? Tak jak ty lub ja?

– Oczywiście, że tak – odpowiedział don Juan. –Wierz mi, czarownicy to bardzo inteligentne stworzenia. W żadnym wypadku nie zabawialiby się wytworami zaburzeń umysłu, by brać je później za rzeczywistość.

– Dlaczego mówisz, że te istoty są żywe?

– Dla czarowników życie oznacza świadomość. Oznacza to posiadanie punktu połączenia i otaczającej go poświaty świadomości, które mówią czarownikom, że stojąca przed nimi istota, organiczna lub nie, jest niezaprzeczalnie zdolna do postrzegania. Postrzeganie jest dla czarowników podstawowym wyznacznikiem życia.

– W takim razie istoty nieorganiczne także umierają. Czy to prawda, don Juanie?

– Naturalnie. Tracą świadomość tak samo, jak my. Ale trwanie tej świadomości jest dla nas niepojęte.

– Czy te istoty nieorganiczne ukazują się czarownikom?

– Bardzo trudno określić, jak to z nimi jest. Można powiedzieć, że przywabiamy je albo, jeszcze lepiej, że zmuszamy je do obcowania z nami.

Don Juan wpatrywał się we mnie z wielką uwagą.

– W ogóle nie orientujesz się w tym, co mówię –stwierdził raczej, niż zapytał.

– Tak, to prawda. Trudno mi to pojąć. Zdrowy rozsądek nie przyjmuje tego.

– Ostrzegałem cię, że te sprawy zachwieją twoim racjonalnym umysłem. Dlatego też sądzę, że najlepiej wstrzymać się z osądem i pozwolić, by wszystko potoczyło się własnym trybem, co oznacza, że istoty nieorganiczne same do ciebie przyjdą.

– Mówisz poważnie, don Juanie?

– Śmiertelnie poważnie. Problem z istotami nieorganicznymi polega na tym, że ich świadomość w porównaniu z naszą jest niezwykle wolna. Mijają lata, zanim czarownik zostanie zauważony przez istoty nieorganiczne. Zalecałbym więc uzbroić się w cierpliwość i czekać. Prędzej czy później pojawią się. Ale nie pojawią się tak, jak ty lub ja. Ich sposób pojawiania się należy do niezwykle szczególnych.

– Jak czarownicy je przywabiają? Czy mają jakiś rytuał?

– No cóż, z pewnością nie stoją na środku drogi, przywołując je drżącym głosem wraz z wybiciem północy, jeśli to miałeś na myśli.

– A więc co robią?

– Przywabiają je podczas śnienia. Jak już mówiłem, to coś więcej niż zwabianie. Czarownicy poprzez śnienie zmuszają owe istoty do obcowania z nimi.

– Jak czarownicy zmuszają je poprzez śnienie?

– Śnienie to utrzymanie położenia, do którego punkt połączenia przemieścił się podczas snu. Akt ten tworzy charakterystyczny ładunek energii, który przyciąga ich uwagę. To działa jak przynęta na ryby, nie mogą mu się oprzeć. Czarownicy, docierając do pierwszych dwóch bram i przekraczając je, rozkładają przynętę i zmuszają istoty nieorganiczne do pojawienia się. Przechodząc przez te dwie bramy, wysłałeś im zaproszenie. Teraz musisz czekać na jakiś znak od nich.

– A jaki to może być znak, don Juanie?

– Prawdopodobnie pojawienie się któregoś z nich, aczkolwiek wydaje się, że na to jest jeszcze trochę za wcześnie. Moim zdaniem znakiem tym będą jakieś zaburzenia w twoim śnieniu. Jestem przekonany, że odczuwane przez ciebie szarpnięcia strachu nie są spowodowane niestrawnością. To są szarpnięcia energii przesyłane przez istoty nieorganiczne.

– Co mam teraz zrobić?

– Musisz zmienić swoje oczekiwania.

Nie wiedziałem, co miał na myśli. Wyjaśnił mi więc, że zwykle po ludziach lub innych istotach organicznych spodziewamy się natychmiastowej reakcji na naszą gotowość współdziałania. Natomiast chcąc obcować z istotami nieorganicznymi – jako że oddziela nas od nich ogromna bariera, energia poruszająca się z inną prędkością – czarownicy muszą zmienić swoje oczekiwania, czyli podtrzymywać swą gotowość współdziałania przez długi czas, który musi upłynąć, by został on dostrzeżony.

– Chcesz przez to powiedzieć, don Juanie, że praktykowanie śnienia to właśnie ta gotowość?

– Tak. Aby jednak odnieść pełny sukces, musisz swoje praktyki w śnieniu połączyć z intencją spotkania istot nieorganicznych. Pozwól im odczuć twoją moc i pewność, twoją siłę i niewzruszoność. Za nic nie wolno ci okazywać strachu czy poddawać się obsesji mroku. Już one same są wystarczająco mroczne i posępne. Przydawanie im jeszcze twoich obsesji jest więc, mówiąc oględnie, zbyteczne.

– Nie jestem pewien, czy rozumiem, jak te istoty objawiają się czarownikom. W jakiż to szczególny sposób dają znać o sobie?

– Czasami materializują się w naszym świecie, na naszych oczach. Najczęściej jednak ich niewidoczną dla nas obecność odbieramy jako szarpnięcia ciałem, rodzaj drżenia, które wypływa ze szpiku kości.

– A jak to się odbywa w śnieniu?

– W śnieniu jest zupełnie na odwrót. Czasami czujemy je tak, jak ty obecnie odczuwasz ich obecność, jako szarpnięcie strachu. Przeważnie jednak materializują się dokładnie przed nami. Jako że na samym początku śnienia nie mamy jeszcze potrzebnego nam doświadczenia, istoty te mogą napawać nas nieopisanym przerażeniem. To dla nas wielce niebezpieczne. Nasz strach jest dla nich tunelem, przez który mogą przedostać się za nami do naszego świata. Efekty tego są dla nas katastrofalne.

– Dlaczego, don Juanie?

– Bo wtedy strach może zapuścić korzenie w naszym życiu i musielibyśmy odseparować się od ludzi, by sobie 2 nim poradzić. Istoty nieorganiczne potrafią być gorsze niż zaraza. Przez ciągły strach mogą nas szybko doprowadzić do szaleństwa.

– Co czarownicy robią z istotami nieorganicznymi?

– Stapiają się z nimi. Czynią z nich swoich sprzymierzeńców. Tworzą powiązania, zawierając niezwykłe przyjaźnie. Więzi te nazywam kolosalnymi przedsięwzięciami, w których pierwszoplanową rolę odgrywa postrzeganie. Jesteśmy istotami społecznymi. Bezwiednie szukamy towarzystwa świadomości. Mając do czynienia z istotami nieorganicznymi, nie można okazywać strachu. To jest cały sekret. Tak trzeba postępować od samego początku. Nasza intencja powinna być dla nich przesłaniem mocy i żywiołu. W przesłaniu musi być zawarta wiadomość: “Nie boję się was. Spotkajcie się ze mną, powitam was z radością. Jeśli nie przybędziecie, będzie mi was brakować”. Po takim przesłaniu będą tak zaciekawione, że na pewno przybędą.

– Dlaczego miałyby tu przybywać albo po cóż ja miałbym się z nimi spotykać?

– Śniący, czy im się to podoba, czy też nie, poszukują w trakcie śnienia innych istot. Może to brzmieć dla ciebie szokująco, ale śniący automatycznie poszukują grup innych istot, w tym przypadku układów istot nieorganicznych. A w dodatku czynią to z wielkim zapałem.

– Brzmi to bardzo dziwnie, don Juanie. Dlaczego – śniący to robią?

– Istoty nieorganiczne są dla nas czymś zupełnie nowym. Dla nich, z kolei, istota naszego rodzaju, przekraczająca granice ich królestwa, także jest nowością. Od tej pory nie wolno ci zapominać, że istoty nieorganiczne i ich fenomenalna świadomość bardzo silnie oddziałują na śniących i z łatwością mogą ich przenieść w inne światy; światy, których nie można nawet opisać.

To właśnie czarownicy starożytności nauczyli się wykorzystywać istoty nieorganiczne i oni ukuli termin “sprzymierzeńcy”. Ich sprzymierzeńcy nauczyli ich przemieszczać punkt połączenia poza granice jaja, we wszechświat poza wymiarem ludzkim. Kiedy więc sprzymierzeńcy przenoszą czarownika, przenoszą go poza granice królestwa człowieka.

Gdy słuchałem don Juana, szarpały mną dziwne lęki i złe przeczucia. Don Juan natychmiast to zauważył.

– Jesteś religijny aż do szpiku kości – zaśmiał się. –Czujesz teraz pewnie oddech diabła na karku. Ale pomyśl o śnieniu w ten sposób: śnienie to postrzeganie w znacznie większym zakresie, niż nasza wiara pozwala nam przypuszczać.

Gdy nie śniłem, niepokoiła mnie możliwość istnienia obdarzonych świadomością istot nieorganicznych. Ale podczas śnienia nie odczuwałem tego niepokoju. Szarpnięcia strachu nie mijały, ale gdy tylko się pojawiały, zaraz za nimi przychodził przedziwny spokój, który przejmował nade mną kontrolę i pozwalał mi robić swoje, jakbym się w ogóle nie bał.

W tamtym czasie każdy przełom w moim śnieniu przychodził nagle, bez ostrzeżenia. Nie było wyjątkiem również pojawienie się w moich snach istot nieorganicznych. Zdarzyło się to, gdy śniłem o cyrku, który znałem z dzieciństwa. Miejsce to wyglądało jak górska miejscowość w Arizonie. Zacząłem przyglądać się ludziom z nieokreśloną nadzieją, którą ciągle żywiłem, że kiedyś jeszcze zobaczę tych ludzi, których widziałem wówczas, gdy don Juan po raz pierwszy wepchnął mnie w drugą uwagę.

Gdy im się przyglądałem, poczułem silne szarpnięcie nerwów w okolicy żołądka, niczym cios w brzuch. Szarpnięcie rozproszyło moją uwagę i straciłem z oczu ludzi, cyrk i górską miejscowość w Arizonie. Na ich miejscu stały dwa dziwnie wyglądające kształty. Były cienkie, szerokie nie więcej niż na stopę, ale za to wysokie chyba na siedem stóp. Zdawało mi się, że pochylają się nade mną dwie groźne, gigantyczne dżdżownice.

Wiedziałem, że to był sen, ale zdawałem sobie także sprawę z tego, że widzę. Don Juan mówił ze mną o widzeniu tak na jawie, jak i w drugiej uwadze. Chociaż sam nie byłem w stanie tego doświadczyć, zawsze uważałem, że rozumiem istotę bezpośredniego postrzegania energii. W tamtym śnie, patrząc na te dwie dziwne zjawy, uświadomiłem sobie, że widzę energetyczną kwintesencję czegoś niewiarygodnego.

Byłem bardzo spokojny. W ogóle się nie ruszałem. Najbardziej niesamowite było to, że obraz tych istot się nie rozpływa ani też nie zmienia w nic innego. Istoty zachowywały swą spójność i nie zmieniały kształtu. Coś w nich nakazywało czemuś we mnie utrzymywać cały czas obraz ich kształtu. Wiedziałem o tym, ponieważ coś mi mówiło, że jeśli się nie poruszę, to owe istoty także się nie poruszą.

Wszystko skończyło się nagle, w jednym momencie, gdy obudziłem się, czując przemożny strach. Natychmiast zalała mnie fala lęków. Ogarnęła mnie głęboka troska. Nie miało to jednak nic wspólnego z psychiką. Była to raczej fizyczna udręka, smutek pozbawiony racjonalnych podstaw.

Dwie dziwne zjawy pojawiały się odtąd podczas każdej sesji śnienia. W końcu wyglądało to już tak, jakbym śnił tylko po to, by je spotkać. Istoty te jednak nigdy nie spróbowały zbliżyć się do mnie ani też nie niepokoiły mnie w żaden sposób. Po prostu stały przede mną nieruchomo tak długo, jak trwał mój sen. Ja zaś nie tylko nie kiwnąłem palcem, by zmienić swoje sny, ale również zapomniałem o pierwotnym celu moich ćwiczeń w śnieniu.

Zanim w końcu opowiedziałem o wszystkim don Juanowi, spędziłem całe miesiące wyłącznie na oglądaniu tych dwóch kształtów.

– Utknąłeś na niebezpiecznym rozdrożu – powiedział don Juan. – Nie należy przeganiać tych istot, ale nie powinno się też pozwolić im zostać. W tej chwili ich obecność przeszkadza ci w śnieniu.

– Co mogę zrobić, don Juanie?

– Staw im czoło w normalnym świecie i każ wrócić później, gdy będziesz miał więcej mocy potrzebnej do śnienia.

– Jak mam stawić im czoło?

– Nie jest to proste, ale wykonalne. Chodzi tylko o to, by zdobyć się na odwagę, której z pewnością ci nie brak.

Nie czekając nawet, aż zdążę mu odpowiedzieć, że nie mam ani krzty odwagi, don Juan zabrał mnie na wzgórza. Mieszkał wtedy w północnym Meksyku. I sprawiał na mnie wrażenie samotnego czarownika, starego człowieka zapomnianego przez wszystkich, zupełnie na uboczu szerokiego świata ludzkich spraw. Domyślałem się jednak, że jest niesamowicie inteligentny. Dlatego też byłem gotów dostosować się do jego nakazów, które prawdę powiedziawszy, uznawałem jedynie za przejawy jego dziwactwa.

Przebiegłość czarowników, rozwijana przez tysiąclecia, była specjalnością don Juana. Upewniał się, że zrozumiałem wszystko to, co mogłem, w normalnym stanie świadomości, po czym upewniał się, czy przeszedłem do drugiej uwagi, gdzie jeśli nawet nie rozumiałem wszystkiego, czego mnie uczył, to przynajmniej z ogromnym zainteresowaniem go słuchałem. W ten sposób zostałem podzielony na dwie części. W mojej normalnej świadomości nie mogłem zrozumieć, dlaczego aż nazbyt łatwo

brałem poważnie jego działania. W drugiej uwadze wszystko nabierało sensu.

Don Juan twierdził, że druga uwaga jest dostępna nam wszystkim, ale my – bardziej lub mniej zawzięcie czepiając się naszej niewydarzonej racjonalności – utrzymujemy ją na dystans. Don Juan uważał, że śnienie burzy bariery, które oddzielają nas od drugiej uwagi.

Tego dnia, gdy don Juan zabrał mnie na wzgórza pustyni otaczającej Sonorę, bym stawił czoło istotom nieorganicznym, byłem w normalnym stanie świadomości. Wiedziałem jednak w jakiś sposób, że muszę coś zrobić i będzie to z pewnością coś zupełnie niewiarygodnego.

Na pustyni musiało wcześniej trochę pokropić, bo czerwonawy piasek, który przyklejał mi się do podeszew butów, był jeszcze wilgotny. Musiałem mocno stąpać po kamieniach, by oczyścić buty z ciężkich grud błota. Szliśmy na wschód, idąc pod górę w kierunku wzgórz:. Gdy doszliśmy do wąskiego wąwozu między dwoma wzgórzami, don Juan zatrzymał się.

– To jest z pewnością najlepsze miejsce, by przywołać twoich przyjaciół – powiedział.

– Dlaczego nazywasz ich moimi przyjaciółmi?

– Oni sami cię wybrali. Gdy tak robią, to znaczy, ze szukają towarzystwa. Wspomniałem ci już, że czarownicy zawiązują z nimi więzi przyjaźni. Twój przypadek jest chyba tego przykładem. I nawet nie musisz ich zwabiać.

– Co składa się na taką przyjaźń, don Juanie?

– Przyjaźń ta polega na wzajemnej wymianie energii. Istoty nieorganiczne wnoszą swoją rozbudowaną świadomość, a czarownicy swoją podwyższoną świadomość i wysoką energię. Rezultat pozytywny to sprawiedliwa wymiana. Rezultat negatywny to wzajemne uzależnienie. Dawni czarownicy kochali swoich sprzymierzeńców. W rzeczy samej kochali swoich sprzymierzeńców bardziej niż swoich współbraci. I w tym właśnie widzę ogromne niebezpieczeństwo.

– Co zalecasz mi w tej chwili, don Juanie?

– Przywołaj je. Oceń sytuację, a potem podejmij decyzję.

– Co mam zrobić, by je przywołać?

– Utrzymuj w umyśle ich obraz z twojego snu. Nasyciły swą obecnością twoje sny, ponieważ chcą stworzyć swój obraz w twojej pamięci. Właśnie nadszedł czas sięgnięcia do tej pamięci.

Don Juan szorstko nakazał mi zamknąć oczy i ich nie otwierać. Potem pomógł mi usiąść na pobliskiej skale. Poczułem chłód i twardość kamienia. Skała była pochyła, więc z trudem utrzymywałem równowagę.

– Siedź tutaj i wyobrażaj je sobie, aż będą dokładnie takie same, jak w twoich snach – powiedział mi don Juan do ucha. – Daj mi znać, gdy już się na nich skupisz.

Nie trwało to długo. Wkrótce miałem już pełny ich obraz, tak jak w moim śnie. Wcale mnie nie zdziwiło, że potrafiłem to zrobić. Zaszokowało mnie natomiast to, iż mimo usilnych starań, nie potrafiłem dać znać don Juanowi, że mam już ich pełny obraz. Nie mogłem wydobyć głosu ani też otworzyć oczu. A przecież nie śniłem. Słyszałem wszystko, co się wokół mnie dzieje.

– Możesz teraz otworzyć oczy – usłyszałem głos don Juana.

I bez żadnych trudności otworzyłem oczy. Siedziałem ze skrzyżowanymi nogami na jakiejś skale, ale to nie była ta sama skała, na której usiadłem. Don Jan stał nieco z tylu, po mojej prawej stronie. Chciałem się do niego odwrócić, ale przytrzymał moją głowę. I wtedy zobaczyłem dwa ciemne kształty przypominające dwa cienkie pnie. Stały dokładnie przede mną.

Patrzyłem na nie z szeroko otwartymi ustami. Nie były wcale tak wysokie, jak w moich snach. Były teraz o połowę niższe. Nie przypominały już nieprzejrzystej światłości, lecz raczej skondensowane, ciemne, prawie (same i niezwykle groźnie wyglądające słupy.

– Wstań i złap jednego z nich – rozkazał mi don Juan. – I nie pozwól mu się wyrwać, bez względu na to, jak – bardzo będzie tobą miotał.

Zdecydowanie nie miałem ochoty na nic takiego, ale jakaś ogromna siła poniosła mnie wbrew mojej woli. Wówczas zdałem sobie sprawę z tego, że choć byłem ^wiadomy, iż wcale nie zamierzam posłuchać don Juana, i tak zrobię to, co mi nakazał.

Zupełnie mechanicznie wstałem i ruszyłem w kierunku dwóch kształtów. Serce chciało wręcz wyskoczyć mi z piersi. Pochwyciłem tego z mojej prawej strony. To, co w tym momencie poczułem, było jak porażenie prądem. O mało co go nie puściłem. Jakby z oddali usłyszałem wołanie don Juana:

– Jak go puścisz, to koniec z tobą!

Trzymałem więc ciemny kształt, który wił się i szarpał. Ale nie jak spore zwierzę, lecz jak coś puszystego i lekkiego, choć silnie naelektryzowanego. Kulaliśmy się po piaszczystym dnie rozpadliny przez dość długi czas. Czułem raz za razem elektryczne wstrząsy przyprawiające mnie o mdłości. Pomyślałem sobie, że mnie moli, ponieważ wstrząsy te wydawały mi się innego rodzaju energią niż te, z którymi stykałem się na co dzień. Kiedy uderzała we mnie, czułem mrowienie, wyłem i ryczałem jak zwierzę, lecz nie z bólu; byłem wściekły.

W końcu istota pode mną znieruchomiała i stwardniała. Nie poruszała się. Spytałem don Juana, czy ona nie żyje, lecz nie słyszałem swojego głosu.

– W żadnym wypadku – powiedział ktoś, śmiejąc się, ale to nie był don Juan. – Pozbawiłeś go tylko energii. Ale nie wstawaj jeszcze. Poleź jeszcze przez chwilę.

Spojrzałem pytająco na don Juana. Przyglądał mi się z wielkim zaciekawieniem. Potem pomógł mi wstać. Ciemny kształt leżał na piasku. Chciałem zapytać don Juana, czy nic jej nie będzie, lecz znów nie mogłem wydobyć z siebie głosu. I nagle podjąłem szaleńczą decyzję. Uznałem, że wszystko działo się naprawdę. Aż do tego momentu cząstka mego umysłu zachowywała swą racjonalność, biorąc wszystko to za jakiś sen, sen wywołany przez sztuczki don Juana.

Podszedłem do leżącej na piasku istoty i spróbowałem ją dźwignąć. Nie mogłeś jej chwycić, bo nie miała substancji. Byłem zdezorientowany. Ten sam głos, który nie należał do don Juana, powiedział mi, żebym położył się na istocie nieorganicznej. Zrobiłem to i oboje w jednym ruchu stanęliśmy na ziemi, ja i istota nieorganiczna przyczepiona do mnie niczym ciemny cień. Delikatnie oddzieliła się ode mnie i zniknęła, pozostawiając mnie z niezwykle przyjemnym odczuciem pełni.

Przez ponad dobę odzyskiwałem kontrolę nad swoim umysłem. Prawie przez cały ten czas spałem. Od czasu do czasu don Juan podchodził do mnie, zadając mi pytanie: “Czy energia istoty nieorganicznej była jak ogień czy jak woda?”

Czułem, jak pali mnie w gardle. Nie mogłem mu powiedzieć, że szarpnięcia energii, których doświadczałem, były jak strumienie naelektryzowanej wody. Nigdy w życiu nie czułem strumieni naelektryzowanej wody. Ale za każdym razem, gdy don Juan zadawał mi to pytanie, taki właśnie obraz pojawiał się w moim umyśle, choć nie wydaje mi się, by można było je wytworzyć czy poczuć.

Gdy wiedziałem już, że całkowicie odzyskałem siły, don Juan spał. Ale wiedząc, jak ważne było jego pytanie, obudziłem go i opowiedziałem mu, co czułem.

– Nie znajdziesz wśród istot nieorganicznych pomocnych przyjaźni, ale raczej dokuczliwe uzależnienie – zawyrokował. – Musisz być bardzo ostrożny. Wodne istoty nieorganiczne są bardziej skore do przesady. Dawni czarownicy uważali, że są bardziej oddane, bardziej skłonne

do naśladownictwa, a nawet, być może, nie pozbawione uczuć. Tym miały się różnić od tych ognistych, o których mówiono, że są poważniejsze, bardziej opanowane, ale też bardziej nadęte.

– Jakie to wszystko ma dla mnie znaczenie, don Juanie?

– To zbyt wielkie, by teraz o tym dyskutować. Zalecałbym ci wyplenić strach z twoich snów i z twojego życia, by zabezpieczyć twój związek. Istota organiczna, którą wpierw pozbawiłeś energii, a następnie znów naładowałeś, po prostu wyszła z siebie z emocji, jakich jej dostarczyłeś. Z pewnością przyjdzie po więcej.

– Dlaczego mnie nie powstrzymałeś, don Juanie?

– Nie dałeś mi czasu. Poza tym, nawet mnie nie słyszałeś, gdy krzyczałem, byś ją zostawił na piasku.

– Powinieneś był mnie uprzedzić, tak jak zawsze, o wszystkich możliwościach.

– Nie znałem wszystkich możliwości. W kwestii istot nieorganicznych jestem prawie nowicjuszem. Odrzuciłem tę część wiedzy czarowników; jest ona, moim zdaniem, zbyt niewygodna i kapryśna. Nie chcę być na łasce żadnej istoty, organicznej czy nieorganicznej.

Na tym zakończyła się nasza rozmowa. Powinienem się zmartwić jego zdecydowanie negatywną reakcją, ale tak się nie stało. Jakoś byłem pewien, że cokolwiek zrobiłem, było słuszne.

Kontynuowałem moje ćwiczenia w śnieniu, nie niepokojony więcej przez istoty nieorganiczne.

C.Castaneda „sztuka śnienia” pierwsza brama śnienia

PIERWSZA BRAMA ŚNIENIA594_500_csupload_42068818-paradise

Tytułem wstępu do swej pierwszej lekcji o śnieniu don Juan mówił, że druga uwaga jest swego rodzaju sekwencją; na początku pojawia się myśl, bardziej kuriozalna niż przedstawiająca rzeczywistą możliwość. Potem zmienia się w coś, co można tylko odczuwać, niczym wrażenie ^myślowe. W końcu przekształca się w pewien stan istnienia czy może sferę praktycznego działania albo wszechogarniającą siłę, która otwiera przed nami światy, jakich nawet nie moglibyśmy sobie wyobrazić.

Wyjaśniając istotę magii, czarownicy mają dwie możliwości. Mogą odwoływać się do przenośni i mówić o świecie wymiarów magicznych albo objaśniać całą sprawę, używając terminów abstrakcyjnych właściwych magii. Ja zawsze wolałem tę drugą, aczkolwiek żadna z nich nigdy nie zadowoli racjonalnego umysłu człowieka Zachodu.

Don Juan powiedział mi, że przez metaforyczny opis drugiej uwagi jako sekwencji chciał mi powiedzieć, iż druga uwaga – efekt uboczny przemieszczenia się punktu połączenia – nie przychodzi naturalną koleją rzeczy, ale musi być wsparta intencją, począwszy od pragnienia pojawienia się myśli o niej, a na stałej i kontrolowanej świadomości przesunięcia punktu połączenia skończywszy.

– Nauczę cię teraz pierwszego kroku do mocy – powiedział don Juan, rozpoczynając moje szkolenie w sztuce śnienia. – Nauczę cię, jak ustawiać śnienie.

– Co oznacza: “ustawić śnienie”?

– Oznacza to umiejętność precyzyjnego i praktyczne – go zawiadywania ogólną sytuacją podczas snu. Możesz, na przykład, śnić, że jesteś w swojej sali wykładowej. Ustawić śnienie, to nie dopuścić, by twój sen zamienił się w coś innego. Nie skaczesz więc, powiedzmy, z sali wykładowej nagle w góry. Innymi słowy, kontrolujesz obraz sali wykładowej i pozwalasz mu zniknąć dopiero wtedy, gdy ty tego chcesz.

– Czy to jest możliwe?

– Oczywiście, że to możliwe. Owa kontrola niczym nie różni się od kontrolowania dowolnej sytuacji w naszym codziennym życiu. Czarownicy przywykli już do tego i potrafią to osiągać, kiedy tylko zechcą. Jeśli ty chcesz do tego przywyknąć, powinieneś zacząć od czegoś bardzo prostego. Dziś w nocy, w trakcie snu, musisz patrzeć na swoje ręce.

Na poziomie świadomości codziennego świata nie mówiliśmy już wiele więcej. Jednakże przypominając sobie moje doświadczenia w drugiej uwadze, odkryłem, że nasza rozmowa na tym się nie zakończyła. Między innymi powiedziałem don Juanowi, co myślę o jego absurdalnym zadaniu, a on zasugerował, abym spróbował potraktować to wyzwanie jako zabawę, a nie sprawę życia i śmierci.

– Gdy rozmawiamy o śnieniu, możesz być ciężki jak cholera – powiedział. – Wyjaśnienia zawsze wymagają głębi myśli. Ale gdy już śnisz, staraj się być lekki jak piórko. Śnić powinno się z niezachwianą wolą i powagą, podpartymi jednak gromkim śmiechem i pewnością człowieka pozbawionego wszelkich trosk. Tylko w tych warunkach nasze sny mogą zamienić się w śnienie.

Don Juan zapewnił mnie, że wybór moich rąk jako obiektu śnienia był równie zasadny jak wybór czegoś zupełnie innego. Celem ćwiczenia nie było znalezienie konkretnego obiektu, ale raczej zaangażowanie uwagi śnienia.

Don Juan opisał uwagę śnienia jako kontrolę, którą zyskuje się nad snami poprzez umiejętność unieruchomienia punktu połączenia w dowolnym nowym położeniu w które został przesunięty w czasie snów. Używając bardziej ogólnych sformułowań, określił uwagę śnienia jako niepojętą, samoistną właściwość naszej świadomości czeka ona jedynie na nasze przywołanie, na chwilę, w której określimy jej cel; jest to ukryta umiejętność, którą posiada każdy z nas. Nigdy jednak nie mamy Sposobności, by wykorzystać ją w naszym codziennym życiu.

Moje pierwsze próby poszukiwania własnych rąk pod – czas snu okazały się fiaskiem. Po miesiącach bezowocnych prób poddałem się i znów zacząłem narzekać na absurdalność całego przedsięwzięcia.

– Jest siedem bram – powiedział mi wtedy don Juan. – Ten, który śni, musi otworzyć je wszystkie, jedną po drugiej. Jesteś właśnie przed pierwszą i musisz ją otworzyć, jeśli chcesz kiedykolwiek śnić.

– Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej? – Nie miałoby najmniejszego sensu opowiadać ci o wszystkich bramach, dopóki nie roztrzaskałeś sobie głowy o pierwszą z nich. A teraz wiesz, że jest to twoja przeszkoda i że musisz ją pokonać.

Don Juan wyjaśnił, że w strumieniu energii wszechświata istnieją wejścia i wyjścia, że w przypadku śnienia istnieje siedem wejść, postrzeganych przez czarowników jako przeszkody, które nazywa się siedmioma bramami śnienia.

– Pierwsza brama jest progiem, który musimy przekroczyć poprzez świadomość istnienia pewnego odczucia przychodzącego tuż przed głębokim snem – powiedział. – Jest to uczucie miłej ociężałości, która sprawia, że nie chce się nam otworzyć oczu. Osiągamy pierwszą bramę W momencie, gdy zdamy sobie sprawę, że zasypiamy zawieszeni między ciemnością a ociężałością.

– Jak mam być świadom tego, że zasypiam? Czy są jakieś etapy, które trzeba przejść?

– Nie, nie ma żadnych etapów. Po prostu trzeba zamierzyć świadomość tego, że się zasypia.

– Ale jak można zamierzyć taką świadomość?

– Zamiar czy też intencja to sprawy, o których trudno mówić. Brzmi to dość idiotycznie, gdy ktokolwiek stara sieje wyjaśniać. Zapamiętaj teraz, co mam ci do powiedzenia: czarownicy podejmują zamiar uczynienia wszystkiego, co tylko nakażą sobie zamierzyć, przez podjęcie takiego zamiaru.

– To nic nie znaczy, don Juanie.

– Uważaj na to, co mówię; na każde słowo. Pewnego dnia to ty będziesz musiał wszystko tłumaczyć. Stwierdzenie, które usłyszałeś, brzmi nonsensownie tylko dlatego, że nie odnosisz go do odpowiedniego kontekstu. Jak każdy racjonalny człowiek sądzisz, że rozumienie jest wyłączną domeną rozumu i rozsądku, umysłu. Ponieważ moje stwierdzenie odnosi się do zamiaru i intencji, dla czarowników rozumienie istoty tego stwierdzenia odnosi się do domeny energii. Czarownicy są przekonani, że jeśli ktoś zamierza skierować to stwierdzenie do ciała energetycznego, ono pojmie je całkowicie odmiennie niż umysł. Haczyk tkwi w tym, że trzeba do tego ciała trafić. A do tego trzeba ci energii.

– W jakim sensie ciało energetyczne pojmie to stwierdzenie?

– W sensie cielesnego odczuwania, które bardzo trudno opisać. Żeby zrozumieć, co mam na myśli, musisz sam tego doświadczyć.

Chciałem, aby don Juan wyjaśnił mi to bardziej szczegółowo, ale klepnął mnie wtedy w plecy, wprowadzając w drugą uwagę. Wtedy wszystko to było dla mnie jeszcze tajemnicą nie do przeniknięcia. Mógłbym przysiąc, że to klepnięcie zahipnotyzowało mnie. Byłem przekonany, iż natychmiast zasnąłem. Śniłem, że spaceruję z nim po nieznanym mieście, szeroką aleją otoczoną drzewami. Sen był tak realny, że natychmiast zacząłem rozglądać się dookoła. Chciałem się zorientować, gdzie jestem, szukając jakichś napisów i patrząc na ludzi. Z pewnością nie posługiwano się tam angielskim ani hiszpańskim, było to jednak miasto kultury zachodniej. Ludzie wyglądali na mieszkańców Europy Północnej, mogli być Litwinami. Całkowicie pochłonęło mnie odczytywanie napisów na tablicach reklamowych i nad sklepami. Poczułem, jak don Juan trąca mnie lekko. – Nie przejmuj się tym – powiedział. – To nie jest żadne konkretne miejsce. Użyczyłem ci właśnie mojej energii, abyś mógł trafić do swojego ciała energetycznego, którym wkroczyłeś właśnie do innego świata. To nie potrwa długo, więc staraj się wykorzystać mądrze swój czas. Rozglądaj się dookoła, ale nie rzucaj się w oczy. Zachowuj się tak, by nikt nie zwrócił na ciebie uwagi.

Szliśmy w milczeniu, docierając do następnej przecznicy. Spacer podziałał na mnie w niezwykły sposób. Im dłużej szliśmy, tym bardziej ściskało mnie w żołądku. Mój umysł był pobudzony, ale moim ciałem owładnął strach. Miałem pełną świadomość tego, że nie jestem w tym świecie. Gdy doszliśmy do skrzyżowania i zatrzymaliśmy się, zauważyłem, że drzewa były tu równo przycięte. Były one niskie, a liście mocne i skulone. Każde drzewo otaczał duży kwadratowy klomb. Nie dopatrzyłem się na nich żadnych chwastów ani śmieci tak typowych dla dużych miast; wypełnione były czarną jak smoła, luźną ziemią.

W chwili, gdy spojrzałem na krawężnik, przy którym stałem, aby przejść na drugą stronę ulicy, uświadomiłem sobie, że nie było tam żadnych samochodów. Rozpaczliwie usiłowałem obserwować ludzi, którzy przechodzili obok nas, by znaleźć przyczynę mojego niepokoju. Gdy zacząłem im się przypatrywać, oni zaczęli przypatrywać się mnie. Wokół nas natychmiast uformował się krąg przytłaczających niebieskich i brązowych oczu.

I nagle zawładnęło mną całkowite przekonanie, że to wcale nie był sen. To była rzeczywistość, ale wykraczająca daleko poza to, co znałem i uważałem za realne. Spojrzałem na don Juana. Byłem już o krok od uświadomienia sobie, czym różnią się ode mnie ci wszyscy otaczający mnie ludzie, gdy nagle zawiał dziwny, suchy wiatr, przenikając prosto do nosa i zatok. Obraz zamazał się, a ja zapomniałem, co chciałem powiedzieć don Juanowi. Chwilę później byłem już w miejscu, z którego zacząłem moją wędrówkę. Leżałem skulony na boku, na słomiance, w domu don Juana.

– Użyczyłem ci mojej energii, a ty trafiłeś do swego ciała energetycznego – stwierdził zwięźle don Juan.

Słyszałem, jak mówił, ale byłem cały odrętwiały. Odczuwałem niezwyczajne mrowienie w okolicy splotu słonecznego, przez co mój oddech był płytki i sprawiał mi ból. Wiedziałem, że byłem o krok od odkrycia transcendentalnej istoty śnienia i tajemnicy ludzi, których widziałem, ale nawet jeśli czegoś się dowiedziałem, nie mogłem sobie tego uprzytomnić.

– Gdzie byliśmy, don Juanie? – spytałem. – Czy to wszystko było snem? Hipnozą?

– To nie był sen – odparł. – To było śnienie. Pomogłem ci trafić do drugiej uwagi, abyś zrozumiał, że intencja jest sprawą twojego ciała energetycznego, a nie rozumu. W tej chwili nie potrafisz jeszcze pojąć znaczenia tego wszystkiego. I to nie tylko dlatego, że brak ci energii, ale również przez to, że niczego nie zamierzasz. Gdybyś zamierzył cokolwiek, twoje ciało energetyczne natychmiast zrozumiałoby, że zamierzać można jedynie poprzez skoncentrowanie twojej intencji na tym, co zamierzasz. Tym razem to ja skoncentrowałem ją za ciebie na trafieniu do twojego ciała energetycznego.

– Czy celem śnienia jest zamierzyć ciało energetyczne? – zapytałem nagle, tknięty dość osobliwą myślą.

– Niewątpliwie można to i tak określić – odpowiedział don Juan. – W tym konkretnym przypadku, ponieważ rozmawiamy o pierwszej bramie śnienia, celem śnienia jest zamierzyć, by twoje ciało energetyczne uświadomiło sobie, że zapadasz w sen. Nie zmuszaj się do świadomości, iż zapadasz w sen. Pozwól to zrobić swemu ciału energetycznemu. Zamierzać oznacza pragnąć, nie pragnąc; działać, nie działając. Podejmij się trudu zamierzania – kontynuował po chwili don Juan. – Użyj swej cichej determinacji, wolny od wszelkich myśli, i przekonaj samego siebie, że trafiłeś do swego ciała energetycznego i że jesteś śniącym. Dzięki temu, naturalną koleją rzeczy, staniesz się świadomy momentu, w którym zapadasz w sen.

– Ale jak mam sam siebie przekonać, że jestem śniącym, gdy nim nie jestem?

– Gdy słyszysz, że masz sam siebie przekonać, automatycznie stajesz się bardziej racjonalny. Jak masz przekonać sam siebie, że jesteś śniącym, gdy nim nie jesteś? Zamierzanie jest tym i tym: to przekonanie samego siebie, że rzeczywiście jesteś śniącym, chociaż nigdy przedtem nie śniłeś, i bycie przekonanym.

– Czy chcesz przez to powiedzieć, że muszę sobie wmówić, że jestem śniącym, i zrobić wszystko, by w to uwierzyć? O to chodzi?

– Nie. Zamierzanie jest czymś dużo prostszym, a jednocześnie daleko bardziej złożonym. Wymaga wyobraźni, dyscypliny i woli. W tym przypadku zamierzać to nabyć niepodważalnej, cielesnej wiedzy, że jesteś śniącym. Musisz czuć, każdą komórką swego ciała, że jesteś śniącym.

Don Juan dodał żartobliwym tonem, że nie ma wystarczającej ilości energii na następną pożyczkę na po –®2et intencji. Muszę sam trafić do swego ciała energetycznego. Zapewnił mnie, że zamierzanie pierwszej bramy śnienia było jednym ze sposobów trafienia do drugiej uwagi i ciała energetycznego, odkrytym przez czarowników starożytności.

Po tym, jak mi to powiedział, dosłownie wyrzucił mnie ze swego domu, zakazując mi się pokazywać, zanim nie zamierzę pierwszej bramy śnienia.

Wróciłem do domu i przez długie miesiące każdej nocy z całej siły zamierzałem być świadomym momentu, w którym zasypiam, starając się też zobaczyć we śnie swoje ręce. Pozostała część zadania, przekonanie siebie samego, że jestem śniącym i że osiągnąłem moje ciało energetyczne, okazała się dla mnie całkowicie niewykonalna.

A potem, pewnego popołudnia podczas drzemki śniłem, że widzę swoje ręce. Szok był dostatecznie silny, by mnie przebudzić. Był to jednak pojedynczy przypadek i więcej mi się to nie powtórzyło. Mijały tygodnie, a ja nie potrafiłem sobie uświadomić ani tego, że zapadam w sen, ani też zobaczyć swoich rąk. Zaczynałem jednak dostrzegać, że w swoich snach miewam niejasne przeczucie, że powinienem coś robić, ale nie pamiętam co. To przeczucie było tak silne, że ciągle budziłem się o różnych porach nocy.

Kiedy podzieliłem się z don Juanem wrażeniami z moich bezowocnych prób, on dał mi kilka wskazówek.

– Proszenie śniącego, by wyobraził sobie jakąś określoną rzecz podczas snu, to pewnego rodzaju wybieg – powiedział. – Rzeczywistym celem jest to, by mieć świadomość zapadania w sen. I jakkolwiek dziwnie to może brzmieć, nie zdarza się to poprzez nakazywanie sobie i narzucanie owej świadomości, ale przez wytrzymywanie wizji dowolnej rzeczy, na którą się patrzy podczas snu.

Don Juan powiedział, że śniący z pełną świadomością rzucają krótkie spojrzenia na wszystkie rzeczy, które ich otaczają podczas snu. Jeśli skupiają uwagę śnienia na czymś konkretnym, jest to jedynie punkt wyjścia. Następnie patrzą na inne przedmioty w ich śnie, wracając do punktu wyjścia możliwe jak najczęściej.

Po wielu wysiłkach rzeczywiście zobaczyłem we śnie ręce, ale to nie były moje ręce. One tylko pozornie należały do mnie, zmieniały kształt, momentami wyglądały wręcz koszmarnie. Niemniej jednak pozostała treść moich snów cechowała się przyjemną stabilnością; byłem bliski utrzymania wizji wszystkiego, na co tylko kierowałem swoją uwagę.

Tak minęły kolejne miesiące, aż pewnego dnia moja umiejętność śnienia uległa samoistnej przemianie, choć nie robiłem niczego innego poza tym, że nadal starałem się uświadamiać sobie moment zapadania w sen i odnajdywać własne dłonie.

Śniłem, że odwiedzam moje miasto rodzinne. Nie chodzi o to, że miasto, które mi się śniło, wyglądało dokładnie tak, jak moje miasto, ale nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że właśnie w tym mieście się urodziłem. Zaczęło się to jak całkiem zwykły, choć bardzo plastyczny sen. Potem zmieniło się światło w moim śnie. Wszystko stało się wyraźniejsze. Ulica, po której szedłem, niezaprzeczalnie stała się bardziej rzeczywista, niż była chwilę przedtem. Zaczęły boleć mnie stopy. Doznawałem absurdalnego uczucia, że wszystko jest bardzo ciężkie. Gdy wpadłem na jakieś drzwi, nie dość, że zabolało mnie kolano, którym w nie uderzyłem, to jeszcze wściekłem się na siebie za swoją niezdarność.

Kontynuowałem mój realistyczny spacer po mieście aż do całkowitego wyczerpania. Widziałem wszystko tak, jakbym był turystą spacerującym ulicami miasta. Nie było absolutnie żadnej różnicy między tym spacerem podczas snu a jednym ze spacerów, które pamiętałem ze swych wizyt w miastach, gdzie byłem po raz pierwszy.

– Myślę, że posunąłeś się trochę za daleko – powiedział don Juan, gdy wysłuchał mojej relacji. – Miałeś jedynie uświadomić sobie, jak zapadasz w sen. A to, co zrobiłeś, można porównać do zburzenia ściany po to tylko, by rozgnieść siedzącego na niej komara.

– Czy chcesz przez to powiedzieć, don Juanie, że wszystko zepsułem?

– Nie. Ale najwidoczniej starasz się powtórzyć to, co kiedyś zrobiłeś. Kiedy zmieniłem położenie twojego punktu połączenia i znaleźliśmy się w tamtym tajemniczym mieście, ty nie spałeś. Śniłeś, ale nie spałeś. Oznacza to, że twój punkt połączenia nie znalazł się w swoim położeniu poprzez normalny sen. Zmusiłem go do tej zmiany. Możesz osiągnąć tę samą pozycję poprzez śnienie, ale nie radziłbym ci tego teraz robić.

– Czy to jest niebezpieczne?

– I to jak! Śnienie musi być przemyślane i rzeczowe. Nie można sobie pozwolić na jeden fałszywy krok. Śnienie to proces przebudzania i uzyskiwania kontroli. Uwagę śnienia trzeba cały czas ćwiczyć, bo są to wrota do drugiej uwagi.

– Jaka jest różnica między uwagą śnienia a drugą uwagą?

– Druga uwaga jest jak ocean, a uwaga śnienia to rzeka, która wpada do tego oceanu. Druga uwaga to stan świadomości istnienia innych światów zupełnych, tak zupełnych, jak nasz świat. Natomiast uwaga śnienia to stan świadomości istnienia przedmiotów w naszych snach.

Don Juan z całym naciskiem podkreślał, że uwaga śnienia to klucz do poruszania się w świecie czarowników. Powiedział też, że pośród mnogości przedmiotów w naszych snach istnieją też prawdziwe energetyczne wtręty, rzeczy występujące w naszych snach za przyczyną zewnętrzną, narzucone nam przez obcą siłę. Umiejętność odnalezienia ich i podążania za nimi stanowi istotę magii.

Nacisk, który don Juan kładł na te stwierdzenia, był tak silny, że musiałem poprosić go o wyjaśnienie. Zawahał się przez moment, zanim dał mi odpowiedź.

– Sny są jeśli już nie wrotami, to przynajmniej włazem do innych światów – zaczął. – I jako takie są niczym ulica dwukierunkowa. Nasza świadomość przechodzi przez ten właz do innych światów, a te światy wysyłają w nasze sny tropicieli.

– Kim są ci tropiciele?

– Są to ładunki energii, które łączą się z przedmiotami z naszych normalnych snów. Są to wybuchy zewnętrznej energii, które przenikają do naszych snów, a my interpretujemy je jako przedmioty nam znane lub nie znane.

– Bardzo mi przykro, don Juanie, ale słowa z twojego wyjaśnienia nie rozumiem.

– Nie rozumiesz, bo ciągle trzymasz się tego, co wiesz o snach – sen to to, co nam się przydarza, kiedy śpimy. A ja ciągle się staram, byś poznał inną wersję – sen to właz do innych światów percepcji. Przez ten właz przenikają do nas prądy nieznanej energii. Wtedy umysł albo mózg, albo co tam chcesz, chwyta te prądy energii i zamienia je w określone części naszych snów. – Don Juan przerwał, aby dać mi czas na przemyślenie tego, co właśnie powiedział. – Czarownicy są świadomi istnienia tych prądów zewnętrznej energii – ciągnął. – Dostrzegają je i starają się oddzielić od zwykłych przedmiotów ze snów.

– Po co je oddzielają, don Juanie?

– Ponieważ one pochodzą z innych światów. Gdy podążamy za nimi do ich źródła, czynimy je naszymi przewodnikami do sfer tak nam obcych i tajemniczych, że czarownicy drżą na samo wspomnienie takiej możliwości.

– A jak czarownicy oddzielają te prądy od normalnych przedmiotów w swoich snach?

– Poprzez ćwiczenia i kontrolę uwagi śnienia. Jest taki moment, gdy nasza uwaga śnienia odnajduje te prądy pośród przedmiotów we śnie i skupia się na nich. Wtedy cały sen się rozpada i pozostaje tylko ta zewnętrzna energia.

Don Juan odmówił dalszych wyjaśnień tego tematu. Powrócił do omawiania moich doświadczeń w śnieniu. Powiedział, że jakkolwiek by było, musi potraktować mój sen jako pierwszą prawdziwą próbę w śnieniu, co oznacza, iż udało mi się dotrzeć do pierwszej bramy śnienia.

Podczas kolejnej rozmowy, innym razem, don Juan nagle powrócił do tego tematu.

– Chcę jeszcze raz powiedzieć ci, co masz zrobić w swoich snach, aby przekroczyć pierwszą bramę. Na początku musisz utkwić spojrzenie w dowolnie wybranym przedmiocie. Potem przesuwaj wzrok na inne przedmioty, rzucając przelotne spojrzenia, wpatruj się w tyle przedmiotów, ile tylko zdołasz. Pamiętaj, że jeśli patrzysz krótko, obrazy się nie zmieniają. Potem wróć do punktu, od którego zacząłeś.

– Co oznacza przejście pierwszej bramy śnienia?

– Osiągamy pierwszą bramę śnienia, uświadamiając sobie, że zapadamy w sen, albo mając, tak jak ty, niesłychanie realistyczny sen. Kiedy już osiągniemy bramę, musimy ją przekroczyć dzięki umiejętności utrzymania obrazu dowolnego przedmiotu w naszym śnie.

– Prawie to mi się udaje, ale przedmioty szybko się rozpływają.

– Właśnie to usiłuję ci powiedzieć. Aby skompensować ulotność snów, czarownicy zastosowali metodę określonego przedmiotu jako punktu wyjścia. Za każdym razem, gdy oddzielasz go i patrzysz na niego, odczuwasz natłok energii. Dlatego też na samym początku nie patrz na zbyt wiele rzeczy w swoich snach. Wystarczą cztery przedmioty. Później możesz poszerzyć zakres postrzegania, aż będziesz mógł ogarnąć wszystko, co zechcesz. Ale gdy tylko zaczniesz tracić kontrolę, a obrazy zaczną się zmieniać, wróć do punktu wyjścia i zacznij od początku.

– Czy sądzisz, że naprawdę dotarłem do pierwszej bramy śnienia, don Juanie?

– Tak, a to już jest bardzo dużo. Wkrótce przekonasz się, gdy będziesz dalej ćwiczył, jak łatwo będzie ci teraz przychodzić śnienie.

Pomyślałem, że don Juan albo nieco przesadza, albo też chce mnie zachęcić. On zapewnił mnie jednak, że jest ze mną szczery.

– Najbardziej niezwykłą rzeczą, która przytrafia się śniącym, jest to, że wraz z dotarciem do pierwszej bramy docierają także do swego ciała energetycznego.

– Czym właściwie jest ciało energetyczne?

– Jest to odpowiednik ciała fizycznego. Niematerialna konfiguracja złożona z czystej energii.

– Ale czy ciało fizyczne także nie składa się z energii?

– Oczywiście, że tak. Różnica polega na tym, że ciało energetyczne ma jedynie określoną postać i brak jej substancji. A ponieważ jest czystą energią, może dokonywać rzeczy nieosiągalnych dla ciała fizycznego.

– Na przykład czego, don Juanie?

– Na przykład przemieszczenia się w jednej chwili z jednego końca wszechświata na drugi. A śnienie jest sztuką hartowania ciała energetycznego, nadawania mu gibkości i spójności poprzez stopniowe ćwiczenia. Poprzez śnienie zagęszczamy ciało energetyczne, aż staje się ono jednostką zdolną postrzegać. Jego postrzeganie, aczkolwiek obarczone wpływem naszego normalnego postrzegania świata, jest niezależne od niego. Ma swą własną sferę.

– Co to za sfera, don Juanie?

– Energia. Ciało energetyczne ma do czynienia z energią na poziomie energetycznym. Istnieją trzy sytuacje, kiedy ma ono do czynienia z energią w śnieniu: może postrzegać przepływ energii, może posłużyć się energią, by wystrzelić niczym rakieta w nieznane, lub może postrzegać tak, jak zwykle postrzegamy świat.

– Co znaczy “postrzegać przepływ energii”?

– To znaczy widzieć. To oznacza, że ciało energetyczne widzi energię bezpośrednio jako światło lub swego rodzaju wibrujący prąd albo pewne zaburzenie. Albo też ciało energetyczne odczuwa ją wprost jako wstrząs lub uczucie graniczące nawet z bólem.

– A co z tą drugą sytuacją, o której mówiłeś, don Juanie? Gdy ciało energetyczne używa energii, by wystrzelić.

– Ponieważ energia jest jego sferą, ciało energetyczne może bardzo łatwo wykorzystać prądy energii, które istnieją we wszechświecie, by nadać sobie ruch. Musi je jedynie oddzielić i już śmiga razem z nimi.

Don Juan umilkł. Wydawał się niezdecydowany, jakby chciał coś jeszcze dodać, ale nie był do końca przekonany. Uśmiechnął się do mnie i już miałem zadać mu pytanie, gdy podjął wyjaśnienie.

– Wspomniałem ci już przedtem, że czarownicy w swych snach oddzielają tropicieli przybywających z innych światów. Robią to ich ciała energetyczne. Rozpoznają energię i idą za nią. Ale śniący nie powinni sobie folgować i uganiać się za tropicielami. Niechętnie ci o tym mówię, gdyż niezwykle łatwo w takiej pogoni stracić kontrolę nad sobą.

Don Juan szybko przeszedł do innej kwestii. Dokładnie przedstawił mi cały zestaw ćwiczeń. Zauważyłem wówczas, że pewna część mnie nie może niczego z tego pojąć, a jednak dla innej wszystko jest zrozumiałe i doskonale logiczne. Don Juan kilkakrotnie powtórzył, że dochodzenie z pełną świadomością do pierwszej bramy śnienia jest metodą dochodzenia do ciała energetycznego. Jednakże utrzymanie tej zdobyczy uzależnione jest jedynie od energii. Czarownicy zdobywają tę energię dzięki bardziej przemyślanemu rozprowadzeniu posiadanej energii, którą wykorzystują do postrzegania świata na co dzień. Gdy nalegałem, by don Juan powiedział coś jeszcze na ten temat, dodał, że wszyscy posiadamy pewien zasób podstawowej energii. Jest to cała energia, którą posiadamy, i zużywamy ją całkowicie do postrzegania i obcowania z pochłaniającym nas światem. Wielokrotnie powtórzył dla podkreślenia wagi swych słów, że nigdzie nie zdobędziemy już więcej energii, a skoro angażujemy całą naszą energię do zwykłego postrzegania, to nie zostaje nam już jej nic na jakiekolwiek niezwyczajne postrzeganie, takie jak śnienie.

– Do czego to prowadzi?

– Do tego, że organizujemy sobie energię skąd tylko się da.

Don Juan wyjaśnił, że czarownicy mają swoje sposoby organizowania energii. W przemyślany sposób rozprowadzają swoją energię i eliminują wszystko, co uważają za zbyteczne w swym życiu. Metodę tę nazywają ścieżką czarowników. Istotą ścieżki czarowników, jak określił to don Juan, jest nieustanny wybór określonych zachowań w kontakcie ze światem. Są to zachowania o wiele mądrzejsze niż te, które odziedziczyliśmy po naszych przodkach. Wybór określonych zachowań przez czarowników ma służyć odnowie ich życia poprzez zmianę podstawowych reakcji na świadomość istnienia.

– Co to za podstawowe reakcje?

– Są dwa sposoby podejścia do naszej świadomości istnienia – odpowiedział don Juan. – Pierwszy to całkowite poddanie się jej – czy to poprzez nagięcie się do jej żądań, czy to poprzez przeciwstawienie się im. Drugi to kształtowanie naszej konkretnej sytuacji życiowej tak, aby pasowała do właściwej nam konfiguracji.

– Czy rzeczywiście możemy kształtować naszą sytuację życiową, don Juanie?

– Konkretną sytuację życiową można tak zróżnicować, żeby pasowała do specyfiki określonej osoby – stwierdził don Juan dobitnie. – Śniący to robią. Brzmi to niesamowicie? Ale nie jest niesamowite, gdy rozważysz, jak mało, w istocie, wiemy o nas samych.

Don Juan przyznał, że jego celem, jako nauczyciela, było możliwie jak najpełniejsze wprowadzenie mnie w zagadnienia życia i istnienia, niejako uświadomienie mi różnicy między życiem jako wynikiem działania różnych sił biologicznych a aktem istnienia jako kwestią poznania.

– Mówiąc o kształtowaniu sytuacji życiowej – wyjaśniał don Juan – czarownicy mają na myśli kształtowanie świadomości istnienia. Poprzez kształtowanie tej świadomości możemy zdobyć tyle energii, by dotrzeć do ciała energetycznego i go nie utracić, a dzięki niemu możemy bez kłopotu kształtować generalny kierunek i zdarzenia naszego życia.

Don Juan zakończył rozmowę na temat śnienia, upominając mnie, bym nie poprzestał jedynie na zastanawianiu się nad tym, co właśnie powiedział, ale również przekształcił to w skuteczny tryb życia poprzez ciągłe powtarzanie. Twierdził, że wszystko, co dla nas w życiu nowe, jak na przykład koncepcje czarowników, których mnie uczył, trzeba nam ustawicznie powtarzać aż do wyczerpania, zanim będziemy mogli w pełni się na to otworzyć. Wskazał też, że nasi przodkowie zastosowali powtarzanie, by uczynić z nas istoty zdolne do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie.

Wraz z postępowaniem moich ćwiczeń w śnieniu, nabyłem umiejętności uświadamiania sobie, że zapadam w sen, jak również potrafiłem zatrzymać się we śnie i dokładnie przyjrzeć się dowolnie wybranym jego elementom. Osiągnięcie to graniczyło dla mnie niemal z cudem.

Don Juan stwierdził, że zacieśniając kontrolę nad naszymi snami, coraz bardziej panujemy nad uwagą śnienia. Miał rację, mówiąc, że uwaga śnienia pojawia się wtedy, gdy jest przywoływana, gdy da się jej cel. Jej pojawienie się nie jest do końca procesem, w normalnym znaczeniu tego słowa – jako trwającego właśnie ciągu operacji lub serii czynności albo funkcji prowadzących do zaistnienia określonego rezultatu. Jest to raczej rodzaj przebudzenia. Coś, do tej pory uśpione, nagle budzi się do życia.

„Sztuka śnienia” Carlos Castaneda

Czarownicy starożytności :

fdfsdfdsfsdf
Don Juan niezmiennie podkreślał, że wszystko, czego mnie uczy, zostało przewidziane i opracowane przez ludzi zwanych przez niego czarownikami starożytności. Dał mi wyraźnie do zrozumienia, iż między owymi czarownikami a tymi z ery nowożytnej istnieją zasadnicze różnice. Czarowników starożytności określił jako ludzi, którzy żyli w Meksyku prawdopodobnie już tysiące lat przed hiszpańskimi konkwistadorami i których najważniejszym dokonaniem było stworzenie podstaw magii ze szczególnym uwzględnieniem jej praktyczności i konkretności. Przedstawił ich jako ludzi błyskotliwych, lecz pozbawionych mądrości. Współczesnych zaś czarowników don Juan opisał jako ludzi słynących ze zdrowego rozsądku i zdolności do zmieniania i poprawiania reguł magii, jeśli tylko uznają to za konieczne.

Wyjaśnił mi, że podwaliny śnienia przynależne magii zrodziły się w sposób naturalny w umysłach czarowników starożytności i dzięki nim ugruntowały. Z konieczności więc – gdyż owe przesłanki są kluczem do wyjaśnienia i zrozumienia śnienia – musiałem raz jeszcze o nich napisać. Dlatego też większa część tej książki jest rozszerzeniem tego, co prezentowałem już w moich wcześniejszych pracach.

Podczas jednej z naszych rozmów don Juan stwierdził, iż aby ocenić pozycję śniących i samego śnienia, należy zrozumieć dążenia współczesnych czarowników do przesunięcia magii od konkretności w stronę abstrakcji.

– Co nazywasz konkretnością, don Juanie? – zapytałem.

– Praktyczną stronę magii – odparł. – Obsesyjne trwanie umysłu przy praktyce i technice, niczym nie uzasadnione oddziaływanie na ludzi. Wszystko to należało do królestwa czarowników starożytności.

– A co nazywasz abstrakcją?

– Poszukiwanie wolności, wolności postrzegania wszystkiego, co jest dostępne człowieczeństwu, bez jakichkolwiek obsesji. Twierdzę, że współcześni czarownicy poszukują abstrakcji, ponieważ szukają wolności; nie interesują ich konkretne zdobycze. Nie pełnią żadnych funkcji społecznych, tak jak to było w przypadku czarowników przeszłości. Tak więc nigdy nie spotkasz takiego, który byłby oficjalnym widzącym lub urzędującym czarownikiem.

– Chodzi ci o to, don Juanie, że przeszłość nie ma żadnego znaczenia dla współczesnych czarowników?

– Z pewnością ma znaczenie. Nie lubimy jedynie jej posmaku. Osobiście brzydzę się ciemną stroną umysłu i jego obsesją śmierci. Lubię natomiast ogrom myśli. Pomijając jednak moje sympatie i antypatie, jestem winien czarownikom starożytności należny im szacunek, gdyż właśnie oni pierwsi odkryli i robili to wszystko, co wiemy i robimy dzisiaj.

Don Juan wyjaśnił, że ich najważniejszym osiągnięciem było dostrzeżenie energetycznej natury rzeczy. Odkrycie to było tak doniosłe, iż uczyniono z niego podstawową przesłankę magii. W dzisiejszych czasach czarownicy, poświęciwszy całe swe życie twardej dyscyplinie i ćwiczeniom, rzeczywiście osiągają zdolność postrzegania natury rzeczy, zdolność, którą nazywają widzeniem.

– Jakie znaczenie mogłoby mieć dla mnie postrzeganie energetycznej natury rzeczy? – zapytałem kiedyś don Juana.

– Takie, że postrzegałbyś bezpośrednio samą energię – odparł. – Dzięki oddzieleniu społecznej strony postrzegania, zrozumiałbyś naturę wszystkiego. Cokolwiek bowiem postrzegamy, jest energią. Ponieważ jednak nie możemy jej bezpośrednio dostrzec, przetwarzamy naszą percepcję tak, by pasowała do pełnego wzorca. Ów wzorzec jest właśnie społeczną stroną postrzegania, którą musisz oddzielić.

– Dlaczego muszę ją oddzielić?

– Ponieważ celowo zmniejsza ona zakres tego, co może być postrzegane, i każe nam wierzyć, że wzorzec, do którego dopasowaliśmy naszą percepcję, jest wszystkim, co istnieje. Jestem przekonany, że po to, by człowiek mógł przetrwać w dzisiejszych czasach, zmiana postrzegania musi nastąpić u jej społecznej podstawy.

– A co jest społeczną podstawą postrzegania, don Juanie?

– Naturalne przekonanie, że świat jest zbudowany z konkretnych obiektów. Nazywam to podstawą społeczną, ponieważ nasze otoczenie nie ustaje w szaleńczych wysiłkach ukazania nam świata właśnie takim, jakim go widzimy.

– Jak zatem powinniśmy postrzegać świat?

– Wszystko jest energią. Cały wszechświat jest energią. Społeczna podstawa naszej percepcji powinna być naturalnym przekonaniem, że energia jest wszystkim, co istnieje. Należałoby podjąć ogromny wysiłek ukazania nam energii jako energii. Wtedy mielibyśmy w ręku obie możliwości.

– Czy to możliwe, by nauczyć ludzi postrzegać w taki sposób? – zapytałem.

Don Juan powiedział, że to możliwe i że właśnie robi to ze mną i innymi uczniami. Naucza nas nowego sposobu postrzegania. Po pierwsze, poprzez uświadomienie nam, że to, co postrzegamy, przetwarzamy i dopasowujemy do pewnego wzorca; po drugie, poprzez szaleńcze wysiłki, by ukazać nam energię bezpośrednio. Don Juan zapewnił mnie, że jego metoda jest bardzo zbliżona do tej, której używa się, by nauczyć nas postrzegania świata naszej codziennej, powszedniej rzeczywistości.

Według koncepcji don Juana swoiste usidlenie w procesie przetwarzania naszej percepcji w celu dopasowania jej do społecznego wzorca traci na sile w momencie, gdy zdajemy sobie sprawę, iż zaakceptowaliśmy ten wzorzec jako dziedzictwo naszych przodków, nie zadając sobie nawet trudu, by go zbadać.

– Postrzeganie świata jako świata przedmiotów, które były albo pozytywne, albo negatywne, było bez wątpienia konieczne, aby nasi przodkowie mogli przetrwać – powiedział don Juan. – Obecnie, po upływie tysięcy lat takiego postrzegania świata, jesteśmy zmuszeni wierzyć, że jest on zbudowany z obiektów.

– Nie potrafię wyobrazić sobie świata w inny sposób, don Juanie – stwierdziłem z żalem. – Jest to bez wątpienia świat obiektów. By to udowodnić, wystarczy zderzyć się z nimi.

– Oczywiście, że jest to świat obiektów. Nie kwestionujemy tego.

– Więc o co ci właściwie chodzi?

– O to, że przede wszystkim jest to świat energii, a potem dopiero świat obiektów. Jeśli od samego początku nie założymy, iż jest to świat energii, nigdy nie będziemy w stanie dostrzec jej w sposób bezpośredni. Zawsze będzie powstrzymywać nas naturalne przekonanie o realności i twardości obiektów, na co właśnie zwróciłeś uwagę.

Jego argument był dla mnie całkowicie niepojęty. Wtedy jeszcze mój umysł odrzucał każdy sposób rozumienia świata różniący się od tego, który znałem. Twierdzenia don Juana były dla mnie zupełnie obce; nie mogłem ich zaakceptować, lecz również nie mogłem odrzucić.

– Postrzegamy tak, jak postrzega drapieżca – po wiedział mi pewnego razu don Juan. – Jest to bardzo skuteczny sposób oceniania i klasyfikowania żywność i niebezpieczeństwa. Lecz nie jest to jedyny sposób postrzegania, z którego potrafimy korzystać. Jest jeszcze jeden: ten, z którym cię właśnie zapoznaję. Jest to akt bezpośredniego postrzegania istoty wszechrzeczy, energii samej w sobie. Postrzeganie istoty wszechrzeczy sprawi, że zrozumiemy świat, sklasyfikujemy go i opiszemy za pomocą całkowicie nowych, bardziej pasjonujących i wyszukanych terminów – stwierdził don Juan.

Do tych bardziej wyszukanych terminów należały wyrażenia, których nauczyli don Juana jego poprzednicy. Nawiązywały one do prawd magii nie mających żadnych racjonalnych podstaw i jakichkolwiek związków z faktami świata naszej codzienności, lecz będących oczywistymi prawdami dla czarowników, którzy postrzegają energię i widzą istotę wszechrzeczy.

Dla takich czarowników najbardziej znaczącym aktem magii jest widzenie istoty wszechświata. Don Juan uważał, że najlepiej opisali ją czarownicy starożytności, którzy widzieli ją jako pierwsi. Twierdzili oni, że istota wszechświata przypomina świetliste nici biegnące w nieskończoność we wszystkich kierunkach; jaśniejące włókna świadome swego istnienia w sposób niepojęty dla ludzkiego umysłu.

Od widzenia istoty wszechświata czarownicy starożytności przeszli do widzenia energetycznej istoty człowieka. Don Juan twierdził, że opisywali oni człowieka jako jaśniejący kształt przypominający gigantyczne jajo i nazywali go świetlistym jajem.

– Gdy czarownicy widzą istotę ludzką – powiedział don Juan – widzą unoszący się, olbrzymi, świetlisty kształt, który poruszając się, ryje głęboką bruzdę w energii ziemi. Wygląda to tak, jakby ów kształt miał korzeń i wlókł go za sobą.

Don Juan miał wrażenie, że nasz kształt energetyczny nieustannie zmienia się w czasie. Powiedział, że każdy widzący, którego znał, włączając w to siebie, widzi kształt istoty ludzkiej jako przypominający bardziej kulę albo kamień nagrobny niż jajo. Jednak od czasu do czasu, z nie znanych sobie przyczyn, czarownicy widzą osobę, której energia przybiera kształt jaja. Don Juan sugerował, że ludzie w kształcie jaja są bardziej podobni do ludzi z dalekiej przeszłości niż pozostali.

W trakcie swoich nauk don Juan wielokrotnie prezentował i objaśniał to, co uważał za decydujące odkrycie czarowników starożytności. Nazywał to fundamentalną cechą istoty ludzkiej jako świetlistej kuli. Chodziło o okrągły, niezwykle jasny punkt wielkości piłki tenisowej tkwiący na stałe wewnątrz świetlistej kuli, przy samej jej powierzchni, jakieś dwie stopy za wzgórkiem prawej łopatki.

Ponieważ za pierwszym razem miałem trudności z wyobrażeniem sobie tego, co usłyszałem, don Juan wyjaśnił, że świetlista kula jest dużo większa od ludzkiego ciała, a punkt niezwykłej jasności jest częścią tej kuli energii i jest zlokalizowany na wysokości łopatki w odległości wyprostowanego ramienia za plecami. Potem powiedział, że dawni czarownicy, widząc jego funkcję, nazwali go punktem połączenia.

– Jaka jest funkcja punktu połączenia? – zapytałem.

– Sprawia, że postrzegamy – odpowiedział. – Dawni czarownicy widzieli, że tam właśnie, w tym punkcie, świetliste włókna łączą się w percepcję. Widząc, że wszystkie żywe istoty mają taki jasny punkt, dawni czarownicy przypuszczali, iż wszelkie postrzeganie musi zachodzić właśnie tam, w sposób właściwy danej istocie.

– A co takiego dawni czarownicy widzieli, że doszli do wniosku, iż postrzeganie zachodzi właśnie w owym punkcie połączenia? – zapytałem.

Odpowiedział mi, że najpierw widzieli, iż spośród milionów świetlistych włókien wszechświata przepływających przez świetlistą kulę jedynie nieliczne przechodzą przez punkt połączenia, czego się zresztą można było spodziewać, gdyż jest on niewielki w porównaniu z całością.

Następnie widzieli, że punkt połączenia otacza zawsze kulista poświata, która wzmacnia jasność włókien przepływających przez kulę.

W końcu widzieli dwie rzeczy. Po pierwsze, punkt połączenia u człowieka może oddalać się od miejsca, w którym jest zazwyczaj ulokowany. Po drugie, gdy punkt połączenia znajduje się w swym zwykłym położeniu, percepcja i świadomość wydają się normalne, sądząc z normalnego zachowania obserwowanych. Gdy jednak punkt połączenia i otaczająca go kulista poświata zmienią swoje położenie, niezwykłe zachowanie ludzi z tak przesuniętym punktem zdaje się zaświadczać, iż zmienia się również ich świadomość i postrzegają oni odmiennie niż zazwyczaj.

Dawni czarownicy doszli więc do wniosku, że im większe jest przemieszczenie punktu połączenia u człowieka, tym bardziej niezwykłe staje się jego zachowanie i najwyraźniej również jego świadomość i percepcja.

– Zauważ, że gdy mówię o widzeniu, zawsze używam wyrażenia “przypomina” lub “wydaje się” – zwrócił uwagę don Juan. – Wszystko, co ktoś widzi, jest tak niepowtarzalne, iż nie można mówić o tym inaczej, niż tylko porównując z tym, co jest nam znane.

Don Juan powiedział, że najbardziej odpowiednim przykładem owej trudności jest sposób, w jaki czarownicy mówią o punkcie połączenia i otaczającej go poświacie. Opisują je jako jasność, chociaż nie mogą być jasnością w dosłownym tego słowa znaczeniu – widzenie nie polega bowiem na dostrzeganiu za pomocą wzroku. Niemniej jednak muszą uwypuklić różnicę pomiędzy nimi, punkt połączenia opisują więc jako plamę światła, a otaczający go blask jako aureolę, poświatę. Don Juan stwierdził, że jesteśmy istotami tak uzależnionymi od wzroku, tak zdominowanymi przez patrzenie oczami drapieżcy, iż wszystko, co widzimy, musi być wyrażone za pomocą terminów dostępnych normalnie widzącemu drapieżcy. Don Juan powiedział, że później, gdy czarownicy widzieli już, jaką rolę może odgrywać punkt połączenia i otaczający go blask, poszli w swych wyjaśnieniach dalej. Wysunęli przypuszczenie, że punkt połączenia poprzez skupianie swojej poświaty na włóknach energii wszechświata, które przez niego przechodzą, automatycznie i spontanicznie łączy je w ciągłą percepcję świata.

– W jaki sposób włókna, o których mówiłeś, łączone są w ciągłą percepcję świata? – zapytałem.

– Tego nikt nie może wiedzieć – odparł z przekonaniem. – Czarownicy widzą ruch energii, lecz widzenie tego ruchu nie wystarczy, by odpowiedzieć, jak i dlaczego energia się porusza.

Don Juan stwierdził, że dawni czarownicy widzieli, jak miliony włókien świadomej energii przechodzą przez punkt połączenia, i założyli, że łączą się one i gromadzą w poświacie, która go otacza. Widzieli także, iż poświata jest mocno zamglona u ludzi nieprzytomnych lub będących u kresu życia, i w ogóle brak jej w martwych ciałach, doszli więc do przekonania, że owa poświata jest świadomością.

– A co z punktem połączenia? – zapytałem. – Czy jego również nie ma w martwym ciele?

Don Juan odparł, że u nieżywej istoty nie ma nawet śladu punktu połączenia i otaczającej go poświaty, gdyż są one oznaką życia i świadomości. Czarownicy przeszłości doszli zatem do nieuniknionego wniosku, że świadomość i percepcja idą ze sobą w parze i są ściśle związane z punktem połączenia i jego poświatą.

– Czy istnieje możliwość, że czarownicy starożytności pomylili się w swoim widzeniu? – zapytałem.

– Nie potrafię wyjaśnić dlaczego, lecz nie istnieje nawet najmniejsze prawdopodobieństwo, by czarownicy mogli się mylić w swoim widzeniu – powiedział don Juan nie znoszącym sprzeciwu tonem. – Co prawda, wnioski, które czarownik wysnuwa ze swego widzenia, mogą być mylne, gdyby okazał się on człowiekiem naiwnym i prymitywnym. Aby uniknąć takiej katastrofy, czarownicy muszą doskonalić swoje umysły najlepiej jak potrafią i w każdej dostępnej im formie.

Don Juan spuścił nieco z tonu i zauważył, że niewątpliwie byłoby o całe niebo bezpieczniej, gdyby czarownicy pozostawali wyłącznie na poziomie opisu widzenia, lecz pokusa wyciągania wniosków i wyjaśniania, chociażby tylko na własny użytek, jest zbyt silna.

Następną rzeczą, którą czarownicy starożytności widzieli i zbadali, była odmienna konfiguracja energii, jako efekt przemieszczenia się punktu połączenia. Don Juan powiedział, że gdy punkt połączenia przemieści się w inne położenie, skupia się tam nowy konglomerat milionów świetlistych włókien. Widzieli go dawni czarownicy i doszli do wniosku, że skoro poświata świadomości jest obecna wszędzie tam, gdzie znajduje się punkt połączenia, w nim właśnie włókna energii łączą się w postrzeganie. Jednakże z powodu odmiennej pozycji punktu połączenia, nowy świat nie może być naszym światem spraw codziennych.

Don Juan wyjaśnił, że dawni czarownicy potrafili rozróżnić dwa typy przemieszczeń punktu połączenia. Jeden polegał na przemieszczeniu do jakiegokolwiek punktu na powierzchni lub we wnętrzu świetlistej kuli; nazwali go przesunięciem punktu połączenia. Drugi zaś był przemieszczeniem poza kulę i zyskał nazwę ruchu punktu połączenia. Czarownicy odkryli, że różnica między przesunięciem a ruchem leży w naturze postrzegania w obu wypadkach.

Ponieważ przesunięcia punktu połączenia są przemieszczeniem wewnątrz kuli, światy nimi wywołane, bez względu na to, jak dziwaczne, wspaniałe czy niewiarygodne, należą ciągle do wymiaru ludzkiego. Wymiar ludzki to włókna energii przechodzące przez całą świetlistą kulę. Natomiast ruch punktu połączenia jest przemieszczeniem poza kulę i wiąże się z włóknami energii, które nie należą do wymiaru ludzkiego. Postrzeganie tych włókien wywołuje powstawanie światów niedostępnych rozumowi, światów niepojętych, nigdy jeszcze nie tkniętych ludzką stopą.

Sprawa uzasadnienia każdej kwestii była wówczas dla mnie bardzo istotna.

– Wybacz mi, don Juanie – powiedziałem pewnego razu – ale ta cała historia o punkcie połączenia jest tak naciągana, tak nie do przyjęcia, że w ogóle nie wiem, jak sobie z tym poradzić i co o tym myśleć.

– Możesz zrobić tylko jedno – odparował don Juan. – Musisz zobaczyć punkt połączenia! Widzenie wcale nie jest takie trudne. Trzeba tylko przełamać barierę, która tkwi w umyśle każdego z nas i która nas powstrzymuje. By ją przełamać, potrzebujemy jedynie energii. Gdy ją posiądziemy, widzenie samo do nas przyjdzie. Sztuczka polega na tym, by opuścić fortecę naszego samozadowolenia i fałszywego bezpieczeństwa.

– Dla mnie jest oczywiste, don Juanie, że widzenie wymaga wielkiej wiedzy. To nie jest tylko kwestia posiadania energii.

– Właśnie, że to jest tylko kwestia posiadania energii, uwierz mi. Najtrudniej przekonać samego siebie, że można to zrobić. Wówczas musisz zaufać nagualowi. Cud magii polega na tym, że każdy czarownik musi sprawdzić wszystko w oparciu o własne doświadczenie.

Mówię ci o zasadach magii nie w nadziei, że je zapamiętasz, lecz dlatego, żebyś je zastosował. Don Juan miał całkowitą rację, gdy mówił o zaufaniu. Na początku mojego trzynastoletniego okresu terminowania u don Juana, najtrudniej było mi znaleźć się w jego świecie. Oznaczało to, że muszę nauczyć się ufać mu bez zastrzeżeń i zaakceptować go bez uprzedzeń jako naguala.

Rolę don Juana w świecie czarowników oddawał tytuł, który nadali mu jego towarzysze; nazwali go nagualem. Wyjaśniono mi, że to pojęcie odnosi się do każdej osoby, mężczyzny czy kobiety, posiadającej szczególną konfigurację energii, którą widzący postrzega jako podwójną świetlistą kulę. Widzący wierzą, że gdy taka osoba pojawi się w świecie czarowników, wówczas jej dodatkowy ładunek energii zamienia się w siłę i zdolności przywódcze. W ten sposób nagual staje się naturalnym przywódcą i przewodnikiem grupy czarowników.

Początkowo takie pełne zaufanie do don Juana wydawało mi się czymś bardzo niepokojącym, jeśli nie odpychającym. Gdy powiedziałem mu o tym, zapewnił mnie, że miał takie same problemy z zaufaniem swojemu nauczycielowi.

– Powiedziałem mu to samo, co ty mówisz teraz mnie – powiedział don Juan. – Mój nauczyciel odrzekł, że bez Zaufania do naguala nie ma możliwości poczucia ulgi, a zatem i możliwości oczyszczenia swojego życia z gruzów dawnych obciążeń; bez tego nie ma wolności.

Don Juan wielokrotnie powtarzał, jak słuszne było to, co powiedział jego nauczyciel. Ja zaś wielokrotnie powtarzałem, jak trudno mi się z tym zgodzić. Mówiłem mu, że moje wychowanie w przytłaczającym środowisku religijnym wycisnęło na mnie swe okropne piętno. Stwierdzenia nauczyciela don Juana, a także jego własna uległość wobec niego, niezmiennie kojarzyły mi się z całkowitym i dogmatycznym posłuszeństwem, którego musiałem się nauczyć jako dziecko i którego nienawidziłem z całego serca.

– Gdy mówisz o nagualu, brzmi to tak, jakbyś wyrażał ślepą religijną wiarę – powiedziałem.

– Wierz, w co tylko chcesz – odpowiedział mi z niezmąconym spokojem don Juan. – Faktem jest jednak, że bez naguala nie ma dalszej gry. Wiem o tym, i tak też twierdzę. I tak też twierdzili inni naguale, którzy żyli przede mną. Ale ich słowa nie wypływały z poczucia i przekonania o własnej ważności. To samo dotyczy i mnie. Mówić, że nie ma dokąd pójść bez naguala, to odwoływać się tylko i wyłącznie do tego, że człowiek, nagual, jest nagualem, ponieważ lepiej od innych potrafi odzwierciedlać abstrakcję, odzwierciedlać ducha. Ale to wszystko. Jesteśmy powiązani z samym duchem i nasz związek z człowiekiem, który głosi nam jego przesłanie, jest zaledwie marginalny.

I rzeczywiście, nauczyłem się w końcu ufać don Juanowi bez zastrzeżeń, ufać mu jako nagualowi. I tak, jak powiedział, przyniosło mi to nieopisaną ulgę i otworzyło bardziej na wszystko, czego starał się mnie nauczyć.

W naukach swych don Juan kładł szczególny nacisk na wyjaśnienie istoty punktu połączenia, i często o tym dyskutowaliśmy. Pewnego dnia zapytałem go, czy punkt połączenia ma coś wspólnego z ciałem materialnym.

– Nie. Nie ma to nic wspólnego z tym, co zwykle postrzegamy jako nasze ciało – odpowiedział. – Jest to część świetlistego jaja, które jest naszą energetyczną jaźnią.

– A jak się przemieszcza?

– Poprzez strumienie energii. Są to wstrząsy rodzące się wewnątrz i na zewnątrz naszego ciała energetycznego. Strumienie te pojawiają się nagle i równie nagle znikają. I nikt nie potrafi przewidzieć, kiedy to nastąpi. Ale czarownik potrafi to zrobić, potrafi nawet nagiąć je do swojej woli.

– A czy ty sam potrafisz je wyczuwać? – spytałem.

– Czuje je każdy czarownik. Każda istota ludzka to potrafi, jeśli o to chodzi, ale przeciętny człowiek zbytnio jest zajęty swymi doczesnymi problemami, by zwracać uwagę na takie uczucia.

– A jakie uczucia towarzyszą tym strumieniom?

– Stosunkowo nieprzyjemne uczucie, ledwo uchwytne poczucie smutku, po którym zaraz przychodzi euforia. A ponieważ ani smutek, ani euforia nie mają swojej stałej przyczyny, nie traktujemy ich jako miażdżącego uścisku nieznanego, ale jako niewytłumaczalną, niczym nie uzasadnioną chimeryczność.

– Don Juanie, co się dzieje, gdy punkt połączenia przemieszcza się na zewnątrz pola energii, poza jego kształt? Wisi w wolnej przestrzeni? Jest połączony ze świetlistą kulą?

– Punkt połączenia rozciąga granice pola energii, rozpycha je, ale nigdy ich nie przerywa.

Don Juan wyjaśnił mi, że ostatecznym efektem ruchu punktu połączenia jest całkowita zmiana kształtu pola energii człowieka. Wtedy, zamiast kuli czy jaja, powstaje coś, co przypomina kształtem fajkę. W miejscu ustnika znajduje się punkt połączenia, a główka fajki to pozostałości po rozciągniętej świetlistej kuli. A gdy punkt połączenia nadal będzie się poruszał, w pewnej chwili świetlista kula rozciągnie się tak bardzo, że upodobni się do cienkiej linii energii.

Don Juan powiedział także, że dawni czarownicy byli jedynymi, którym udało się dokonać tego wielkiego wyczynu i przekształcić swe pole energii. Gdy zapytałem, czy po tym przekształceniu czarownicy nadal byli ludźmi, don Juan odpowiedział:

– Oczywiście, że nadal byli ludźmi. Ale wydaje mi się, że pytasz, czy nadal byli ludźmi myślącymi, ludźmi rozsądnymi, godnymi zaufania. No cóż, niezupełnie.

– Pod jakim względem się zmienili?

– Zajmowały ich inne sprawy. Wszelkie dążenia i troski typowe zwykłym ludziom przestały mieć dla nich jakiekolwiek znaczenie. Zyskali także zupełnie odmienny wygląd.

– Chcesz powiedzieć, że nie wyglądali jak ludzie?

– Trudno jest powiedzieć cokolwiek na temat tych czarowników. Oczywiście, że wyglądali jak ludzie. A jak mieliby niby wyglądać? Ale nie byli oni tacy, jak pewnie byś sobie ich wyobrażał albo nawet ja. Gdybyś jednak nalegał i chciał się dokładnie dowiedzieć, pod jakim względem różnili się od nas, to w swych wyjaśnieniach zaplątałbym się tak, że wyglądałbym jak pies goniący za swym ogonem.

– Czy spotkałeś kiedykolwiek któregoś z nich, don Juanie?

– Tak, spotkałem kiedyś jednego.

– I jak wyglądał?

– Jeśli chodzi o wygląd, to nie odbiegał zasadniczo od przeciętnego człowieka. To jego zachowanie było niezwykłe.

– Co stanowiło o jego niezwykłości?

– Wszystko, co mogę ci na ten temat powiedzieć, to to, że zachowanie czarownika, którego spotkałem, urąga najśmielszym wyobrażeniom. Ale nie chodzi tu tylko o sprawę zachowania. Jest to coś, co musiałbyś wpierw sam zobaczyć, by należycie to ocenić.

– Czy wszyscy czarownicy byli tacy jak ten, którego spotkałeś?

– Z pewnością nie. Nie wiem, jacy oni byli, znam jednak opowieści innych czarowników przekazywane z pokolenia na pokolenie. Opowieści te przedstawiają ich jednak jako ludzi dość osobliwych.

– Chcesz przez to powiedzieć, że byli okropni?

– Ależ nie. Opisywani są jako ludzie bardzo mili, choć budzący grozę. Przypominali bardziej istoty nie z tego świata. Wszystkie istoty ludzkie są świetlistymi kulami, i to czyni nas podobnymi do siebie. A owi czarownicy jawili się już niejako kule energii, lecz jako linie energii, które usiłowały nagiąć się w krąg, co niezupełnie im się udawało.

– Co się w końcu z nimi stało, don Juanie? Umarli?

– Według opowieści czarowników, skoro udawało im się rozciągać swe pole energii, udało im się również rozciągnąć trwanie swej świadomości. Tak więc nadal żyją i zachowują swą świadomość aż do dziś. Znam nawet kilka opowieści o tym, że pojawiają się od czasu do czasu na ziemi.

– A co ty sam o tym sądzisz, don Juanie?

– Jest to dla mnie zbyt dziwaczne. Ja chcę wolności. Wolności zachowania swej świadomości i jednocześnie tego, by zniknąć w otchłani. Moim zdaniem ci dawni czarownicy byli lekkomyślnymi, opętanymi i kapryśnymi dziwakami, którzy wpadli w sidła swych własnych machinacji. Nie pozwól jednak, by moje osobiste poglądy miały wpływ na twoje odczucia. Dokonań dawnych czarowników nie można z niczym porównać. Już choćby tylko dlatego, że udowodnili nam, iż ludzkie możliwości są wcale pokaźne.

Don Juan starał się również wyjaśniać mi, jak bardzo istotna dla postrzegania jest energetyczna jednorodność i spójność. Głównym jego argumentem było to, że inni postrzegają znany nam świat tak, jak my, dlatego właśnie, iż łączy nas owa jednorodność i spójność energetyczna.

Don Juan powiedział mi także, że osiągamy te dwa stany energii automatycznie w procesie wychowywania i traktujemy je jako coś tak oczywistego, iż nie uświadamiamy sobie ich fundamentalnego znaczenia, dopóki nie stajemy nagle przed możliwością dostrzeżenia świata innego niż ten, który znamy. W podobnej chwili staje się jasne, że potrzeba nam nowej, bardziej stosownej jednorodności i spójności energetycznej, by móc postrzegać spójnie i całościowo.

Gdy spytałem, czym jest owa jednorodność i spójność, don Juan wyjaśnił mi, że mówimy o jednorodności kształtu energetycznego dlatego, że każdy człowiek na ziemi ma kształt kuli albo jaja. A ponieważ jego energia zawsze zachowuje swój kształt kuli lub jaja, mówimy o jego spójności. Don Juan powiedział, że dobrym przykładem nowego typu jednorodności i spójności był kształt energetyczny dawnych czarowników, gdy przybierał on postać linii; każdy z nich jednorodnie stawał się linią i spójnie tą linią pozostawał. Jednorodność i spójność energetyczna na poziomie linii pozwoliła czarownikom dostrzec nowy homogeniczny świat.

– Jak można zyskać jednorodność i spójność? – spytałem.

– Kluczem jest tu usytuowanie punktu połączenia, a może raczej unieruchomienie go – odpowiedział don Juan.

Nie chciał jednak rozwijać wtedy tego tematu, zapytałem go więc, czy dawni czarownicy mogliby powrócić do formy jaja. Don Juan odparł, że w pewnym momencie mogli, ale tego nie uczynili. A potem spójność pola energetycznego uniemożliwiła im już powrót. Don Juan uważał, że tym, co skrystalizowało i spoiło ich pola energetyczne, a tym samym uniemożliwiło powrót, była ich własna decyzja powodowana zachłannością. Zakres tego, co mogli postrzegać i czego dokonać jako linie energii, daleko wykraczał poza to, co mógł postrzegać i dokonać zwykły człowiek czy zwykły czarownik.

Chodzi o to, jak wyjaśniał don Juan, że do wymiaru ludzkiego, gdy człowiek jest energetyczną kulą, należą włókna przestrzeni przez nią przenikające. Normalnie postrzegamy zaledwie jedną tysięczną wymiaru ludzkiego. Dopiero wtedy można zrozumieć ogrom tego, co uczynili dawni czarownicy; rozciągnęli swe pola energetyczne w linie tysiące razy większe od normalnego pola w kształcie kuli i mogli dostrzegać wszystkie włókna przestrzeni przenikające przez tę linię.

Ponieważ don Juan nalegał, poczyniłem ogromny wysiłek, by pojąć i zrozumieć tę nową konfigurację pola energetycznego. Po wielu trudach zacząłem wreszcie pojmować ideę włókien przestrzeni przenikających świetlistą kulę i tych znajdujących się poza nią. Lecz gdy wyobraziłem sobie całe mnóstwo takich kuł, obraz prysł. Logicznie rozumowałem, że gdy świetlistych kuł jest tak dużo, włókna znajdujące się na zewnątrz dowolnej z nich muszą przenikać przez sąsiednią kulę. Tak więc, przy takiej liczbie kuł, włókna przestrzeni nie mogą znajdować się poza nimi. Zawsze będą w jakiejś kuli.

– Ogarnięcie tego z pewnością nie jest ćwiczeniem na twoją głowę – odrzekł don Juan po uważnym wysłuchaniu moich argumentów. – Nie znam sposobu na wyjaśnienie tego, co dawni czarownicy mieli na myśli, mówiąc o włóknach przestrzeni wewnątrz i na zewnątrz kształtu istoty ludzkiej. Kiedy widzący widzi energetyczny kształt człowieka, widzi go jako pojedynczą kulę energii. Jeśli obok tej kuli znajduje się jeszcze jedna kula, tę również widzi jako pojedynczy kształt. Ten twój pomysł z mnóstwem świetlistych kuł bierze się z tego, że nieraz widziałeś tłumy ludzkie. Lecz we wszechświecie energii istnieją tylko formy indywidualne, samotne, otoczone bezmiarem. Sam musisz to widzieć!

Spierałem się później z don Juanem, że nie miało sensu nakazywać mi, bym sam to widział, skoro nie potrafiłem tego dokonać. Wtedy on zaproponował, bym pożyczył od niego energii i użył jej do widzenia.

– Jak ja mam to zrobić? Pożyczyć od ciebie energii, dobre sobie

– Bardzo prosto. Mogę przesunąć twój punkt połączenia w miejsce bardziej odpowiednie do bezpośredniego postrzegania energii.

Wtedy po raz pierwszy, jeśli dobrze pamiętam, don Juan świadomie opowiadał o czymś, co robił przez cały czas – o wprowadzaniu mnie w pewien niepojęty stan świadomości, który całkowicie urągał memu wyobrażeniu świata i mnie samego; stan, który nazywał drugą uwagą. Tak więc, aby przesunąć mój punkt połączenia do pozycji bardziej odpowiedniej do bezpośredniego postrzegania energii, don Juan uderzył mnie w plecy pomiędzy łopatkami, i to tak mocno, że straciłem oddech. Wydawało mi się, że zemdlałem. Możliwe też, iż wskutek uderzenia zapadłem w sen. I nagle patrzyłem albo śniło mi się, że patrzę na coś, czego nie sposób opisać. Wszędzie wokół mnie snuły się jasne, lśniące wiązki światła; nadciągały z przestrzeni i niknęły gdzieś w nieskończoności. Było to światło, jakiego nigdy przedtem nie widziałem ani nawet nie potrafiłem sobie wyobrazić.

Kiedy odzyskałem oddech lub też kiedy się przebudziłem, don Juan z wielkim zaciekawieniem spytał:

– I co widziałeś?

Gdy odpowiedziałem, że po jego uderzeniu zobaczyłem gwiazdy, aż skręcał się ze śmiechu.

Don Juan zauważył, że nie byłem jeszcze gotowy do tego, by zrozumieć swoją niezwykłą wizję.

– Poruszyłem twój punkt połączenia – mówił don Juan – i przez chwilę śniłeś włókna wszechświata. Ale nie ma w tobie jeszcze odpowiedniej dyscypliny, nie ma energii, byś mógł przemienić swoją jednorodność i spójność. Dawni czarownicy byli wytrawnymi mistrzami takiej przemiany. I dlatego widzieli wszystko, co może widzieć człowiek.

– Czym jest przemiana jednorodności i spójności?

– Osiągnięciem drugiej uwagi poprzez utrzymywanie punktu połączenia w jego nowym położeniu, nie pozwalając, by przesunął się z powrotem.

Potem don Juan podał mi tradycyjną definicję drugiej uwagi. Powiedział, że dawni czarownicy tak nazywali stan wynikający z unieruchomienia punktu połączenia w nowym położeniu. Traktowali oni drugą uwagę jako Wymiar nie kończącego się działania, całkowitego jak uwaga której wymaga od nas codzienne życie. Don Juan powiedział, że dawni czarownicy rozróżniali dwa całkowite wymiary swych poczynań: mniejszy zwany pierwszą uwagą lub świadomością naszego świata, czyli unieruchomienie punktu połączenia w swym zwykłym położeniu. Drugim wymiarem, znacznie rozleglejszym, jest druga uwaga lub świadomość innych światów, czyli unieruchomienie punktu połączenia w jednym z niezliczonych nowych położeń.

Don Juan pomógł mi doświadczyć niewytłumaczalnych rzeczy towarzyszących drugiej uwadze za pomocą czegoś, co nazywał sztuczką czarowników; było to delikatne klepnięcie lub silne uderzenie w plecy na wysokości łopatek. Wyjaśnił mi, że dzięki temu przemieszcza mój punkt połączenia. Doświadczałem wtedy na krótko bardzo męczącego uczucia niesamowitej jasności umysłu, uczucia superświadomości. W stanie tym potrafiłem pojąć dosłownie wszystko, i to bez zbędnych słów. Ale nie było to, mimo wszystko, miłe uczucie. Przeważnie przypominało jakiś dziwny sen, tak intensywny, że stan normalnej świadomości prezentował się przy nim bardzo mizernie.

Don Juan argumentował, że stosowanie sztuczki czarowników jest nieodzowne; w stanie normalnej świadomości czarownik naucza swoich uczniów podstawowych pojęć i procedur, a w drugiej uwadze udziela im abstrakcyjnych i szczegółowych wyjaśnień.

Zwykle też uczniowie nie pamiętają tych wyjaśnień, ale w jakiś sposób zachowują je w każdym szczególe w swej pamięci. Czarownicy wykorzystali tę osobliwość pamięci i podnieśli proces przypominania sobie wszystkiego, co dzieje się z nimi w drugiej uwadze, do rangi jednego z najtrudniejszych i najbardziej skomplikowanych zadań w tradycyjnej magii.

Czarownicy wyjaśniają tę osobliwość pamięci i proces przypominania tak, że każdorazowo, gdy ktoś wkracza w drugą uwagę, punkt połączenia znajduje się w innym położeniu. Tak więc przypominanie sobie to ponowne przesunięcie punktu połączenia dokładnie w to położenie, które zajmował w momencie przechodzenia do drugiej uwagi. Don Juan zapewnił mnie, że czarownicy mają nie tylko doskonałą i absolutną pamięć, ale mogą też wciąż na nowo przeżywać to wszystko, czego doświadczali w drugiej uwadze, przywracając określone położenie punktu połączenia. Przekonywał mnie również, że wypełnieniu tego zadania czarownicy poświęcają całe swe życie.

Gdy znajdowałem się w drugiej uwadze, don Juan wyjaśniał mi szczegółowo naturę magii, wiedząc, że wszystko to w nienaruszonym stanie pozostanie w mej pamięci do końca życia.

Don Juan powiedział mi tak:

– Uczenie się czegoś w drugiej uwadze przypomina nabywanie wiedzy w dzieciństwie. To, czego się wtedy nauczymy, zostaje z nami przez całe życie. “To takie oczywiste”, mówimy wtedy, gdy mamy zrobić coś, czego nauczyliśmy się jako dzieci.

Oceniając to wszystko z dzisiejszej perspektywy, zdaję sobie sprawę, że don Juan tak często, jak tylko mógł, wprowadzał mnie w drugą uwagę, by zmusić mnie do utrzymywania odmiennego położenia punktu połączenia i spójnego w nim postrzegania tak długo, jak to tylko możliwe. Mówiąc innymi słowy, starał się mnie zmusić do przemiany jednorodności i spójności mojej energii.

Niezliczoną liczbę razy udało mi się postrzegać tak wyraźnie, jak postrzegałem otaczający mnie świat na co dzień. Problem mój polegał na tym, że nie potrafiłem przerzucić pomostu między swoimi działaniami w drugiej uwadze a świadomością otaczającego mnie, codziennego świata. Kosztowało mnie to wiele wysiłku i zabrało mnóstwo czasu, zanim pojąłem istotę drugiej uwagi. Zasadniczym powodem były tu nie tyle jej zawiłość i złożoność, które są zresztą ogromne, ile to, że gdy powracałem do normalnego stanu świadomości, zupełnie nie pamiętałem nie tylko tego, że byłem w drugiej uwadze, lecz również tego, iż taki stan w ogóle istnieje.

Kolejnym fundamentalnym odkryciem, którego dokonali dawni czarownicy, było stwierdzenie, że podczas gnu punkt połączenia może się bardzo łatwo przemieścić. Świadomość istnienia tej możliwości pociągała za sobą kolejne odkrycie, a mianowicie, że sny są ściśle powiązane z tym przemieszczeniem. Dawni czarownicy widzieli, że im większe przemieszczenie, tym bardziej niezwykły sen, lub też na odwrót: im bardziej niezwykły sen, tym większe przemieszczenie. Don Juan powiedział, że to spostrzeżenie stało się dla nich bodźcem do opracowania niesłychanie wydumanych technik wymuszających przemieszczanie punktu połączenia, takich jak spożywanie roślin pobudzających odmienne stany świadomości. Głodówki, poddawanie się długotrwałym stanom przemęczenia i napięcia czy, w szczególności, kontrolowanie snów. I w ten sposób, prawdopodobnie nawet o tym nie wiedząc, stworzyli śnienie.

Pewnego dnia, gdy spacerowaliśmy po wielkim placu w mieście Oaxaca, don Juan podał mi najspójniejszą z punktu widzenia czarowników definicję śnienia.

– Czarownicy pojmują śnienie jako niezwykle wysublimowaną sztukę – powiedział. – To sztuka swobodnego przemieszczenia punktu połączenia z jego zwykłego położenia w celu uwydatnienia i rozszerzenia zakresu tego, co można postrzegać.

Dawni czarownicy, jak mówił don Juan, zasadzali sztukę śnienia na pięciu stanach, które widzieli w przepływie energii człowieka.

Po pierwsze, widzieli, że tylko te włókna energii, które przechodzą przez punkt połączenia, mogą być połączone w spójne postrzeganie.

Po drugie, widzieli, że jeśli punkt połączenia ulegnie choćby nieznacznemu przemieszczeniu, zaczynają przez niego przechodzić całkiem różne, niezwyczajne włókna. Angażują one świadomość i zmuszają owe niezwyczajne pola energetyczne do połączenia się i wytworzenia stałego, spójnego postrzegania.

Po trzecie, widzieli oni, że w trakcie zwykłego snu punkt połączenia może bardzo łatwo sam się przemieścić, przyjmując dowolne położenie na powierzchni świetlistego jaja lub w jego wnętrzu.

Po czwarte, widzieli, że punkt połączenia można wypchnąć poza świetliste jajo, pomiędzy włókna energii całego wszechświata.

I po piąte, widzieli, że dzięki właściwej dyscyplinie można systematycznie przesuwać punkt połączenia w trakcie snu i zwyczajnych marzeń sennych.

humanenergy-280x161