Jasnowidz

Ciekawy film o człowieku zajmującym się odczytywaniem przyszłości ze swoich snów.Dla niego sny nie są tylko niejasnymi marzeniami odpoczywającego umysłu ale wizjami za, którymi stoi jakiś rodzaj inteligencji.

Reklamy

„Szamańskie uzdrawianie: Nie jesteśmy sami” – wywiad z Michaelem Harnerem [Bonnie Horrigan]

MAGIVANGA - magazyn kultury niepokornej

Michael Harner jest profesorem antropologii kulturowej i założycielem Fundacji Na Rzecz Studiów Nad Szamanizmem, międzynarodowej organizacji ochraniającej dziedzictwo szamanizmu plemiennego, a także nauczającej technik szamańskich z wykorzystaniem ich dla celów współczesnej cywilizacji.

Michael Harner uznawany jest za prekursora neoszamanizmu, praktykuje od 1961 roku. Uzyskał doktorat na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, zasiadał w radzie wydziałowej wydziału antropologii New School for Social Research w Nowym Yorku oraz był jej wykładowcą, wykładał także na Uniwersytetach Yale, Columbia i UC Berkeley. Opublikował książkę Jivaro, halucynogeny i szamanizm oraz klasyczną Drogę szamana. Prowadził również liczne badania terenowe wśród ludów górnej Amazonii, Meksyku, Peru, Arktyki kanadyjskiej i wielu innych.

Czym jest szamanizm?

Michael Harner: Słowo „szaman” w języku tunguskim odnosi się do osoby, która odbywa podróże w zaświaty w zmienionym stanie świadomości. Przyswojenie tego terminu przez kulturę Zachodu było użyteczne ze względu na to, że ludzie nie znali jego znaczenia. Terminy tj. czarodziej, czarownik, wiedźma…

View original post 4 051 słów więcej

UFO nad Amazonią

zwycieskie-zdjecie-w-kategorii-kosmos-i-ludzie-530x272Szamani z plemienia Shipibo, analfabeci, w transie otrzymują księgi. Indianie Canelos – stetoskopy i lampy chirurgiczne. Od kogo? Od istot, które przybywają do nich w dziwnych pojazdach. Ufo? Wyobraźnia? Czy może odbicie innego, ukrytego przed nami świata?

Wieczór zapadł nad pustynią Gobi. Po dniu jazdy przez wydmy, kamieniste pola, suche koryta potoków zatrzymaliśmy samochody, by spędzić noc pod otwartym niebem. Uczestnicy polskiej wyprawy paleontologicznej, poszukującej szczątków dinozaurów i pierwotnych ssaków, kładli się w śpiworach na wygrzanej ziemi i zanim zasnęli, patrzyli w głębiny wszechświata. Poderwał nas okrzyk kolegi:
– Patrzcie, Supernowa!

Dwadzieścia par oczu zwróciło się ku zachodowi, gdzie blisko zenitu rozbłysła gwiazda jaśniejsza niż inne i szybko się powiększała. Zbyt szybko, aby mogła być gwiazdą odległą o miliony lat świetlnych. To było coś bliskiego, co pojawiło się w atmosferze Ziemi. Wkrótce miało średnicę Księżyca. I wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że… zbliża się do nas. Ktoś krzyknął:

– Ląduje!

Gdy staliśmy tak z zadartymi głowami, świetlista zjawa poczęła się wznosić. Malała jej średnica, po pewnym czasie wróciła do rozmiarów gwiazdy, a wreszcie znikła, wtapiając się w niebo. Wszystko to trwało około dziesięciu minut. Świadkami byli naukowcy o tytułach profesorów i doktorów, a opis wydarzenia znalazł się w wielu notatnikach polowych. Nikt nie miał wątpliwości, że zjawisko, trwające od godziny 22.08 do godziny 22.19 dnia 27 lipca 1964 roku, spełniało kryteria lokujące je w kategorii UFO.

We współczesnym świecie historia UFO ma niemal 60 lat, ale nikt nie rozwikłał tej fascynującej tajemnicy. Wiele lat po wydarzeniu na pustyni Gobi obserwowałem podobne w Meksyku. Naprowadziło mnie to na nowy trop. W masywie Sierra Mazateca, z obozu na górskim grzbiecie, wraz z innymi uczestnikami wyprawy do znajdującej się tam najgłębszej jaskini Ameryki, śledziłem, jak po drugiej stronie przepastnego wąwozu spośród drzew wyłania się świecąca kula o rozmiarach małego balonu, wznosi się powoli, nabiera szybkości i malejąc, ulatuje w niebo, gdzie po chwili znika.

Amazoński trop08.Paimi-Chipiashca-Explen

W stolicy Meksyku, w bibliotece Narodowego Muzeum Archeologii, trafiłem na relację zakonnika, ojca Francisco de San José, który 8 sierpnia 1767 roku podróżując łodziami z grupą misjonarzy, znalazł się u zbiegu rzek Pozuzo i Ukajali. Z nadejściem nocy rozbili obóz na brzegu i układali się do snu, gdy w ciemnościach zostali otoczeni i zaatakowani przez grupę wojowników z plemienia Conibo. Indianie obsypywali ich strzałami, na co bracia i ich przewodnicy odpowiadali ogniem ze strzelb. Zakonnik opisuje: „Byliśmy w środku bitwy, gdy wydarzyło się coś wartego zapamiętania. Zobaczyliśmy, zarówno chrześcijanie, jak i dzicy, kulę światła jaśniejszą od Księżyca, która przeleciała nad linią Conibów i oświetliła całe pole…”.

Jak wynika z tej notatki i wielu podobnych kronik z różnych części świata, zjawisko jest dawniejsze, niż nam się wydaje. Pójdźmy jednak dalej amazońskim tropem. Wkrótce się przekonałem, że fenomen UFO nie tylko nie jest nowy, ale i rzadki. Przeciwnie, notuje go wielu antropologów. Znana niemiecka badaczka, Angelika Gebhard-Sayer, prowadząc w 1981 roku prace terenowe wśród plemienia Shipibo we wsi Caimito, nad Ukajali, dowiedziała się od Indian, że od miesięcy są niepokojeni przez dziwne światła, które uważają za sposób białych ludzi na wypłoszenie ich i zagarnięcie ich ziemi. Sama kilkakrotnie widziała, w odległości 400 m, żółtawe światła wielkości piłki futbolowej, unoszące się bezgłośnie metr nad ziemią.

Dla niej było oczywiste, że „biali” nie mają z tym nic wspólnego. Podobnie miejscowy szaman, José Santos, który uspokajał ludzi, tłumacząc, że w transie po wypiciu halucynogennego wywaru z liany ayahuasca widzi, co to jest w istocie: „Złoty samolot z wielkimi lampami i pięknie dekorowanymi siedzeniami. Wysiada z niego pilot, dostojny Inka. Czasem jest ubrany w ubrania białych ludzi, czasem w drogocenne inkaskie cushma. Kłaniamy się sobie, ale nie rozmawiamy, ponieważ znamy wzajemnie swoje myśli”.

Z kolei francuska antropolog, Françoise Barbira-Freedman, pracująca wśród plemienia Lamista, w prowincji San Martin, w Peru, donosi, że według jej informatorów, widzenia latających statków po zażyciu wywaru ayahuasca są częste. Również Kolumbijczyk, Luis Eduardo Luna, religioznawca o uznanym autorytecie, z doświadczeniem ponad 30 lat pracy wśród indiańskich plemion, opisuje, że ponad 90-letni szaman, don Manuel Shuma, opowiedział mu w histerycznym podnieceniu, że przez ostatnie dwa lata jest nękany przez ludzi wychodzących z osobliwych maszyn. Mówił, że latają oni, stojąc nad powierzchnią wody, ich maszyny zaś mają długość 50 m i światła, które robią z nocy dzień.

Shuma mówił też: „Wiedzą, kiedy zażyłem ayahuasca. Przychodzą i śpiewają wszelkie rodzaje pieśni. Wiedzą też, jak się modlić. Chcą się zaprzyjaźnić ze mną, ponieważ istnieją rzeczy, których oni nie wiedzą. Chcą mnie zabrać ze sobą, ale ja nie chcę, ponieważ ci ludzie zjadają się nawzajem. Próbowali mnie przestraszyć, poruszając ziemię lub zwalając wielkie drzewa. Niemal doprowadzili mnie do szaleństwa, ale teraz już się nie zbliżają, bo dmucham na nich tytoniem”.

Dodam tu, że dziki tytoń amazoński, o olbrzymim stężeniu nikotyny, jest potężnym halucynogenem, stosowanym przez wielu szamanów. Jeśli zaś chodzi o pieśni, icaro, mają one podstawowe znaczenie w szamańskim leczeniu. Szamani otrzymują je od duchów roślin. Wygląda więc na to, że używają ich także kosmici. Lecz co najciekawsze, z tej i innych relacji wynika, że obcy przybysze poruszają się swobodnie w obu światach i być może nawet „tamten”, dostępny tylko dla szamanów i dusz zmarłych ludzi oraz innych istot duchowych, jest ich zwykłym środowiskiem!

Takiego zdania jest Pablo Amaringo, którego książkę-album mam właśnie przed sobą. Amaringo jest peruwiańskim szamanem, który z niezwykłą precyzją, ale i artystycznym talentem tworzy obrazy ukazujące to, co zobaczył w transach po wypiciu halucynogennego wywaru. Z łatwością spostrzegamy, że często występującym motywem są tu pojazdy kosmiczne przybywające z odległych światów. Amaringo twierdzi, że potrafią przybierać wiele kształtów, są zdolne do osiągania nieskończonej szybkości i mogą przemieszczać się zarówno pod wodą, jak i pod ziemią. Istoty podróżujące w nich są jak duchy, pojawiają się i znikają, kiedy chcą.

Jego zdaniem, należą do zaawansowanych pozaziemskich cywilizacji, które żyją w doskonałej harmonii. Już wielkie cywilizacje, takie jak Majów z Meksyku, Tiahuanaco znad jeziora Titicaca czy Inków w Peru, miały kontakt z tymi niezwykłymi istotami. Amaringo w jednym z transów widział, że Majowie znali ayahuasca, które pomagało im się kontaktować z obcymi i w pewnej chwili dziejów wielu z nich odleciało do innych światów z zamiarem powrotu na naszą planetę.

Anioł z mieczem, myśliwiec odrzutowy

Według Luisa Luny, współcześni szamani niewątpliwie dostosowują się symbolicznie do nowości, o których słyszą lub je zobaczyli. Szamani amazońskiego plemienia Shipibo, których badał, analfabeci, w transie otrzymują od duchów symboliczne księgi, z których mogą odczytać stan pacjentów. Mają też duchowe leki w słoikach i zastrzykach lub podróżują w wyobrażeniach samolotów pokrytych wzorami geometrycznymi o zakodowanym znaczeniu, którymi zanurzają się na dno jezior, aby odzyskać cava, zagubione dusze pacjentów.

Indianie Canelos, otrzymują od duchów maszyny z promieniami X, aparaty do mierzenia ciśnienia krwi, stetoskopy i wielkie błyszczące lampy chirurgiczne. Szamani Shuar, którzy w transie pozyskują od różnych zwierząt, roślin czy kamieni magiczne strzały tsentsak: kolce, ciernie, żądła i pazury, służące do leczenia albo obrony, otrzymują także stalowe igły od vitrur – gramofonów dawnego typu!

W rozmowie z Don Alejandrem

Vazquezem, uzdrowicielem mieszkającym nad Amazonką, w Iquitos, Luna usłyszał, że ten ma na swoje usługi – prócz aniołów z mieczami i żołnierzy z karabinami – także myśliwiec odrzutowy, którego używa, gdy jest atakowany przez mocnych czarowników. Od innego uzdrowiciela, Don Fidela Mosombite z Pucallpa dowiedział się, że ten w wizji otrzymał magiczne kluczyki i odtąd jest w stanie prowadzić piękne samochody i samoloty wielu rodzajów.

Inne domeny istnienia

Badacze nie mają wątpliwości, że pod działaniem ayahuasca szamani porozumiewają się z kosmitami, uczą się ich pieśni mocy i uzyskują od nich informacje pomagające leczyć pacjentów. Luis Luna: „Gdy pierwszy raz zobaczyłem malowidła wizji ayahuasca, przedstawiające UFO i temu podobne, pomyślałem, że powstały pod wpływem współczesnych doniesień i swoistej mody. Jednak wypytując Pabla Amaringa i innych ludzi w rejonie Amazonii, zdałem sobie sprawę, że one odbijają rzeczywiste doświadczenia, czy to w zmienionym stanie świadomości, na przykład po użyciu ayahuasca, czy to w zwykłych sytuacjach życiowych.

W doświadczeniach z ayahuasca wizje innych istot i wymiarów są częste. Sam miałem je wiele razy, na przykład widząc siebie wewnątrz statku kosmicznego. Zastanawiam się oczywiście, jak wiele z tego jest projekcją, a ile może odbijać kontakt z prawdziwymi ukrytymi wymiarami. Po 35 latach doświadczeń z ayahuasca jestem coraz bardziej przekonany do myśli, że przez niektóre ze świętych roślin możliwy jest dostęp do innych domen istnienia”.

Wiele na to wskazuje! Idąc tropem wskazanym przez szamanów, a także analizując raporty o pojawieniach się UFO, jakimi zalewają nas media, skłaniam się do wniosku, że mamy do czynienia z fenomenem obiektów i inteligentnych bytów, mogących przebywać po obu stronach „kurtyny”, która dzieli nasz świat materialny od świata duchowego. Swobodnie poruszają się między nimi, tam, w krainie duchów, w bardziej subtelnej postaci, tu znacznie się materializując, do takiego stanu skupienia, że stają się widoczne w świetle słonecznym i przybierają na wadze, na tyle, aby odciskać ślady na trawie i ziemi. „Tam” wyśledzili ich obecność szamani. „Tam” wszystko ma postać symboliczną, zmienną i ulotną.

Dlatego nie szukajmy w wizerunkach Pabla Amaringa szczegółów technicznych. To, co on „tam” widzi, ukazuje inny plan istnienia, energie, myślokształty, transcendentalne wzorce, tak jak się one jawią w symbolicznej postaci, oglądane przez filtr świadomości żyjącego człowieka. Jednak nie jest to świat majaków, to ukryta „pod” naszym światem, subtelna kraina, w której zjawisko UFO nie jest tajemnicą.

Maciej Kuczyński

Źródło: Wróżka nr 6/2009

http://www.wrozka.com.pl/component/content/article?id=5073

WingMakers- Wędrowiec po Snach

 

komora 21

Wędrowiec po Snach

Odurzony dziecięcymi myślami
zastanawiam się,
dlaczego dusze są tak głębokie, a ludzie są tak ślepi?
Jak to jest możliwe, że dusze mogą być przyćmione
przez tak drobne umysły?
Czy kochamy parne korytarze piekła?
Tam każda kropla wyblakłej wody
spływającej ze ścian pieczary
to zabrudzona muzyka wyryta w ciszy…

Moje ulubione sny znikły
zasiadając na grzbietach orłów.
Ze skrzydłami opuszczanymi w dół, unoszonymi do góry,
oddalają się niczym niezwykle subtelne,
eleganckie nasiona
unoszące się na krystalicznym wietrze.
Bez nich
jestem duchowo bezużyteczny
jak puste naczynie, które nie spełnia już swojej roli.
Mogę tylko wpatrywać się w ciszę
bezustannie nasłuchując szeptu niebios.
Wiedząc, że za przysłaniającą mgłą
aniołowie wznoszą schronienia dla ludzkiej niewinności.
Schronienia wyrwane od czegoś mrocznego
i poważnie rannego.
Porty opierające się wszelkiej chorobie.

Myślałem, że byłem obdarzony
pięknem obiecanym,
które uwolniłoby zaniedbane sny półboga.
Pięknem, które rozwiązałoby krępujące je kiepskie węzły
i uwolniło ku pieszczącym promieniom światła.
Jednakże wspaniałe lejce,
których kiedyś byłem właścicielem,
teraz obdarte i zabrudzone krwią,
wyślizgnęły się z moich dłoni jako długo nieużywane,
na podobieństwo tkaniny rzuconej w odmęty wichury.
Wciąż jeszcze mogę je dosięgnąć.
Pamiętam to uczucie, gdy znajdowały się w moich dłoniach.
Pamiętam ich siłę, podobną do burzy elektrycznej,
która wędrując bez celu niczym nie napędzana
po jakimś czasie skazana jest na wyczerpanie.

Ten kawałem papieru
wyrwano od czegoś mrocznego
i poważnie rannego.
Jest on lustrem, które wystawiam ku zaczernionemu niebu.
Nietypowym poświęceniem.

Przeskakując z gwiazdy do gwiazdy
oczy moje tkają konstelację.
Myśli moje poszukują bezkresnego ogromu.
Serce moje nasłuchuje dźwięku
nieskalanego dziecięcego śnienia.

Wędrowiec po snach odwraca się i spogląda na mnie.
Szepczącym głosem wypowiada moje imię.
Przywołuje mnie wyciągniętym skrzydłem.

„Wzbij się! Twoje ulubione sny wyczekują na ciebie!”

Głos ten zagrzmiał niczym uderzenie pioruna.
Moje skrzydła drgnęła jakaś nieużywana dotąd energia,
gdy tylko natrafiły na prąd powietrza
dający znaki zaistnienia możliwości odblokowania.
Na prądy, które zaniosłyby mnie
na górne gałęzie drzew
karmiące słońce na obszarach wykraczających poza moje królestwo.

W momentalnym interludium
rozpostarłem moje skrzydła i wzbiłem się
ku błękitnemu przedsionkowi.
Z całkowitą prędkością.
Rzeki poniżej wyglądały jak brązowe żyłki
biegnące wzdłuż nóg Ziemi,
lub jak dziko pnące nacięcia krwawiące zielenią.
Słońce wycięło otwory w chmurach
delikatnymi włóczniami szkarłatnego światła.
Księżyc wschodził po wschodniej stronie nieba –
muszla ostrygi
naznaczona przez czas.
Samotne wiatry nabrałyby pędu
poprzez poszukiwanie placówki spokoju.
Ziemny loch
spojrzał do góry na mnie z pogardą
niczym guwernantka zwolniona od obowiązku.

Zapomniałem czym jest stąpanie po ziemi.
Zneutralizowałem siłę grawitacji.
Po tym jak zbalansowałem w sobie rdzenne nadzieje i lęki
stałem się szamanem, który tańczy
w duchowych wodach przodków
wyłuskując słowa i znaczenia z nieporęcznego powietrza.

Moje myśli wciąż krążyły wokół wędrowca po snach…
świętym wietrze rozpalającym na nowo
moją niezwykle silną tęsknotę za nieprzetworzoną prawdą.
Tęsknotę za tym, aby pochwycić ją jak lekarstwo
dające nadzieję wyleczenia gdy bezsennie leżysz z gorączką.
Tęsknotę za iglicą błogości!
Zakurzonymi od zapomnienia miejscami niewinności.

Skrzydła te wyrwano
od czegoś mrocznego i poważnie rannego.
Przenoszą mnie one ku moim ulubionym snom
i całkowicie tłumią poddawanie się obojętności.
Ich siła jest idealnie dopasowana
do mojego przeznaczenia.
Jedną milę dalej poza te drzewa
i spadłbym jak spartaczona gwiazda
wprost do fosy wygłodzonego świata.

Moje ulubione sny ponownie będą wędrować.
W swoim czasie wzniosą się ku drzewom wspanialszego królestwa.
Wówczas moje skrzydła ponownie podążą za ich lotem,
wyśledzą bicie ich serca
i utworzą tkaninę składającą się z tysięcy snów połączonych razem.
Kolejna runda na niekończącym się okręgu.
Tablica rozgrywania snów przywrócona do życia.
Stan do żeglugi —
odpowiedni nawet na mroczne wody
i zachmurzone nieba wędrownego podróżnika.
Wędrowiec po snach ukazuje się
(z odwróceniem klepsydry niebios),
zarówno u góry
jak i na dole.
Stwarzaj swój świat i pozwól mu iść naprzód
powierzając go jednemu, które jest wszystkim.
Subtelne działania wpływające na korzyść całości wezmą górę.
To jest lekcja, którą nabyłem
wznosząc się na moich skrzydłach rozpostartych pod
błyszczącym niebem.
To jest nieprzetworzoność, którą szukam
nie poddana żadnemu polerowaniu.

źródło :http://wingmakers.pl/index.php?option=content&task=view&id=262&Itemid=534

16-1